fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Na Białorusi torturują więźniów

AFP
Lider białoruskiej opozycji alarmuje, że w areszcie Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego w Mińsku katowani są ludzie.

Były więzień polityczny Mikoła Statkiewicz areszt opuścił pod koniec marca. Zatrzymano go kilka dni przed protestem opozycji, który 25 marca został brutalnie rozpędzony przez milicję. Wtedy aresztowano około 30 osób i oskarżono o „przygotowywanie zamieszek masowych". Wśród nich znalazł się współpracownik Statkiewicza Siarhej Kuncewicz. Reżimowe media podały, że próbował on przywieźć na manifestacje „koktajle Mołotowa". Jednak według Statkiewicza w samochodzie Kuncewicza znajdował się wyłącznie sprzęt nagłaśniający. We wtorek lider opozycji oświadczył, że jego przyjaciel był torturowany przez funkcjonariuszy KGB za pomocą paralizatora. Kuncewicz miał przekazać mu wiadomość z aresztu i prosił o interwencję mediów.

Białoruski adwokat i były kandydat na prezydenta Aleś Michalewicz wylądował w areszcie KGB kilka godzin po zamknięciu lokali wyborczych w czasie wyborów prezydenckich w grudniu 2010 r. Wtedy osobiście doświadczył tortur i twierdzi, że metody służb od tamtej pory się nie zmieniły. – Jestem przekonany, że w areszcie KGB takie rzeczy dzieją się nadal. Prawie wszyscy aresztowani mówią o torturach i o tym, że zmusza się ich do zeznawania przeciwko sobie – mówi „Rzeczpospolitej" Michalewicz. – Najgorzej mają zwykli ludzie, niezwiązani z polityką. Były przypadki, kiedy wybijano zęby i zakładano worek na głowę – dodaje.

Szef mińskiego Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna" Aleś Białacki (również były więzień polityczny) zwrócił się do prokuratora generalnego Białorusi z prośbą o sprawdzenie warunków panujących w areszcie KGB. Do dziś znajduje się tam siedem osób (wśród nich 25-letni artysta i architekt Iwan Kowalczuk, o którym „Rzeczpospolita" pisała 29 marca). Dziewięciu innych opozycjonistów siedzi w mińskim areszcie śledczym nr 1.

Oprócz „przygotowywania zamieszek masowych" oskarża się ich również o „tworzenie organizacji zbrojnej". Według białoruskiego prawa grozi za to nawet siedem lat więzienia. – Oni są więźniami politycznymi, patriotami – mówi „Rzeczpospolitej" Anatol Labiedźka, lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej.

– Tak zwana liberalizacja na Białorusi się skończyła – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA