fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Radni chcą zmian w ustroju Warszawy

Fotorzepa, Robert Gardziński
Nie wylewajmy dziecka z kąpielą – apelują warszawscy radni po wycofaniu z prac sejmowych ustawy metropolitalnej autorstwa PiS.

O tym, że tzw. ustawa warszawska, która reguluje ustrój stolicy, jest niedoskonała, warszawscy samorządowcy mówią od dawna. Jednym z głównych zarzutów do obecnego ustroju jest przyznanie zbyt dużych kompetencji prezydentowi i radzie miasta oraz marginalizacja pozycji rad dzielnic. To złe rozwiązanie, bo jak podkreślają działacze samorządowi, niektóre warszawskie dzielnice pod względem liczby ludności są większe od miast wojewódzkich.

– Dzielnica nie ma nawet prawa nadać nazwy lokalnemu skwerkowi, wszystkie takie decyzje podejmowane są przez radę miasta – tłumaczy wiceprzewodnicząca Rady Dzielnicy Praga-Południe Katarzyna Olszewska. – Nie możemy też decydować o naszych finansach, mamy tylko głos opiniujący. Decyzję podejmują ostatecznie radni Warszawy, ale oni nie znają dokładnie specyfiki każdej części dwumilionowego miasta.

Przykładem może być tu przesunięcie środków na Ursynowie z promocji na działalność biblioteki. Nawet jej dyrektor była wówczas zdziwiona, ponieważ o żadne dodatkowe pieniądze nie prosiła, a te, które są jej potrzebne, zostały zabezpieczone przez dzielnicę.

W obecnie działającej ustawie krytykowane jest również rozwiązanie, na podstawie którego Rada Warszawy może uchylić wszystkie decyzje rad dzielnic, z wyborem zarządu włącznie. Posłużyło to do walki politycznej m.in. na Bemowie, kiedy to radni PO w ten sposób walczyli z byłym wiceprezydentem Jarosławem Dąbrowskim (powołanym na przewodniczącego rady tej dzielnicy) i burmistrzem Krzysztofem Zygrzakiem.

Warszawskim samorządowcom nie podoba się również to, że burmistrza dzielnicy wybierają radni, a nie mieszkańcy. W praktyce sprowadza się do tego, że kwestie personalne podejmowane są na zebraniach partii politycznych, a nie na sali obrad. – Burmistrzem zostaje osoba, która ma największe zasługi wobec partii, a nie wobec mieszkańców – komentuje jeden z warszawskich radnych. – Dziś jest burmistrzem Mokotowa, za dwa lata przenosi się na Pragę, potem na Ursynów. Nie ma pojęcia o specyfice danej dzielnicy i nawet go to nie obchodzi, bo i tak partia go przeniesie do innej.

Rozwiązaniem mógłby tu być bezpośredni wybór burmistrza przez mieszkańców. – Skończyłoby się wówczas przynoszenie zarządu dzielnicy w teczce, a dzielnicą rządziłyby osoby, które rzeczywiście znają problemy mieszkańców i mają wśród nich szacunek – uważa Grzegorz Zawistowski, prezes stowarzyszenia Nasz Targówek i były burmistrz tej dzielnicy. – Takie rozwiązanie wzmocniłoby też rolę burmistrza, który nie byłby aż tak zależny od lokalnego układu partyjnego. Teraz w praktyce burmistrz musi robić to, co mu każe partia, bo inaczej zostanie odwołany przez radnych. Nie zawsze natomiast interesy partii i mieszkańców dzielnicy są zbieżne. Boję się, że po wycofaniu tzw. ustawy Sasina partia rządząca przestanie w ogóle zajmować się zmianami ustroju Warszawy, a te są potrzebne, i to najlepiej jeszcze przed wyborami.

Czy na takie zmiany można liczyć? Posłowie nie mówią „nie". – Już jako radny Warszawy zwracałam uwagę na to, że ustawa warszawska powinna zostać poprawiona – mówi poseł PiS Jarosław Krajewski. – Niejednokrotnie ratusz opierał się na wątpliwych ekspertyzach prawnych, które były przygotowane tak, by przyznać rację ekipie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dlatego jestem otwarty na propozycje – jeśli mieszkańcy, radni czy organizacje pozarządowe chcą porozmawiać o zmianie ustawy warszawskiej, jestem do dyspozycji – podkreśla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA