fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Konrad Szymański: Polska nie chce karać Brytyjczyków

Fotorzepa, Robert Gardziński
Unia powinna wyjść naprzeciw propozycjom Londynu – uważa Konrad Szymański, minister ds. europejskich.

Rzeczpospolita: Rozumie pan jeszcze, o co chodzi Brytyjczykom w negocjacjach z Unią?

Konrad Szymański: Wielka Brytania to żywa demokracja. Zapewne różnym ośrodkom, chodzi o różne rzeczy. Pewnie dlatego ten proces wielokrotnie wymykał się spod kontroli. Referendum w czerwcu 2016 r. miało ostatecznie zamknąć temat wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, a przyniosło skutek odwrotny od oczekiwań Premiera Camerona. Skutek odwrotny przyniosły też przyspieszone wybory, jakie rozpisała Teresa May, by wzmocnić swój mandat. Po wyborach, aby utrzymać się u władzy musiała wejść w koalicję z irlandzkimi unionistami. Teraz zaś okazuje się, że ci, którzy głosowali za wyjściem ze Wspólnoty wcale nie mają jednej wizji, co to miałoby oznaczać w praktyce. To powoduje coraz mocniejsze turbulencje polityczne na Wyspach i to jest bardzo niepokojące.

Może czołowi zwolennicy brexitu jak Boris Johnson czy Michael Gove po prostu oszukali ludzi, obiecując im złote góry po wyjściu z Unii?

Każda z kluczowych postaci referendum miała bardzo konkretną wizję tego, co powinno się stać. Problem w tym, że żadna z tych koncepcji nie uzyskała większościowego poparcia w samej Partii Konserwatywnej. Ale biorąc pod uwagę te trudne warunki brzegowe, trzeba docenić ogromny wysiłek koncepcyjny i polityczny, jaki włożyła Premier May w przyjęcie Białej Księgi. Ten dokument pokazuje pogłębioną wizję przyszłych stosunków Królestwa z Unią. Powinno się to spotkać z rzeczową odpowiedzią Brukseli, z otwartym podejściem z jej strony.

Czytaj także: Słony rachunek za brexit

Polsce podoba się forsowany przez May brexit w wersji soft?

To nie jest ani plan "miękkiego" ani "twardego" Brexitu. Z jednej strony opiera się on na twardych założeniach brexitu - wyjście kraju z unii celnej oraz ze wspólnego rynku. Zakłada też likwidację swobody przemieszczania się oraz jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TS UE) na przyszłość. W tym nie ma nic miękkiego. Ale na tym fundamencie Premier May próbuje stworzyć warunki dla zachowania bardzo intensywnej współpracy w zakresie handlu i bezpieczeństwa między Wyspami i kontynentem. Polska zdecydowanie podziela taką intencję. Chcielibyśmy, aby brexit nie przyniósł jakiegokolwiek osłabienia wymiany handlowej i aby w żadnym wypadku nie osłabił współpracy w zakresie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego.

To jest więc maksimum tego, co można dziś uratować z powiązań Londynu z Brukselą?

Na pewno mówimy o najbardziej ambitnym z projektów, jakie opublikowano w Londynie. Oczywiście premier May cały czas zmaga się z koniecznością pogodzenia bardzo sprzecznych interesów. Z jednej strony Wielka Brytania chce wyjść unii celnej, z drugiej strony uniknąć przywrócenia kontroli granicznych między Północną Irlandią a Republiką. Z jednej strony mamy wyraźną intencję przywrócenia brytyjskiej kontroli legislacyjnej, ale jednocześnie chęć zachowaniu standardów, które pozwoliłyby na udział kraju w znacznej części rynku Unii. Polityka jest jednak od tego, aby pokonywać takie sprzeczności.

A jeśli Unia nie poda teraz May pomocnej ręki?

Ryzyko rozejścia się Wielkiej Brytanii i Unii bez porozumienia jest dziś wyższe, niż kiedykolwiek wcześniej. To byłoby oczywiście bardzo kosztowane dla Brytyjczyków, ale również niedobre z punktu widzenia interesów gospodarczych i politycznych Unii. Dlatego, choć mamy często rozbieżne cele negocjacyjne z UK powinniśmy pamiętać, aby nie doprowadzić do takiej kryzysowej sytuacji. To jedna z istotnych przesłanek polskiego stanowiska w tej sprawie.

Jeśli May się nie powiedzie, na jej miejsce premierem może zostać radykał, Jeremy Corbyn czy Boris Johnson?

Nie chcę wchodzić w rachuby odnoszące się do wewnętrznego życia politycznego w Wielkiej Brytanii. Ale z całą pewnością Premier May i sama Biała Księga zasługują na rzeczową i konstruktywną odpowiedź.

Przed referendum Unia pod naciskiem Angeli Merkel przyjęła twardą postawę wobec Londynu, szczególnie co do spójności jednolitego rynku. To przyczyniło się do brexitu. W Brukseli taka postawa znów może wziąć górę?

Polska również stoi na stanowisku, że nie możemy zawrzeć porozumienia, które będzie niosło dla nas i szerzej dla Unii negatywne konsekwencje ekonomiczne czy instytucjonalne. Integralność jednolitego rynku to jest ważna wartość także dla Warszawy. Ale dziś jesteśmy w sytuacji, w której Wielka Brytania będzie poza wspólnym rynkiem. Musimy więc ręcznie wyregulować równowagę interesów, praw i obowiązków bez opierania się o rozwiązania, które są już znane. Trzeba myśleć kreatywnie, wyjść poza dotychczas znane formy współpracy z krajami trzecimi. To dotyczy nie tylko bezpieczeństwa, gdzie nasze interesy są po prostu zbieżne, ale również wyważenia interesów handlowych. Polska nie zgodzi się na rozwiązania, które są niekorzystne dla UE ale też będzie zachęcać do tego, aby na gruncie Białej Księgi budować pozytywny scenariusz.

Wielka Brytania jest naszym drugim, trzecim partnerem handlowym. Jak to uratować?

Propozycja, aby stworzyć system, w którym obrót towarami byłby niezakłócony jest całkowicie zbieżna z polskimi oczekiwaniami. Gdy idzie o usługi układ, w którym wzajemna dostępność do rynku byłaby daleko posunięta choć nie taka, jak we wspólnotowym rynku jest warta poważnego rozważenia. Nie każdy model oparty o taką umowę będzie co prawda dla nas korzystny, dlatego musimy dążyć do ogólnego zrównoważenia interesów. Musimy też pamiętać o konieczności zabezpieczenia równych warunków konkurencji między nami np. w kwestii podatków, standardów pracy, standardów środowiskowych czy pomocy publicznej. Biała Księga zawiera pewne obiecujące zobowiązania w tym zakresie ale rozwiązania dot. równych warunków konkurencji w ramach przyszłych relacji będą ważniejsze niż w jakiejkolwiek innej umowie UE z krajem trzecim z uwagi na bliskość i wagę Wielkiej Brytanii. Problemem pozostaje również ukształtowanie polityki migracyjnej. W Białej Księdze Premier May wyraźne odrzuciła swobodę przepływu osób. Ale to jest stanowisko wyjściowe. Nie należy go od razu odrzucać ale raczej podjąć nad nim pracę.

Możemy przystać na ograniczenie swobody przepływu osób?

Wielka Brytania będzie krajem trzecim. Nie po to wychodziła z Unii aby odtworzyć swobodę przepływu osób. Jednak jakie rozwiązanie zostanie ostatecznie przyjęte w tym względzie zależy od wszystkich innych parametrów. Powtarzam: chodzi o równowagę wszystkich interesów.

Nie obawia się pan o Polaków, którzy żyją na Wyspach po ustaniu jurysdykcji TSUE?

Ustaliliśmy już, że jurysdykcja TS UE w stosunku do zdarzeń sprzed brexitu będzie zagwarantowana. To jest zawarte w tzw. umowie wyjścia z Brytyjczykami. Dlatego w polskim interesie jest aby nie doprowadzić do rozejścia się bez porozumienia z Brytyjczykami bo wtedy tej umowy nie będzie i ryzyko jakiegoś innego kształtowania praw Polaków czy rozliczeń finansowych z Unią będzie wyższe. To jest ściśle powiązane z reakcją Unii na brytyjskie propozycje, której należy spodziewać się na jesieni. Będziemy zabiegali o to, aby ta reakcja była konstruktywna.

Co z transportem drogowym, gdzie Polska jest potentatem?

Biała Księga niczego w tej dziedzinie nie przekreśla. Usługi transportowe i biznesowe będą istotnym elementem naszego stanowiska negocjacyjnego. Zasady zawarte w Białej Księdze są obiecujące, pod warunkiem zachowania dobrego dostępu do brytyjskiego rynku ważnych dla nas usług, zabezpieczenia równych warunków konkurencji i ochrony integralności wspólnego rynku.

Jeśli londyńskie City będzie odcięte od transakcji w euro, banki przeniosą się na kontynent, także do Warszawy.

To jest fragment problemu dostępności rynku usług i przepływu kapitału po brexicie. Nie sądzę, aby było odpowiedzialne ograniczać relacje między Unią i Wyspami bo ogólne koszty gospodarcze i polityczne znacząco przerastają potencjalne zyski. To nie jest dobra perspektywa negocjacyjna.

W wielu stolicach Unii mówiono, że Brytyjczyków należy ukarać, pokazać, do czego prowadzi wyjście z Unii – aby już nikt nie poszedł tą drogą. Takie myślenie nie przesądzi o wyniku negocjacji?

Rzeczywiście, słychać czasami ten język, ale coraz ciszej. To było bardzo wyraźne w niektórych stolicach bezpośrednio po referendum kiedy doszło do pewnego zawodu emocjonalnego tym, że projekt europejski został tak otwarcie odrzucony. My od początku podkreślaliśmy, że taki język jest szkodliwy. Brytyjczycy mieli prawo zdecydować się na wyjście z Unii. Konsekwencje tego mogą być tego różne: umiarkowane lub dramatycznie złe. W interesie Europy nie jest żadne karanie Brytyjczyków tylko znalezienie pragmatycznego modelu współpracy na przyszłość. To jest prawdziwa stawka strategiczna tych negocjacji.

Tony Blair apeluje o ponowne referendum, aby wstrzymać brexit. To nie jest wyjście?

Z pewnością Tony Blair wie więcej o mechanizmach brytyjskiej polityki niż wielu obserwatorów zewnętrznych. Ale przyznam, że nie widzę sił politycznych, które mogłyby odwrócić scenariusz, który teraz realizujemy. Dlatego skupiam się na tym, żeby w takim układzie uratować jak najwięcej pozytywnych rzeczy, ograniczyć szkody. Grupa państw, która myśli podobnie, bo miała tradycyjnie spójne interesy handlowe, regulacyjne, bezpieczeństwa z Brytyjczykami, jest bardzo szeroka.

Polska jest jednak objęta procedurą z art. 7, co musi ograniczać nasz wpływ na rokowania z Londynem.

• To faktycznie pryncypialny spór. Stoimy na stanowisku, że organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do kompetencji państw członkowskich. Komisja Europejska poniekąd przyznała nam rację nie wskazując w przypadku ustawy o SN na żadne uchybienie w zakresie prawa wtórnego UE. Ale cała ta kontrowersja nie wpływa na bardzo dobrą współpracę z KE i naszym negocjatorem Michelem Barnierem w sprawie brexitu. Przez wszystkie te lata cieszyliśmy się dobrym wzajemnym zrozumieniem. Bruksela znakomicie reprezentowała w tych trudnych nieraz negocjacjach polskie interesy.

—rozmawiał Jędrzej Bielecki

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA