fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Posłowie z PO wyrzuceni połowicznie

Poseł Joanna Fabisiak nie odwołała się od decyzji o usunięciu z PO
Reporter, Stefan Maszewski
PO ma problem z wykluczonymi politykami. Formalnie są wciąż w klubie, a procedura odwoławcza się przeciąga.

Jeden z największych w tej kadencji kryzysów w szeregach opozycji rozpoczął się 10 stycznia. Późnym wieczorem Sejm przystąpił do głosowań nad dwoma obywatelskimi projektami aborcyjnymi: liberalizującym obecne przepisy, autorstwa Barbary Nowackiej, i zaostrzającym, wniesionym przez Kaję Godek.

Plan zakładał, że oba trafią do komisji, więc nawet za projektem Nowackiej zagłosowała grupa posłów PiS z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Jednak ostatecznie do dalszych prac trafił tylko projekt Godek. Powód? Znaczne absencje w ławach opozycji.

W efekcie Krzysztof Mieszkowski, Joanna Scheuring-Wielgus i Joanna Schmidt zawiesili członkostwo w klubie Nowoczesnej. Te dwie ostatnie później pożegnały się z ugrupowaniem. Z kolei zarząd PO usunął z partii Joannę Fabisiak, Marka Biernackiego i Jacka Tomczaka. Głosowali bowiem za projektem Godek.

Okazuje się jednak, że status wspomnianej trójki nie jest wcale jasny. By się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć na stronę sejmową.

Członkowie na papierze

Tam przy nazwiskach Fabisiak, Biernackiego i Tomczaka wciąż znajdują się litery „PO". I to pomimo faktu, że w praktyce nie są członkami klubu. Tomczak i Biernacki mówią „Rzeczpospolitej", że nie dostają klubowych SMS-ów i nie są zapraszani na posiedzenia.

– Nie korzystają z praw członka Platformy, nie biorą udziału w naszych spotkaniach i wyjazdach – dodaje rzecznik PO Jan Grabiec.

Zdaniem rzecznika dzieje się tak, bo decyzja o wykluczeniu z partii była też decyzją o wykluczeniu z klubu. Dlaczego więc Platforma nie poprosiła Kancelarii Sejmu o uwzględnienie tego na stronach internetowych? Bo zdaniem rzecznika trwa procedura odwoławcza. – Posłowie wystąpili z listem, który jest formą odwołania – mówi Grabiec.

Problem w tym, że wyrzucona trójka od początku zapowiadała, że nie będzie się odwoływać. – Głosowanie w sprawach sumienia nie powinno podlegać dyscyplinie – mówi „Rzeczpospolitej" Marek Biernacki. – Napisaliśmy do zarządu pismo wyjaśniające nasze stanowisko. Zasugerowaliśmy zmianę decyzji. Jednak nie jest to odwołanie, bo ono byłoby skierowane do sądu koleżeńskiego – dodaje.

Inaczej uważają jednak władze partii, a to nie koniec zagadek związanych z rzekomą procedurą odwoławczą. Przykładowo – nie wiadomo, kiedy się ona zakończy.

– Tego punktu nie ma w programie najbliższych posiedzeń zarządu – mówi Grabiec. – Na rozpatrzenie odwołania powinno mieć wpływ nie tylko zachowanie posłów podczas dwóch głosowań, ale też całokształt działalności publicznej i relacje z klubem. Choć to moja prywatna ocena, a nie stanowisko zarządu – dodaje.

Polityczne naciski

W nieoficjalnych rozmowach z członkami klubu PO często można usłyszeć: zarząd zaplątał się we własnej nogi.

– Uwikłał się w sytuację, z której nie potrafi wybrnąć – mówi jeden z polityków PO. – Sprawa jest wyjątkowo trudna do zaakceptowania przez elektorat zwłaszcza w przypadku Marka Biernackiego. To przecież dwukrotny były minister, którego przedstawialiśmy jako wybitnego eksperta od służb – zauważa.

W klubie PO często mówi się też o naciskach, które na władze partii wywierają stronnicy wykluczonych posłów. Jeszcze w styczniu z listem w ich obronie wystąpiło dziesięciu senatorów. Niektórzy z nich grożą, że w przypadku braku zmiany decyzji wystąpią z klubu.

Z naszych informacji wynika, że takie sygnały wysyłała senator Grażyna Sztark, choć w jej przypadku w grę wchodził też konflikt z aresztowanym w kwietniu sekretarzem generalnym PO Stanisławem Gawłowskim.

Otwarcie chęć wystąpienia z klubu manifestuje senator Jan Filip Libicki. – Jeśli koledzy nie zostaną przywróceni, oznacza to, że w PO nie ma miejsca dla osób o konserwatywnych poglądach, więc również dla mnie. Mijają już cztery miesiące i nie wyobrażam sobie, byśmy np. za kolejny miesiąc stali w tym samym miejscu – komentuje.

Z kolei w Sejmie z poparciem dla wyrzuconych polityków wystąpiło ponad 30 posłów, w tym były wiceminister obrony Czesław Mroczek. – Wierzę, że sprawa zakończy się powrotem posłów – mówi.

Czy w przeciwnym razie klubowi grozi przesilenie? Zdaniem Mroczka nie, bo sprawa aborcji nie dzieli zbyt mocno PO, w większości opowiadającej się za obecnym kompromisem. – Zupełnie inaczej jest w PiS. I to oni mają prawdziwy problem z aborcją – podsumowuje. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA