Polityka

W czerwcu wybory wygrałoby PiS, ale bez szans na samodzielne rządy

U progu wakacji Jarosław Kaczyński ma powody do zadowolenia. Platforma traci w sondażach, a przewaga PiS wynosi już 11 proc.
AFP, Janek Skarzyński
W czerwcu wybory wygrałoby PiS, ale raczej bez szans na samodzielne rządy. Do Sejmu weszłaby też lewica.

U progu wakacji temperatura uczuć elektoratu jest umiarkowana. Zgodnie z czerwcowym sondażem IBRiS przeprowadzonym na zlecenie „Rzeczpospolitej" wahania poparcia dla partii politycznych są niewielkie, a jedyna opcja notująca wyraźny wzrost to niezdecydowani.

Mniejsze jest także zainteresowanie wyborców samym głosowaniem: w porównaniu z badaniem kwietniowym mniej osób deklaruje zdecydowaną chęć pójścia na wybory – 37,9 proc. (w kwietniu 42,9). Rośnie za to grupa tych, którzy na wybory raczej się nie wybierają – 18 proc. wobec 15,7 dwa miesiące temu i zdecydowanie nie zamierzają brać udziału w głosowaniu – 26,8 proc. (poprzednio 24 proc.).

Aż 11,3 proc. tych, którzy chcieliby wrzucić kartkę do urny, nie jest zdecydowanych, na kogo oddaliby swój głos, to z kolei wzrost o 7 proc. w stosunku do badania z maja.

Żadna z partii nie może się też pochwalić spektakularnym wzrostem poparcia: po jednym procencie zarobiły tylko SLD (7 proc.), PSL (5 proc.) i Kongres Nowej Prawicy (1 proc.). PiS stoi w miejscu (34 proc.) podobnie jak Razem (2 proc.) i partia Wolność (1 proc.). W rankingu spadają notowania PO. Na formację Grzegorza Schetyny chce głosować 23 proc. badanych (o 3 proc. mniej niż w maju). Kukiz'15 może liczyć na 10 proc. głosów (o 4 proc. mniej niż miesiąc temu), a Nowoczesna na 6 proc. (o 2 proc. mniej).

Co jest powodem niewielkiego entuzjazmu wyborców pod koniec czerwca? – Te wyniki to już pierwszy sondaż wakacyjny – komentuje Marcin Duma, szef IBRiS. – Ruchy poparcia dla partii będą teraz zakłócane przez wyjazdy i chęć wzięcia mentalnego urlopu od polityki. Scena polityczna się więc zamrozi, a gorsze wyniki będą mieć główne partie opozycji, bo ich wyborcy częściej wyjeżdżają na urlop ze względu na relatywnie lepszą sytuację materialną – dodaje.

Jednak partie polityczne nie chcą pozostawić wyborców osamotnionych, nie ma więc co liczyć na „mentalny odpoczynek". Platforma przygotowuje się do posiedzenia Rady Krajowej, które wyznaczono na ten sam dzień (1 lipca) co kongres PiS oraz do rajdu po miejscowościach wypoczynkowych.

Podobnej strategii próbowało przed laty także SLD, ale nie przyniosła oszałamiających sukcesów.

Rządzące ugrupowanie też będzie mieć niezwykle intensywny lipiec – od kongresu w Przysusze, przez wizytę prezydenta USA Donalda Trumpa (5–6 lipca), aż po serię „gospodarskich wizyt" prezesa Jarosława Kaczyńskiego w byłych miastach wojewódzkich. Wakacyjną wpadkę zaliczył już minister spraw wewnętrznych Mariusz Blaszczak: zapowiedź niedopuszczenia do festiwalu w Woodstock nie przysporzy mu raczej punktów wśród najmłodszych wyborców.

SLD stara się za to podchodzić do tematu wakacji merytorycznie: Sojusz w poniedziałek złożył w Sejmie petycję w sprawie zmiany sposobu finansowania wakacyjnego wypoczynku dzieci i młodzieży do 18. roku życia. Chodzi o to, by pracodawcy dofinansowujący taki wypoczynek byli zwolnieni z podatku dochodowego od osób fizycznych oraz ze składek ZUS.

Kukiz'15 skupia się na internetowym polowaniu na kandydatów na radnych, a PSL tradycyjnie koncentruje się na żniwach.

Zdaniem Dumy sensowność partyjnych wakacyjnych planów nie jest równa dla wszystkich: opozycja raczej może tylko wyborców zdenerwować swoją letnią aktywnością, ale za to partia rządząca ma czas, by rozepchnąć się na scenie. – Ludzie chcieliby odpocząć od pracy, szkoły i codziennych problemów, a tam właśnie sytuują politykę i nie chcą słuchać przemówień – mówi szef IBRiS. – Rządzący są natomiast atrakcyjni cały rok.

Ale czy kongres PiS będzie wystarczającą atrakcją? – Pytanie, co się chce komunikować – analizuje Duma. – Zaczyna się przecież sezon ogórkowy, więc każdy news będzie żył dłużej, ale czy partyjny zjazd PiS dostarczy takich elektryzujących wiadomości? – zastanawia się.

Wygląda na to, że kongres PiS nie będzie aż tak spektakularny, jak zanosiło się jeszcze wiosną, przy pogorszeniu notowań partii Kaczyńskiego. Raczej nie dojdzie do rekonstrukcji rządu czy choćby pojedynczej dymisji w gabinecie Beaty Szydło. – Przy ustabilizowaniu poparcia raczej nie ma teraz potrzeby potrząsania strukturami – dodaje Duma. – Ale kto wie? Może jednak czekają nas niespodzianki?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL