fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Hongkong: protesty w obronie autonomii

AFP
Tysiące demonstrantów szturmowały siedzibę miejscowych władz, sprzeciwiając się coraz większej ingerencji komunistycznych Chin w życie byłej brytyjskiej kolonii.

Gwałtowne manifestacje zostały wywołane projektem nowej ustawy o ekstradycji podejrzanych z Hongkongu m.in. do Chin. W niedzielę protestowało przeciw niemu około miliona osób. Manifestacje w środę zamieniły się w szturm rządowych budynków i wielogodzinne walki z policją.

– Nie ma znaczenia, skąd jesteś – z kontynentalnych Chin, Hongkongu czy innego kraju – jeśli naruszyłeś interesy komunistycznych Chin, możesz zostać natychmiast zatrzymany – tłumaczył aktywista z Pekinu Hu Jia, dlaczego Hongkong powinien się sprzeciwiać nowemu prawu.

Projekt zaczęto rozpatrywać w lutym. Władze byłej brytyjskiej kolonii, a obecnie miasta cieszącego się znaczną autonomią (przede wszystkim w dziedzinie systemu prawnego) jako pretekstu użyły zamordowania na Tajwanie swojej obywatelki. Sprawca również pochodzący z Hongkongu wrócił do domu, ale nie można go było sądzić za zabójstwo, gdyż formalnie Tajwan nie mógł się tego domagać.

Obecny projekt przewiduje ułatwienia ekstradycji nie tylko do Chin, ale też na Tajwan oraz do Makau. Jednak Tajpej już gwałtownie sprzeciwiło mu się, zapowiadając, że nie skorzysta z możliwości ekstradycji zabójcy. Jednocześnie przestrzegło swych obywateli, że nowa ustawa umożliwi wyłapywanie ich w Hongkongu.

– Jeśli to prawo zostanie przyjęte, (...) Pekin bardzo łatwo będzie mógł wyłapać politycznie aktywnych obywateli Hongkongu – mówi Hu Jia. Ani on, ani mieszkańcy Specjalnego Regionu Autonomicznego nie mają wątpliwości, że system prawny komunistycznych Chin służy przede wszystkim celom represyjnym. W ciągu ostatnich czterech lat z Hongkongu na przykład zniknęło kilku księgarzy sprzedających książki krytyczne wobec Pekinu, porwanych przez komunistyczne służby specjalne i sądzonych „na kontynencie".

Protestując przeciw rosnącemu naciskowi Chin setki tysięcy mieszkańców autonomicznego miasta wyszły na ulice. Były to największe manifestacje od 1997 roku, gdy Londyn zwrócił kolonię Pekinowi.

Demonstranci zostali wsparci przez miejscowy biznes, który obawiają się osłabienia pozycji miasta jako jednego z największych na świecie centrów finansowych. – Chiński system sądowy nie odpowiada nawet podstawowym wymaganiom prawnej uczciwości – mówią w kancelariach prawnych Hongkongu. W centrum część firm została zamknięta, by w ten sposób zachęcić pracowników do udziału w demonstracjach.

Jednak w Zgromadzeniu Legislacyjnym większość mają zwolennicy Chin. Mimo to, pod naciskiem ulicy, do projektu wprowadzono poprawki m.in. zakazujące wydawania osób zagrożonych karą powyżej siedmiu lat więzienia.

Nie uspokoiło to jednak manifestantów. – To pokazuje, że nasi ludzie wierzą w wartości, a nie tylko we wskaźniki gospodarcze – uważa Issac Cheng, jeden z przywódców studenckiego ruchu Demosisto.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA