fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Poroszenko chce walczyć o Donbas

AFP
Prezydencki plan reintegracji separatystycznych terytoriów może radykalnie zmienić sytuację na wschodzie Ukrainy.

Wpływowy rosyjski dziennik „Kommiersant" podaje, że prezydent Ukrainy Petro Poroszenko niebawem przekaże do Rady Najwyższej projekt ustawy, który formalnie zakończy operację antyterrorystyczną w Donbasie. W zamian ma zostać powołany sztab operacyjny, a cała władza w znajdujących się na linii frontu regionach ma zostać przekazana w ręce wojskowych. Nie wyklucza się wprowadzenia stanu wojennego w niektórych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego, a tereny kontrolowane przez prorosyjskich separatystów będą uznane za „tymczasowo okupowane".

O potrzebie zakończenia operacji antyterrorystycznej w Donbasie mówił niedawno sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandr Turczynow. W rozmowie z ukraińską stacją 24tv.ua stwierdził, że „nadszedł czas, by określić politykę państwową odnośnie do wyzwolenia okupowanych terenów".

– Na początku zostanie zaproponowany plan pokojowego uregulowania sytuacji. Jeżeli Rosjanie go odrzucą, nie wyklucza się przeprowadzenia operacji wojskowej, która zakończy się wyzwoleniem Donbasu. Powinniśmy przywrócić kontrolę na naszych granicach państwowych – mówi „Rzeczpospolitej" kpt. Ołeksij Arestowycz, znany ukraiński analityk wojskowy. – Mamy obecnie na froncie około 60 tys. żołnierzy i w każdej chwili można zmobilizować 210 tys. kolejnych, którzy już uczestniczyli w operacji antyterrorystycznej w Donbasie. Rosja będzie miała tylko dwie opcje. Albo się wycofa, albo rozpocznie wojnę na dużą skalę z Ukrainą i zostanie całkiem odizolowana od świata – konkluduje.

Analitycy w Kijowie uważają, że prezydencki projekt ustawy nie oznacza, że Kijów wybiera drogę wojny. – Chodzi raczej o przygotowanie podłoża prawnego na wypadek, gdyby Rosja postanowiła ruszyć do przodu i przesunąć się w głąb Ukrainy jeszcze bardziej. Wtedy oczywiście ukraińska armia ruszyłaby na Donieck i Ługańsk. Ustawa ta potwierdzałaby, że Ukraina nie zamierza rezygnować ze swoich terytoriów – mówi „Rzeczpospolitej" kijowski politolog Wołodymyr Fesenko.

W ciągu ostatnich trzech lat liderzy samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej wielokrotnie powtarzali, że marzą o tym, by powtórzyć los anektowanego Krymu i przyłączyć się do Rosji. Moskwa uznała wszystkie dokumenty wydawane przez władze w Doniecku i Ługańsku. Co raz rzadziej występuje tam ukraińska hrywna, którą wypycha rosyjski rubel. Prorosyjscy separatyści przyjęli też wszystkie ukraińskie przedsiębiorstwa, którymi w większości już zarządzają Rosjanie. – Moskwa chce doprowadzić do zamrożenia konfliktu i jak najdłużej trzymać w napięciu Ukrainę. Prezydencka ustawa jest odpowiedzią na działania Rosji, która powoli wchłania te regiony – twierdzi Fesenko. Jeżeli ukraiński parlament zatwierdzi propozycję prezydenta, mieszkańcom kontrolowanych przez prorosyjskie siły terenów zostałby też ułatwiony dostęp do ukraińskich emerytur i świadczeń socjalnych.

W Moskwie zaś twierdzą, że ewentualne wprowadzenie stanu wojennego pogorszyłoby sytuację w Donbasie. – W przypadku ukraińskiej ofensywy Rosja stanie w obronie mieszkańców tych regionów – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem. – Jeżeli będzie potrzeba, wprowadzi się tam jednostki rosyjskiej armii udające ochotników – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA