fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jak się w Sejmie topi projekty obywatelskie

Ryszard Petru odszedł z polityki i nie zbiera już podpisów
Fotorzepa, Marta Bogacz
Z trzech głośnych inicjatyw obywatelskich, pod którymi zbierano podpisy, do Sejmu trafi tylko jedna.

– Dzisiejsze warunki pokazują trudności, z jakimi się spotykaliśmy w czasie całej zbiórki – mówił w środę w strugach deszczu pod Sejmem Mariusz Dzierżawski, działacz społeczny, znany głównie z wystąpień antyaborcyjnych. Następnie współpracujący z nim wolontariusze wnieśli do Sejmu ponad 20 kartonowych pudeł zawierających 265 tys. podpisów osób popierających obywatelską inicjatywę ustawodawczą „Stop pedofilii".

Projekt zakłada zmiany w kodeksie karnym. Wprowadza karę grzywny, ograniczenia wolności albo nawet dwóch lat więzienia za publicznie propagowanie lub pochwalanie podejmowania przez dzieci obcowania płciowego. Jeszcze surowsze kary mają grozić za podobny czyn popełniony na terenie placówki oświatowej.

LGBT jak pedofilia?

Inicjatorzy nie ukrywają, że projekt jest reakcją na podpisanie w lutym przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Karty LGBT+. Dokument, oprócz szeregu działań na rzecz mniejszości seksualnych, zakłada zapewnienie w stolicy edukacji seksualnej zgodnej ze standardami WHO. A te m.in. przewidują, że dzieciom poniżej czwartego roku życia należy przekazywać informację o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa", a dziewięciolatkom – o „pierwszych doświadczeniach seksualnych".

Fragmenty standardów WHO pojawiały się na materiałach towarzyszących zbiórce. Można było tam przeczytać, że takiej edukacji seksualnej chce „lobby LGBT". Używanie naprzemiennie określeń „LGBT" i „pedofilia" irytowało działaczy lewicowych, którzy – jak relacjonują członkowie komitetu – wielokrotnie zakłócali zbiórkę. Zresztą nawet środową konferencję przed Sejmem ktoś próbował zagłuszyć, wyczytując przez megafon informacje o przypadkach pedofilii wśród księży.

– Boją się prawdy, próbują zagłuszyć prawdę – mówił w środę Dzierżawski. A wynik kierowanego przez niego komitetu trzeba jednak uznać za sukces, bo klęską skończyły się zbiórki pod dwoma innymi projektami obywatelskimi.

Porażka lewicy

Jednym z nich był projekt „Świeckie państwo", pod którym od marca podpisy zbierało kilkadziesiąt organizacji, w tym SLD i partia Razem. Celem była likwidacja Funduszu Kościelnego, zwolnień podatkowych, ułatwień w obrocie ziemią i innych preferencji, z których zdaniem inicjatorów niezasadnie korzystają Kościoły i związki wyznaniowe.

19 czerwca pełnomocniczka komitetu Bożena Przyłuska poinformowała w internecie, że w określonym ustawowo trzymiesięcznym terminie udało się zebrać 93 tys. podpisów. Tymczasem, by projekt trafił do Sejmu, musi ich być co najmniej 100 tys.

Jako przyczynę porażki Przyłuska wskazała „pesymistycznie nastrajający wynik wyborczy", „lęk przed potencjalnymi represjami", „brak informacji o inicjatywie w mediach grupy TVN i koncernu Agora", a wreszcie „nienawiść, którą sieje PiS".

Nie uwolnią handlu

Inaczej powody niepowodzenia widzą członkowie innego głośnego komitetu, który zbierał podpisy pod projektem „Uwolnijmy handel". Inicjatywa, której twarzą był Ryszard Petru, przewidywała uchylenie zakazu handlu w niedzielę, a w zamian pracownicy sklepów mieli mieć zagwarantowane w kodeksie pracy dwie wolne niedziele.

Zbiórka zatrzymała się na początku lipca, gdy pod projektem zdążyło się podpisać 51 tys. osób. – W związku z tym, że poseł Ryszard Petru rezygnuje z działalności politycznej, więc podjęliśmy decyzję o niekontynuowaniu zbiórki – mówi Adam Kądziela, zastępca pełnomocnika komitetu.

Oznacza to, że pod koniec kadencji nie dojdzie do kumulacji, o której pisaliśmy w maju w „Rzeczpospolitej". Informowaliśmy, że wszystkie trzy budzące wiele emocji projekty będą musiały przejść pierwsze czytanie na sali plenarnej Sejmu na ostatnim posiedzeniu przed wyborami. Powód? Ustawa o wykonywaniu inicjatywy przez obywateli przewiduje na pierwsze czytanie trzymiesięczny termin od dnia wniesienia projektu.

Do głosowania trafi więc tylko projekt „Stop pedofilii". Z kalendarza prac Sejmu wynika, że będzie musiało ono odbyć się w pierwszej połowie września, czyli w gorącym okresie kampanii wyborczej.

Zdaniem Dzierżawskiego klęska pozostałych komitetów świadczy o „realnym poparciu społecznym". – Elity polityczne, również media, są nastawiane na deprawację ludzi, a dzięki Bogu nie udaje im się, co pokazuje porównanie wyniku zbiórek – uważa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA