fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Afganistan chce przeprosin za radziecką inwazję

Kabul, maj 1988 r.: uroczyste pożegnanie Armii Radzieckiej wycofującej się z Afganistanu po dziewięciu latach walk.
AFP
Po 40 latach Kabul przypomniał radziecką inwazję, od której zaczęły się wszystkie wojny do dziś niszczące kraj.

– Takie historie zdarzają się między sąsiadami. Ale teraz liczymy, że przywódcy Rosji w jakiś sposób przeproszą naród afgański – powiedział ambasador Afganistanu w Moskwie Abdul Qayyum Kochi podczas spotkania w Dumie z deputowanymi partii Żyrinowskiego.

Mimo pojednawczego tonu dyplomaty sam pomysł przepraszania Afganistanu wywołał rozdrażnienie rosyjskich polityków. – Takie samo oświadczenie powinien złożyć w sprawie amerykańskiego wtargnięcia w 2001 r.! – odpowiedział ambasadorowi zdenerwowany senator Władimir Dżabarow.

Legalny najazd na zaproszenie

Radziecka interwencja zaczęła się formalnie 27 grudnia 1979 r., gdy w Kabulu wylądowały wojska powietrznodesantowe. Rządząca w Afganistanie kremlowska marionetka Hafizullah Amin kilka razy w ciągu roku prosił o przysłanie regularnych wojsk. Ponad 5 tys. „doradców wojskowych" Kremla walczyło już w Afganistanie z rosnącą w siłę partyzantką. Pierwszą ofiarą grudniowej interwencji stał się sam Amin. Żołnierze specjalnych oddziałów radzieckiego wywiadu wojskowego zamordowali go w jego pałacu.

Operacja desantowa, która miała spacyfikować kraj i zakończyć się wycofaniem wojsk już w 1980 r., zamieniła się w krwawą, dziesięcioletnią wojnę, która zniszczyła cały Afganistan. – Zginęły dwa miliony Afgańczyków i znaczna liczba radzieckich żołnierzy – przypomniał ambasador rosyjskim deputowanym.

Ostatnie oddziały radzieckie wycofały się dopiero w lutym 1989 r., już za rządów Michaiła Gorbaczowa.

Do tej pory nie wiadomo dokładnie, ile było ofiar radzieckiej interwencji. Moskwa nie może doliczyć się nawet własnych żołnierzy – zginęło ich od 13 do 15 tys. (mniej więcej czterech dziennie), a trzy razy tyle zostało rannych. Dodatkowo zginęło 18 tys. żołnierzy afgańskich oddziałów kolaboracyjnych, a ponad 70 tys. zostało rannych. Oddziały mudżahedinów miały stracić 75–90 tys. zabitych.

W warunkach wojny partyzanckiej trudno jednak odróżnić mudżahedina od cywila, a nawet żołnierza miejscowych sił komunistycznych. Ilu zaś zginęło zwykłych mieszkańców nikt nie wie, szacunki wahają się od 670 tys. do 2 mln – w kraju mającym 15,5 mln ludności. Miliony uciekły z rejonów walk. Najsłynniejszy dowódca partyzancki Ahmad Szach Massud twierdził, że pod koniec wojny uchodźcą był co trzeci mieszkaniec Afganistanu.

– Oczywiście, że Rosja nie będzie nikogo przepraszać. Radziecki rząd uznał nowe wtedy władze Afganistanu i starał się utrzymywać z nimi normalne stosunki. Wprowadzenie wojsk było później, w rezultacie działań, które były podejmowane przeciw tym władzom – oświadczył Zamir Kabułow z Departamentu Azji rosyjskiego MSZ i jednocześnie specjalny przedstawiciel prezydenta Putina ds. Afganistanu.

Drogi i koleje

– W wyniku wojny została zniszczona cała infrastruktura kraju – przypomniał ambasador. To ostatnie stwierdzenie wywołało prawdziwą furię w Moskwie. „Za co Rosja ma przepraszać? Pewnie za drogi, po których do dziś wszyscy jeżdżą. Za pierwszą linię kolejową i za pierwszy kolejowy most. Za lotniska, które do dzisiaj wykorzystują Amerykanie" – odpowiedział Afgańczykowi anonimowy autor „Wojennogo Obozrienija".

– Nie można zapominać, że w ciągu 10 lat w Afganistanie wybudowano wiele dróg, linii elektrycznych, szkół i szpitali. Ludzie, którzy pamiętają tamte czasy, nie wspominają tak jednoznacznie Armii Radzieckiej jak ambasador – uważa z kolei deputowany Aleksiej Czepa, członek parlamentarnej komisji spraw zagranicznych.

– Teraz, gdy stacjonują tam Amerykanie, bez przerwy są zamachy terrorystyczne, giną ludzie, handlują narkotykami i trwa wojna domowa. Nie ma żadnej z tych pozytywnych rzeczy, które były za czasów stacjonowania wojsk radzieckich – dodał.

Tyle że ówczesne „nowe władze Afganistanu" były i są dla Afgańczyków „marionetkami". „Przywykliśmy, że wczorajsi przyjaciele i sojusznicy plują na nasz widok i próbują dźgnąć nożem w plecy" – zgryźliwie odpowiedziało na to „Wojennoje Obozrienije".

Przymusowa przyjaźń

Zaskakująca wypowiedź afgańskiego ambasadora mogła być spowodowana zmianą amerykańskiej polityki wobec jego kraju i naciskiem Waszyngtonu, by Rosja bardziej angażowała się w sprawy swego sąsiada.

– Rosja ma tam ważne interesy. (...) Chcielibyśmy, by robiła więcej dla okazania pomocy afgańskiemu rządowi, zarówno wojskowej, jak i dyplomatycznej – mówiła trzy tygodnie temu amerykańskim kongresmenom doradczyni sekretarza stanu ds. Azji Środkowej Alice Wells.

USA prawdopodobnie są zaniepokojone pojawiającymi się informacjami o kontaktach, jakie Moskwa utrzymuje z talibami, którzy panują nad większą częścią kraju. Nieoficjalnie rosyjscy politycy potwierdzają, że do takich kontaktów dochodzi, ale wyłącznie w celu wymiany danych wywiadowczych. Tego jednak właśnie obawia się Waszyngton – że Moskwa uzgadnia z talibami wspólne działania przeciw bojówkarzom tzw. Państwa Islamskiego. Nie chce natomiast wspierać władz w Kabulu, które próbują walczyć z oboma ugrupowaniami.

Nikt jednak nie zapytał samego Kabulu. Ambasador Abdul Qayyum Kochi właśnie powiedział, co o tym sądzą Afgańczycy, i wywołał wściekłość rosyjskich polityków i wojskowych. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA