Polityka

Hongkong nie ma już sił na protesty w obronie autonomii

AFP
W 20. rocznicę objęcia przez Pekin władzy nad byłą brytyjską kolonią Chiny są bliskie celu – spacyfikowania opozycji.

– Kto zagraża politycznej stabilizacji Hongkongu, przekracza czerwoną linię – ogłosił w sobotę w autonomicznej metropolii Xi Jinping, sekretarz generalny KPCh oraz przewodniczący ChRL.

Przywódca Chin był pierwszym politykiem z Pekinu tej rangi, który gościł w Specjalnym Regionie Administracyjnym Chińskiej Republiki Ludowej Hongkong, jak brzmi oficjalna nazwa byłej brytyjskiej kolonii. Dokładnie 20 lat temu została przekazana Chinom i posiada formalnie status autonomii.

–  Możecie cieszyć się autonomią, ale nie podejmujcie działań kontestujących władze centralne w Pekinie, ani skierowane przeciwko suwerenności całych Chin – ostrzegał w sobotę gość z Pekinu. Przejmując 1 lipca 1997 roku Hongkong, Chiny zobowiązały się do respektowania autonomii metropolii przez pół wieku, a więc do 2047 roku w myśl zasady „jeden kraj, dwa systemy".

Odbierając w sobotę przysięgę od wybranego w marcu tego roku nowego szefa administracji pani Carrie Lam, prezydent Xi Jinping wyjaśnił, że koncepcja dwóch systemów w jednym kraju ma na celu przede wszystkim umacnianiu suwerenności państwowej całych Chin. – Tylko w ten sposób statek w postaci jednego kraju i dwu systemów przedziera się przez fale, pokonując dystans – mówił Xi Jinping.

Kilkanaście tysięcy policjantów zadbało o to, aby „chiński statek nie rozbił się na skałach Hongkongu" w uroczystym dniu.

W takich warunkach słabo wypadł marsz protestacyjny przeciwko nierespektowaniu przez Pekin autonomii. Zdaniem organizatorów uczestniczyło w nim 66 tys. osób. Ale z innych źródeł wynika, że było ich znacznie mniej. „South China Morning Post" ocenił liczbę uczestników na 27–35 tys. To niewiele jak na 7-milionową metropolię.

W czasie protestu żądano większej demokracji, krytykowano lokalne władz oraz chińskią partię komunistyczną. Wzywano też do uwolnienia aresztowanego niemal dziesięć lat temu Liu Xiabo, laureata nagrody Nobla.

Organizatorzy liczyli na znacznie większą frekwencję,  ponad 100 tys. osób. Ponieśli porażkę. Jedną z jej przyczyn jest erozja nadziei na okiełznanie chińskich dążeń do podporządkowania Hongkongu. To rezultat niepowodzeń protestów w 2014 roku przeciwko niedemokratycznej ordynacji wyborczej, które nazwano Rewolucją Parasolek. Protest stłumiono po 79 dniach.

Niewykluczone, że tę próbę sił miał na myśli Xi Jinping, mówiąc w sobotę, że Pekin nie nie dopuści do żadnej kontestacji władzy, jaką sprawuje nad Hongkongiem. – Wierzcie w ojczyznę. Szanujcie jej potęgę – wzywał.

Przeciwnicy Pekinu największą wagę przywiązują do niezależności sądownictwa oraz wolności mediów. W mniejszym stopniu do swobód natury ekonomicznej. Takie są wyniki badań socjologicznych Chińskiego Uniwersytetu Hongkongu. Równocześnie postępuje proces identyfikacji nowego pokolenia z rodzimą metropolią. 93 proc młodych mieszkańców do 30. roku życia deklaruje, że czują się Hongkończykami, a nie Chińczykami. W chwili gdy Chiny przejmowały kolonię, dwie trzecie jej młodych mieszkańców definiowało się jako Chińczycy.

To oni pojawili się pierwszy raz pięć lat temu na ulicach w proteście przeciwko planom reformy systemu szkolnego metropolii i wprowadzeniu tzw. edukacji patriotycznej. Projekt upadł, ale pani Carrie Lam zapowiedziała już, że do niego powróci.

Aby nie było żadnych wątpliwości, kto rządzi, do Hongkongu zmierza jedyny chiński lotniskowiec „Liaoning" w towarzystwie całej floty.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL