fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rządowa batalia o Ubera

Protest taksówkarzy sparaliżował wczoraj ulice Warszawy.
PAP, Rafał Guz
W przyszłym tygodniu nowelizacją ustawy o transporcie drogowym może zająć się rząd.

Jesteśmy zdeterminowani, by uregulować rynek przewozu osób – przekonuje Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. Po proteście taksówkarzy, który w poniedziałek na kilka godzin sparaliżował Warszawę, temat regulacji działalności takich przedsiębiorstw jak Uber ponownie zyskał na aktualności.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita", jutro projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym ma zostać doprecyzowany na specjalnym spotkaniu z udziałem przedstawicieli m.in. Ministerstwa Rozwoju. Później ma ponownie trafić do Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Tam zostanie przyjęty, możliwe że w trybie obiegowym, by – być może już w przyszłym tygodniu – trafić na posiedzenie Rady Ministrów. Taki jest obecny harmonogram.

Rządowe kontrowersje

Projekt nowelizacji ustawy o transporcie drogowym, który objąłby takie przedsiębiorstwa jak Uber, od początku budził jednak wątpliwości w rządzie. – Jesteśmy zdeterminowani, by tę sprawę doprowadzić do końca, by podmioty, które zajmują się przewozem osób, funkcjonowały na równych zasadach, bo tego wymaga uczciwa konkurencja – mówi nam Szymon Huptyś, rzecznik Ministerstwa Infrastruktury.

W przekazie ministerstwa projekt zrównuje szanse wszystkich podmiotów na rynku. – Przez nowelizację wprowadzamy mechanizm, który spowoduje, że każdy będzie miał równe szanse. Taksówkarz spełnia wiele obowiązków. On nie może konkurować z podmiotem, który tych rygorów nie musi przestrzegać – mówił 22 maja minister Andrzej Adamczyk na antenie Radia Kraków. Potwierdził wtedy, że kierowcy i pośrednicy będą musieli mieć licencję. – Zasady działalności muszą być równe. Wolność gospodarcza nie znaczy nierówność konkurencji. Wolność gospodarcza to równa konkurencja. Wszyscy na rynku mają takie same prawa i obowiązki – mówił.

Ale prace nad projektem zaczęły się przedłużać. Pod koniec maja na posiedzeniu Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów – któremu przewodzi wicepremier Mateusz Morawiecki – pojawiły się zastrzeżenia co do projektu i jego założeń ze strony Ministerstwa Rozwoju, które chce deregulacji i otwarcia zawodu, nie zaś zwiększenia wymogów dla obecnych kierowców takich platform jak Uber.

Na jutrzejszym spotkaniu Ministerstwo Infrastruktury ma przedstawić odpowiedzi na wątpliwości. Nie oznacza to jednak, że projekt automatycznie zostanie zaakceptowany przez KERM – czyli Morawieckiego – i trafi na posiedzenie Rady Ministrów.

W poniedziałek Fundacja Panoptykon ujawniła, że w pierwotnej wersji projektu rządowego znajduje się zapis, który umożliwi blokowanie aplikacji takich jak Uber, jeśli będą łamać zapisy znowelizowanej ustawy.

Blokowanie Ubera?

– Pomysł ministerstwa wydaje się nie tylko niewykonalny technicznie, ale też niebezpieczny dla prywatności i wolności internetu – twierdzi Panoptykon. Ten zapis budzi też duże wątpliwości Ministerstwa Rozwoju. Uber nie chce jeszcze komentować sprawy. – Nie wypowiadamy się, dopóki nie ma finalnego projektu – mówi nam Magdalena Szulc z biura prasowego Uber Polska.

Opozycja ma pomysły

Jeśli rząd zdecyduje się na zmianę procedur licencyjnych i jeśli będzie to obniżenie wymogów, będzie to krok w dobrą stronę – mówi nam Mateusz Sabat z Nowoczesnej, który już złożył w Sejmie własną wersję regulacji rynku. – Gdyby jednak pomysł PiS zmierzał do objęcia wszystkich kierowców licencjami taxi, to podkopie to model biznesowy firm takich jak Uber i w zasadzie wykluczy zwykłe osoby, które chciałby dorywczo zajmować się przewozami osób. Nasz projekt daje szansę takim osobom – podkreśla Sabat.

Projekt Nowoczesnej zakłada wprowadzenie definicji platformy pośredniczącej w przewozie osób, zakłada też, że osoby współpracujące z takimi platformami będą objęte obowiązkiem uzyskania licencji na przewóz osób samochodem osobowym. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: michal.kolanko@rp.pl

Technologie

Uber to aplikacja na smartfony łącząca kierowców i pasażerów. Firma działa w skali globalnej, a jej siedzibą jest Kalifornia. Uber w Polsce działa od sierpnia 2014 roku, pierwotnie tylko w Warszawie, później też w innych miastach, m.in. w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu. Użytkownik Ubera zamawia samochód poprzez aplikację połączoną z jego kartą kredytową. Dzięki aplikacji ma podgląd na czas przyjazdu i czas podróży. Rozliczenie przejazdu następuje bez gotówki, a pasażer i kierowca wystawiają sobie opinię po zakończeniu podróży. Cena przejazdu może się zmieniać w zależności od sytuacji na drogach. Pasażer jest o tym informowany przed rozpoczęciem kursu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA