fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Budka: Każdy może być Sebastianem K.

Borys Budka
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Równość wobec prawa w państwie PiS jest tylko teoretyczna – uważa były minister sprawiedliwości.

"Rzeczpospolita": Dlaczego PO z wypadku premier Beaty Szydło robi polityczne show?

Borys Budka: To pytanie powinno zostać skierowane do polityków PiS. A szczególnie do szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka i wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego. Chcę zaznaczyć, że my przecież niczego nie upolityczniliśmy. W ludzkim odruchu i z poselskiego obowiązku chcieliśmy zagwarantować dostęp do fachowej pomocy prawnej osobie uczestniczącej w tym wypadku. Kierowcy, który nagle zderzył się z państwem Prawa i Sprawiedliwości.

Co posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej robili w Oświęcimiu tak szybko po zdarzeniu?

Po wypadku, w sobotę, zadzwonił do mnie Marek Sowa, poseł Nowoczesnej. Rodzina Sebastiana K. poprosiła go o pomoc. Poseł Sowa zapytał mnie, czy mógłbym wspólnie z nim zająć się tą sprawą. Rodzina kierowcy seicento szukała pomocy kogoś, kto rozumie tę tematykę i zna się na prawie. Była zagubiona i przytłoczona tym, że nagle znalazła się w centrum uwagi opinii publicznej.

Poseł Nowoczesnej dzwoni po pomoc do posła PO?

To pokazuje, że ani Marek ani ja nie traktowaliśmy tej sprawy w kategoriach politycznych. W obliczu potrzeby pomocy nikt nie liczą się partyjne barwy. Marek Sowa wiedział, że jako prawnik i były minister sprawiedliwości znam się na tego typu sprawach. W dodatku mieszkam tylko godzinę drogi od miejsca wypadku. Przyjechałem i porozmawiałem z kierowcą i jego mamą. Opowiedzieli o przebiegu zdarzenia.

Czy nie ma innych prawników, tylko przeciwnicy polityczni biorącej udział w wypadku premier z PiS?

Tu nie chodzi o politykę, ale o sprawiedliwość. W ciągu kilku godzin, w trybie ekstraordynaryjnym, pomimo wielu wątpliwości, zrobiono z młodego człowieka podejrzanego. W rozmowie ze mną matka Sebastiana K. kilka razy podkreśliła, że syn zaraz po wypadku chciał skorzystać z pomocy adwokata, bo nie znał i nie rozumiał procedur. Odpowiedziano mu, że na tym etapie pomoc prawna nie jest potrzebna. Okazało się jednak, że ten młody człowiek został przesłuchany w charakterze podejrzanego. Co więcej, w protokole istnieje adnotacja o możliwości utrudniania przez niego postępowania, co mogło skutkować wnioskiem o tymczasowe aresztowanie.

Dlaczego politycy opozycji pomagają nieodpłatnie uczestnikowi wypadku?

Dlatego, że powinna być równość stron postępowania. Niebywałe, żeby tak szybko, przy okolicznościach budzących wątpliwości, przesądzać o winie lub niewinności człowieka. Profesjonalna pomoc była, jest i będzie mu potrzebna. Na zorganizowaniu pomocy Sebastianowi K. nasza rola się skończyła.

Nie można było pomagać mu po cichu? Tak swego czasu robił Bartosz Kownacki z PiS, który pomagał uczestniczce wypadku z limuzyną prezydenta Bronisława Komorowskiego?

Konferencja była odpowiedzią na to, co minister Błaszczak zrobił w mediach. Szef MSWiA zamiast skupić się na zdrowiu pani premier i zapewnieniu, że sprawa zostanie rzetelnie wyjaśniona, prawie wyłącznie atakował opozycję. Jakim trzeba być cynikiem, żeby powiązać nieszczęśliwy wypadek samochodowy w Oświęcimiu z zabójstwem sprzed 7 lat pracownika biura poselskiego, z blokowaniem Sejmu, zdarzeniami pod Wawelem i jeszcze wspomnieć o Smoleńsku, a nawet o KOD?! Tą konferencją minister Błaszczak udowodnił, że gdy zawodzi państwo PiS, winą obarcza się poprzedni rząd. Choć od 15 miesięcy to on kieruje MSWiA. To minister Błaszczak upolitycznił tę sprawę. Podkreślam raz jeszcze – wypadek musi zostać wyjaśniony przez stosowne służby, a na koniec niezależny sąd musi rozstrzygnąć, czy winien jest Sebastian K, czy może kierujący pojazdem funkcjonariusz BOR. Mariusz Błaszczak nie może wydawać wyroków i medialnie skazywać ludzi. Cała narracja, łącznie z manipulacjami w rządowych Wiadomościach TVP o znikającej podwójnej linii ciągłej, pokazuje, jak bardzo szybko chciano zamknąć sprawę. Minister Błaszczak błyskawicznie chciał odtrąbić rzekomy sukces.

Rządzący zwracają uwagę na hejt, jaki wylał się ze strony opozycji po wypadku pani premier. Skąd ta nienawiść opozycji?

Przypomnę, że kilka miesięcy temu w Piekarach Śląskich gościł prezydent Andrzej Duda. Minister Błaszczak poinformował o tym, że jego służby ujęły zamachowca, a prokurator postawił mu zarzuty. W chwili, kiedy o tym mówił, nie doszło jeszcze do przesłuchania tej osoby, a po przesłuchaniu prokurator zwolnił ją do domu i żadnych zarzutów nie stawiał. Dla partyjnej propagandy minister Błaszczak próbuje zastępować sądy, a tym samym popełnia błędy ministra Ziobry z lat 2005–2007. Stawia się na stanowisku oskarżyciela i sędziego.

Nowoczesna chce głosować w Sejmie za odwołaniem szefa MSWiA. Platforma z kolei nie chce głosowania nad wotum nieufności do ministra.

Przyjdzie czas na decyzje w tej sprawie. Gdyby minister Błaszczak był człowiekiem honoru, sam podałby się do dymisji. Przypomnę, że podległe mu służby od 13 miesięcy nie potrafią wskazać, kto zawinił w zdarzeniu, gdy wystrzeliła opona w prezydenckiej limuzynie. W ciągu krótkiego czasu drugi raz zdarza się wypadek z udziałem premier. Minister Macierewicz, pędząc z imprezy ojca Rydzyka na inną prywatną imprezę, taranuje stojące na światłach samochody i – jak gdyby nigdy nic – odjeżdża z miejsca wypadku drugim samochodem. W dodatku zabiera z sobą kierowcę, który nawet nie został przesłuchany. Pikanterii dodaje fakt, że sprawę wyjaśnić ma żandarmeria wojskowa podlegająca... Macierewiczowi. To pokazuje, że PiS wyznaje podwójne standardy. Równość wobec prawa w państwie PiS jest tylko teoretyczna.

Minister Błaszczak do dymisji się nie poda. Na co liczy PO?

Na refleksję premier. Nie wiadomo dlaczego zdymisjonowany został gen. Pawlikowski, poprzedni szef BOR. Obecny, pełniący obowiązki, nie zabiera głosu ws. wypadku pani premier. Minister Błaszczak twierdzi, że BOR nie popełnia błędów, przestrzega procedur a zarazem zapowiada „posprzątanie" w BOR i zrobienie z niego Narodowej Służby Ochrony. Minister Błaszczak nie radzi sobie z nadzorowaniem podległych mu służb, może dlatego że wcześniej nie zajmował się sprawami bezpieczeństwa.

Przypomnę, że poprzedniczką ministra Błaszczaka z PO była Teresa Piotrowska, która nie miała dużej wiedzy na temat zadań podległego jej resortu.

I do takich spektakularnych wpadek nie dochodziło. Na wniosek PO zostanie zwołana specjalna, połączona komisja sejmowa MSWiA i MON, na której będą omawiane kwestie VIP-ów. Bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie powinno być priorytetem ponadpartyjnym. Naprawdę, nie można błędów PiS zrzucać na poprzedników, tym bardziej że PiS rządzi już blisko półtora roku.

Rządzący twierdzą, że opozycja utrudnia śledztwo i wpływa na zeznania Sebastiana K. Czy rzeczywiście tak robicie?

To typowe dla PiS kłamstwo, które rzucone w przestrzeń medialną, ma być powtarzane tak długo, aż wszyscy zapomną, jaka jest prawda. A jest ona banalna – chcieliśmy podać rękę młodemu człowiekowi, który został pozostawiony bez pomocy. Nasz udział w tej sprawie polegał na rozmowie z Sebastianem K. i jego mamą, a także zapoznaniu się z policyjnym protokołem. Poradziliśmy także Sebastianowi, by w pierwszej kolejności spotkał się z adwokatem i dopiero po konsultacji z nim podejmował dalsze kroki. Na tym nasza rola miała się skończyć. Gdyby nie to, co robi minister Błaszczak i jego koledzy, nie byłoby potrzeby kolejnego wyjazdu do Oświęcimia.

Chciałbym zwrócić uwagę, że Sebastian K. przyznał się do winy i podpisał protokół.

On i jego mama mówili nam, że w czasie kilku godzin po wypadku, podczas których składał zeznania, pobrano mu krew do badania oraz dokonano oględzin miejsca wypadku, już o godz. 22.40 podpisał dokumenty potwierdzające, że uczestniczył w zdarzeniu. Postawiono mu także zarzuty. Nasi rozmówcy podkreślali, że Sebastian K. włączył kierunkowskaz, nie widział drugiego samochodu kolumny BOR, nie słyszał sygnału dźwiękowego. I właśnie te szczegóły powinny być wyjaśnione. BOR twierdzi, że były włączone sygnały dźwiękowe. Część świadków uważa inaczej. Nie przesłuchano kierowców z dwóch samochodów, które poruszały się za kolumną BOR. Mimo wielu niewiadomych, minister Błaszczak na konferencji za wszelką cenę chciał wskazać winnego. My się sprzeciwiamy skazywaniu ludzi bez dowodów i sądvów. Nie pozwolimy politykom PiS na ferowanie wyroków. Dzisiaj każdy w Polsce może stać się Sebastianem K., oskarżanym przez państwo PiS. Tak właśnie działa system przeciwko jednostce.

Ale przecież w Polsce są niezależne sądy i prokuratura.

Ten wypadek pokazuje, jakie niebezpieczne zmiany w prawie wprowadził PiS. Wszystkie wątpliwości wyjaśniane są w obrębie instytucji będących pod partyjnym nadzorem. Policja podległa panu Błaszczakowi prowadzi wstępne ustalenia, które służą do sformułowania aktu oskarżenia przez prokuraturę podległą panu Ziobro. Tu jak w soczewce widać, jakie mogą być konsekwencje upolityczniania wymiaru sprawiedliwości. Gdy na to nałożyć kuriozalny zarzut ministra Błaszczaka o to, że adwokat Sebastiana K. podważa wstępne ustalenia śledczych, to dochodzimy do absurdu. Mam wrażenie, że w wymarzonym przez PiS państwie, adwokatura i sądy również powinny podlegać rządowi. Tak jest przecież w państwach totalitarnych. Dzisiaj Polacy, zderzając się z rządową machiną, mogą ze strachu przyznać się nawet do tego, czego nie zrobili. Podkreślam jeszcze raz: w państwie PiS każdy może być Sebastianem K. Jeśli minister Ziobro przeforsuje zmiany w sądownictwie, jednostka w starciu z państwem będzie zupełnie bez szans.

A co, jeśli okaże się, że broniony przez was Sebastian K. jest winny?

To oczywiście zostanie skazany. Tym różnię się od ministrów PiS, że ja nie próbuję iść na skróty, by zastępować sądy. Nigdy nie twierdziłem, że Sebastian K. jest niewinny. Ale orzekać o winie może wyłącznie sąd. Sprzeciwiam się wydawaniu wyroków przez polityków partii rządzącej, bo to może zniszczyć niewinnego człowieka. Nie może być tak, że w sprawie wypadku prezydenckiej limuzyny czekamy długie miesiące na wyjaśnienia, a w sprawie Sebastiana K. kilka godzin po wypadku minister Błaszczak już publicznie feruje wyroki. Raz jeszcze powtarzam: w zderzeniu z państwem obywatel musi mieć równe szanse. A gwarancją takiej równości są niezależne od polityków sądy. To jest istota demokratycznego państwa prawa.

—rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA