Polityka

Daniel Obajtek: Jak wójt Pcimia został prezesem Orlenu

Reporter, Adam Guz
Daniela Obajtka kłopoty nie zabijają, lecz wzmacniają. Sporo ich dotąd miał w 42-letnim życiu.

Ceniony menedżer, przedsiębiorca oraz doświadczony działacz samorządowy" – tak Daniela Obajtka, rocznik 1976, przedstawia biuro prasowe PKN Orlen tuż po niedawnej nominacji na prezesa zarządu największej polskiej spółki. Orlen to korona kariery menedżerskiej, o czym wiedzą doskonale Jacek Krawiec czy Igor Chalupec. Bajecznie wysokie pensje i premie. Prezesi odchodzą stąd z rekordowymi odprawami. Każda nominacja wywołuje ogromne emocje. Tym bardziej że prezes jest z politycznego nadania.

Dossier prezesa Obajtka przy poprzednikach wygląda skromnie. Od końca lat 90. kierownik w należącej do dalszej rodziny spółce Elektroplast w Stróży (rodzinna miejscowość menedżera), od 2006 r. wójt 12-tysięcznego Pcimia w Małopolsce (po raz pierwszy został nim, mając 29 lat). Tytuł magistra ochrony środowiska na prywatnej uczelni w Radomiu obronił dopiero w 2014 r., bo od 20. życia zawodowo pracuje.

Kariera Obajtka przyspieszyła już po wygranych przez PiS wyborach – w listopadzie 2015 r. został prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, by od lutego 2017 roku przeskoczyć do państwowej Grupy Energa w Gdańsku. Przez rok kierował jednym z czterech największych koncernów energetycznych w Polsce.

Orlen to jednak jeszcze wyższa liga. Media, które obecnego rządu nie lubią, rzucają się na Obajtka po jego transferze do Płocka. Nazywają go Nikodemem Dyzmą, kolejnym Misiewiczem. Jak to możliwe, że w ciągu dwóch lat samorządowiec z małej gminy zostaje szefem wielkiego koncernu paliwowego? Ci, którzy go znają od lat, nie są jednak tym zaskoczeni. – Na pewno wyróżnia go skuteczność działania i duża determinacja – mówi poseł Jarosław Szlachetka, który wprowadzał Obajtka do PiS dekadę temu.

Dziennikarze z lubością wyciągają Obajtkowi kontrowersje sprzed lat, tym bardziej że jest ich sporo. Nawet tę z technikum weterynaryjnego, do którego chodził w latach 90. Działał w samorządzie uczniowskim i miał sprawiać nauczycielom ogromne kłopoty, m.in. skarżył się do kuratorium i wojewody, ze szkoły był dwa razy wyrzucany. Powielana opowieść o niesubordynowanym uczniu ma pokazać, że z Obajtka zawsze był cwaniak i pieniacz. Czy na pewno?

– Daniela wtedy skrzywdzono, broniłem go i dziś też bym go bronił. To był młody chłopak z inwencją, charyzmą, już wtedy przebojowy. Chciał zrobić coś dla szkoły. Dlatego nie dziwi mnie, że jest dziś tam, gdzie jest – mówi Wojciech Kudasik, nauczyciel przedmiotów weterynaryjnych, rzecznik praw ucznia i opiekun samorządu uczniowskiego, któremu szefował młody Obajtek. Kudasik przypomina sobie, że Daniel potrafił załatwić od sponsorów kafelki i boazerię dla szkoły, pojechać do Warszawy i, choć był „chłopakiem z peryferii", wygrać konkurs na szefa krajowego samorządu uczniowskiego. – Miał chwilę załamania z powodu kłopotów w szkole, ale z tego wyszedł. Myślę, że wzmocniony, bo kiedy potem miał problemy w gminie, to się nie poddawał – podkreśla były nauczyciel.

Obrońca Pcimia

Po pierwszym zwycięstwie w 2006 r. jeszcze dwukrotnie wygrywał wybory na wójta Pcimia, i to z ponad 86-proc. poparciem. Rządził dziewięć lat. Nietypowo – wprowadził zasadę „otwartego gabinetu". – Muszę ten zwyczaj kontynuować, choć początkowo bałem się, czy będę umiał dostosować się do tego modelu – śmieje się wójt Piotr Hajduk, który zajął jego miejsce.

Miejscowi zapamiętali, jak skutecznie wykłócał się z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, która budowała ekspresówkę do Zakopanego, o dodatkowe pieniądze na remont równoległej drogi lokalnej, tak by mieszkańcy mogli wyjechać z domu. Wyremontował rynek, ustawił ławki i małą fontannę, położył chodniki. Czemu to takie ważne dla pcimian? Bo Pcim w Małopolsce od lat był symbolem zacofanej wsi – odpowiednik Wąchocka, przedmiot drwin i dowcipów. To dlatego wójt Obajtek ostro zareagował, kiedy pewien bank zrobił reklamę z Johnem Cleese'em i „ciotką z Pcimia". Wywalczył z bankiem ugodę i kasę na ławeczki.

Jako pierwszy samorządowiec przywrócił gabinety stomatologiczne do szkół (tą drogą poszedł kilka lat później prezydent Słupska Robert Biedroń), w 2006 r. wymyślił spotkania opłatkowe dla samotnych.

Dziś wielu doszukuje się drugiego dna nawet w tym, że Obajtek jako wójt jeździł po domach z czekoladkami. – Kupował je za własne pieniądze, np. dla stuletniego mieszkańca. Czy należy z tego drwić, doszukiwać się interesowności? – pyta Małgorzata Parszywka, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Pcimiu, która z wójtem pracowała sześć lat. Zapamiętała go jako człowieka, który „żyje gminą i jej problemami". – Jego pierwsze pytanie brzmiało „jak pomóc?". I choć miał od tego ludzi, pracowników społecznych, do ludzi w biedzie jeździł osobiście – wspomina.

Obajtek jeździł sam, własnym samochodem (dziś, jako prezes koncernu, też jeżdżąc do domu, nie korzysta ponoć z limuzyny z kierowcą). Bywało, że wóz się zakopał i wójt w lakierowanych butach brnął w śniegu. Pcimianie wspominają pomoc, jakiej udzielał mieszkańcom, np. kiedy po śmierci męża żona została z dwójką dzieci, Obajtek wspierał rodzinę, córkę namawiał na studia, dał jej staż w urzędzie.

Znajomi nowego prezesa Orlenu twierdzą, że trudno go nie polubić. Nie pije alkoholu, nie chodzi na bankiety, nie jest gadżeciarzem (w Enerdze miał dwa stare telefony). Do tego lubi zwierzęta.

Trzeba na mnie coś znaleźć

W sierpniu 2011 r. po huraganie, który przeszedł przez zagłębie paprykowe w Mazowieckiem i zniszczył plony, Obajtek poznał Stanisława Kowalczyka. To Kowalczyk był owym „paprykarzem", który w obecności kamer rzucił do Donalda Tuska: „panie premierze, jak żyć?".

Kowalczyk zdradza nam, że Obajtek jako jedyny z wianuszka polityków krążących wtedy po paprykowych zgliszczach zapytał go, jak naprawdę może mu pomóc. Bez kamer, w korytarzu. I zaproponował prostu pieniądze na przeżycie. – Jak obiecał, tak zrobił i następnego dnia pieniądze przelał – wspomina. – Nigdy nie domagał się nic w zamian, nawet zwrotu.

Ale Obajtek zrobił wtedy również coś, o czym usłyszeli wszyscy – przywiózł właścicielom zrujnowanych upraw zwoje folii. I choć w PiS był już od 2007 r., to dopiero ten gest zrobił mu polityczną reklamę we własnej partii. Jarosław Kaczyński, wskazując go, powiedział wtedy pamiętane do dziś słowa: „Wójt Mogę Wszystko Obajtek", porównując go z nieudolnym w jego ocenie Donaldem Tuskiem.

Ile było w owym geście odruchu serca, a ile polityki? – To było szczere – przekonuje Kowalczyk. I wspomina, że sobie wziął dwie czy trzy bele, a resztę rozdał sąsiadom. – Bardzo się przydały, może były nieco wybrakowane, ale jak człowiek nie ma nic, nawet na chleb, to bierze wszystko i jest wdzięczny – opowiada nam Kowalczyk.

– Ja też dostałem jedną folię, przydała się, a jakże – mówi nam Andrzej Soból, sołtys Woli Wrzeszczowskiej.

Inni politycy PiS, którzy wtedy kolędowali do „paprykarzy", szybko o rolnikach zapomnieli. Ale nie Obajtek. – Do dziś mamy serdeczny kontakt – podkreśla Kowalczyk.

Co istotne, także Jarosław Kaczyński zapamiętał rzutkiego, energicznego samorządowca i przez kolejne lata osobiście wspierał go w kłopotach, w które ten popadł. W jednym z wywiadów stwierdził nawet, że będzie takim premierem jak Obajtek wójtem. – To jest po prostu genialny człowiek, to jest doktor Judym polskiej polityki – komplementował wójta Adam Hofman, ówczesny rzecznik Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości.

Ogólnopolskie media tropią karierę Obajtka, od kiedy ten z trzema sprawami w prokuraturze i zarzutami m.in. korupcji został szefem agencji rolnej o budżecie 27 mld zł. Pierwszy zarzut – oparty na zeznaniu pewnego gangstera – jest związany z działalnością w samorządzie w Pcimiu: w 2010 r. wójt miał przyjąć 50 tys. zł łapówki w zamian za wpływ na wyniki przetargu na budowę kanalizacji. Sąd aresztowy uznał ten zarzut za mało wiarygodny.

Kolejne dwa postawiono Obajtkowi w związku z jego pracą w Elektroplaście – jako szef produkcji miał narazić firmę na stratę blisko 1,5 mln zł i wyłudzić ok. 700 tys. zł. Według prokuratorów zagarniał granulat wykorzystywany w zakładzie i sprzedawał na boku. Zofia Paryło pracowała z Obajtkiem w Elektroplaście, w księgowości, była również świadkiem w prokuraturze. – Nie było żadnych dowodów na te oszustwa – zapewnia. Jej zdaniem, gdyby granulatu ubyło tak dużo, jak twierdzą śledczy, produkcja by się zatrzymała z braku surowca. A tak się nie stało.

Wszystko zaczęło się zaś od rzekomo wyłudzonych dotacji na niepełnosprawnych pracowników. Do zakładu przyszło Centralne Biuro Antykorupcyjne. Według Zofii Paryło ludzie, którzy mogli mieć kłopoty z powodu oszustw, próbowali wymigać się od kary, przerzucając winę na Obajtka. – Człowiek w swojej obronie różne rzeczy opowiada – dodaje Paryło. – On był wymagającym szefem. Może to się ludziom nie podobało? – zastanawia się.

Po latach dopiero Prokuratora Krajowa stwierdziła, że zeznania osób, które Obajtka obciążyły, są niewiarygodne, niespójne, a ich autorzy próbują uniknąć odpowiedzialności za oszustwa.

We wrześniu 2016 r. Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim umorzyła śledztwo. Oczywiście dla Obajtka byłoby lepiej, gdyby to sąd prawomocnie go uniewinnił. A tak wątpliwości są pożywką dla mediów, które doszukują się pisowskiego układu.

Dziś formalnie Daniel Obajtek jest czysty. Czy wybrnął z kłopotów, bo wygrał PiS, jak chcieliby to widzieć adwersarze? Jedno jest pewne – zarzuty wobec niego były wykorzystane politycznie, i to w dwie strony.

Kiedy w 2013 r. Obajtek został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze, murem stanęli za nim Jarosław Kaczyński i szefowa małopolskich struktur PiS Beata Szydło. Twierdzili, że służby Tuska prześladują samorządowca, bo pokazał rządzącym, że można zrobić wiele, jeśli się tylko chce. – To jest prześladowanie człowieka, który szkodzi politycznie rządzącym – mówił Kaczyński. Obajtek przedstawiany był przez PiS jako ofiara „układu zamkniętego" (nawiązanie do głośnego, opartego na faktach filmu, w którym prokuratura z mafią i skarbówką próbują przejąć firmę).

Urząd gminy Pcim za Obajtka był faktycznie „trzepany" – kontrole z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, urzędu wojewódzkiego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które przyczepiło się m.in. do oświadczeń majątkowych wójta i rozliczeń budowy gminnego orlika. – To nagonka, szukanie haków, ja i urząd jesteśmy kontrolowani non stop – lamentował Obajtek w czasopiśmie „Wspólnota Samorządowa" w lipcu 2013 r. Na pytanie dziennikarza, czy jest nękany, bo należy do PiS, odpowiedział tak: „Jakby mnie pan zapytał, czy za tym stoi Donald Tusk albo rząd, tobym odpowiedział, że oczywiście nie. Ale na pytanie, czy te ataki to wynik moich sympatii politycznych, to odpowiem: tak. Za wszystkim stoją służby kontrolne na szczeblu wojewódzkim. Jestem pisowskim wójtem, więc trzeba coś na mnie znaleźć. Bo ja się nie boję mówić, że popieram Kaczyńskiego, że utożsamiam się z jego wizją samorządu".

Dom, który traci wartość

Marka Sowę, do 2015 r. marszałka województwa małopolskiego, dziś posła Nowoczesnej, oburzają polityczne sugestie Obajtka. – Dla niego bariery etyczne nie istnieją. By być skutecznym, chwyta się wszystkiego, nagina prawo. Tak było chociażby z tą jego rezygnacją z mandatu wójta czy też remontem szkoły po rzekomym huraganie – mówi.

Sprawa z mandatem rzeczywiście wygląda dziwnie. Był listopad 2015 r. PiS wygrał wybory parlamentarne i przejął władzę w strategicznych agencjach i spółkach. Obajtek pisemnie zrezygnował ze sprawowania funkcji wójta, by zasiąść w fotelu prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jednak zaraz po tym, gdy komisarz wyborczy w Krakowie stwierdził wygaśnięcie jego mandatu, Obajtek zaskarżył to postanowienie. Sąd administracyjny w Krakowie odrzucił skargę jako złożoną za późno.

Zdaniem Sowy odchodzący wójt chciał zyskać czas, by wprowadzić do gminy swojego człowieka, Piotra Hajduka, zareklamować go mieszkańcom i zwiększyć szansę na sukces w wyborach uzupełniających.

Wątpliwości są także w sprawie huraganu, który spowodował szkody w pcimskiej podstawówce – tej samej, którą Obajtek z Beatą Szydło i Marcinem Mastalerkiem malowali przy włączonych kamerach w sierpniu 2015 r., w kampanii wyborczej do parlamentu, by dzieci mogły rozpocząć naukę w nowym roku szkolnym. Huragan przeszedł w styczniu i zerwał część dachu placówki, uszkodził rynny, rury spustowe i fragment elewacji (jak donosił jeden z portali). Koszty wyceniono na ok. 10 tys. zł, ale wójt Obajtek złożył wniosek do MEN o dotację na „likwidację zniszczeń powstałych w wyniku zdarzeń losowych w placówkach oświatowych w gminie Pcim" w wysokości 550 tys. zł (drugie pół miliona wyłożyła gmina). Dla Marka Sowy sprawa pachnie zwykłym oszustwem.

Niechętni nowemu prezesowi Orlenu podnoszą też sprawę jego majątku. Napisał o tym ostatni „Newsweek". Tygodnik twierdzi, że Obajtek po okresie pracy w Elektroplaście był milionerem (miał działki nad morzem i dom), choć niewiele zarabiał. Dziennikarze przypomnieli stare kontrole CBA i napisali, że w 2010 r. Obajtek w oświadczeniu majątkowym wycenił 270-metrowy dom na 400 tys. zł, a cztery lata później – już tylko na 150 tys. Tyle że wyjaśnienie jest prozaiczne – dom faktycznie jest mniej wart niż kiedyś. Dlaczego? Teren, na którym stoi dom, to osuwisko – po ulewach w 2010 r. zniszczone zostały okoliczne domy (trzeba je rozebrać), a te, które ocalały, straciły na wartości.

Sam Obajtek podobno często powtarza, że liczy się dla niego zdanie tylko tych ludzi, których zna. Dlatego uparcie milczy mimo nieprzychylnej prasy. Nie odpowiada na zarzuty. Znajomym tłumaczy, że „nie poświęca życia na promocję własnej osoby".

Co po Orlenie

Jako prezes Obajtek gdziekolwiek się pojawia, „naprawia i restrukturyzuje". Jeśli wierzyć mediom, w ARiMR zwolnił 300 osób, w Enerdze – 1300. Pierwsze zwolnienia w Orlenie ruszyły już następnego dnia po jego nominacji. W ciągu kilku dni pracę straciło kilkanaście osób.

Za rządów Obajtka w ARiMR nastąpiły wielomiesięczne opóźnienia w wypłacie dopłat unijnych. Prezes bronił się, że to zaniedbania poprzedników sprawiły, że Agencja za późno wdrożyła nowy system informatyczny.

W Enerdze też ponoć trzeba było po poprzednikach „posprzątać". Najgłośniejszą decyzją było wypowiedzenie 150 umów zawartych przez Energę-Obrót w latach 2007–2013 dotyczących tzw. zielonych certyfikatów (zakup zielonej energii produkowanej przez farmy wiatrowe). Obajtek wykrył, że Energa płaciła za certyfikaty nawet 10-krotnie wyższą cenę niż rynkowa i traciła na nich nawet do 30 mln zł miesięcznie. Domagał się powołania komisji śledczej.

Czy wyrzucił z pracy tyle osób, o ilu donosiły media? Adam Kasprzyk, rzecznik Grupy Energa, zapewnia, że nie zwolniono 1300 pracowników, a zatrudnienie jest na tym samym poziomie jak wcześniej. – Zwolniono, ale na ich miejsce zatrudniono „swoich", czyli ludzi z PiS. Ilu? Nikt tego nie jest w stanie policzyć – mówi nam były pracownik Energi.

W Orlenie zaś Obajtek ma „posprzątać po ludziach PO". Nie zrobił tego poprzedni prezes Wojciech Jasiński i właśnie za to – jak mówi się nieoficjalnie – stracił stanowisko.

Z PKN Orlen w biznesie wyżej skoczyć już nie można. Ale Obajtka może czekać awans polityczny – do Ministerstwa Energii. Menedżer ponoć broni się przed tym rękami i nogami, lecz w PiS spekuluje się o takiej nominacji od miesięcy.

A może pójście „w ministry" to niejedyna droga? Znajomy Obajtka twierdzi, że Jarosław Kaczyński chce partię zostawić młodym. Właśnie takim jak Daniel. – Kto wie, co to może oznaczać – uśmiecha się.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL