fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Analiza: Mocna zadyszka Platformy

Grzegorz Schetyna (na zdjęciu z lewej, obok poseł PO Jan Grabiec) zapewnia dziś, że Platforma nigdy nie chciała przyjmować nielegalnych imigrantów.
PAP, Radek Pietruszka
Partia Grzegorza Schetyny jest w defensywie. I to na własne życzenie.

Politycy PO uważają, że dla ich ugrupowania marcowe głosowanie przywódców w Brukseli nad przedłużeniem kadencji Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej było przełomem, od którego zaczęła się dobra passa. Teraz jednak – po akcji PiS, w której partia rządząca domaga się od Platformy odpowiedzi na pytania dotyczące wieku emerytalnego, losów 500+, IPN, CBA i przyjmowania imigrantów – PO dostała zadyszki.

Najwięcej problemów przyniosła sprawa uchodźców. Lider PO w krótkiej wypowiedzi dla TVP Info we wtorek – złapany przez reportera – powiedział: – Jestem za tym, żeby nie przyjeżdżali do Polski.

– Nie będziemy przyjmować nielegalnych migrantów – powtórzył na środowej konferencji prasowej. Politycy PO twierdzą, że nie oznacza to zmiany stanowiska. Ale takie postawienie sprawy wystawiło Platformę na zarzut, że nie ma żadnej wiarygodności, bo rząd Ewy Kopacz, w którym Schetyna odpowiadał za sprawy zagraniczne, zgodził się na przyjęcie uchodźców.

W środę przypominał o tym rzecznik rządu Rafał Bochenek. Platforma znalazła się w defensywie. Bo zamiast dociskać PiS w sprawie propozycji debat z rządem na temat najważniejszych problemów, PO musiała tłumaczyć się ze swojej wolty. To PiS domaga się teraz od Platformy, by najpierw ostatecznie przedstawiła swe stanowisko, a dopiero potem proponowała rządowi debatę.

Tak mówiła Elżbieta Witek, szefowa gabinetu premier Szydło, w środowym programie RZECZoPOLITYCE. Przyznała, że rozumie Schetynę, bo 70 proc. Polaków nie chce przyjmowania uchodźców.

Ale równocześnie Platforma wystawiała się na zarzut, że działa tylko pod wpływem sondaży, bez oglądania się na własne zasady.

Już w środę szefowa klubu Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer napisała na Twitterze: „W polityce ważne jest, żeby uczciwie i odważnie mówić wyborcom o wizji Polski, jaką się chce zrealizować, a nie ulegać populizmom i sondażom".

Drugie zagrożenie dla Platformy to ryzyko wystawienia się na zarzuty dryfowania w kierunku PiS i zbliżania się do jego programu.

Kolejnym problemem PO jest 500+. Dla PiS obrona tego programu to kluczowa sprawa, rzutująca na kształt polityki aż do wyborów parlamentarnych. PO deklaruje, że chce przekazać środki też na pierwsze dziecko, ale pod konkretnymi warunkami. Tu jednak pojawia się po raz kolejny zarzut o brak wiarygodności i ciągłe zmiany zdania. Co więcej, podobnie jak w przypadku kwestii uchodźców, Platforma wystawia się na zarzut, że działa populistycznie, bo obiecuje rozszerzenie programu, choć wcześniej argumentowała, że nie ma na niego pieniędzy.

W efekcie partia Schetyny ryzykuje utratę wiarygodności i roztrwonienie politycznego kapitału, który od marca zbudowała.

W politycznym slangu istnieje pojęcie „triangulacji", czyli przesunięcia się z własnym przekazem między dwie skrajne pozycje. Bill Clinton był pionierem tej strategii. Np. w dyskusji o roli państwa zajął pozycję centrową pomiędzy etatystami a zwolennikami państwa minimalnego.

Można byłoby zrozumieć, gdyby Platforma w pewnym momencie zdecydowała, że należy dokonać triangulacji w sprawie uchodźców czy 500+.

Jednak sposób, w który chciała zamanifestować zmianę swego stanowiska, sprawił, że stała się łatwym celem. I to nie tylko dla PiS, ale i dla opozycji, zwłaszcza Nowoczesnej.

Już wcześniej PO nie znalazła dobrej odpowiedzi na propozycję prezydenta dotyczącą referendum konstytucyjnego.

PO ma też problem na lewej flance. Po incydencie na Marszu Wolności, gdy aktywiści LGTB zostali odepchnięci przez wynajętą przez Platformę ochronę, Schetyna przyznał, że kwestia związków partnerskich musi poczekać do następnej kadencji.

Sam marsz został uznany za sukces Platformy, ale frekwencja na nim była daleka od tego, by można było mówić o pokazie politycznej siły. Również propozycja wspólnych list wyborczych nie trafiła na podatny grunt – PSL od razu stwierdziło, że do wyborów samorządowych idzie pod własnym szyldem, a Nowoczesna przypomniała o tym, że trzeba mieć minimum programowe.

To wszystko składa się na obraz partii, która częściowo na własne życzenie jest w głębokiej defenesywie. Otwarte pozostanie pytanie, czy wykorzysta to konkurencja, przede wszystkim Nowoczesna, która na 21 maja planuje dużą konwencję.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: michal.kolanko@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA