fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Ambasador Iranu: Polska niszczy 500 lat przyjaźni

PAP
Ulegacie wpływom bliskowschodniej polityki Trumpa – uważa Masud Edrisi Kermanszahi, ambasador Iranu w Polsce.

Masud Edrisi Kermanszahi, ambasador Iranu w Polsce: Tematy konferencji wspólnie przedstawili zaproszonym szefowie dyplomacji Polski oraz USA: Jemen, Syria, postępowanie Iranu w regionie czy kwestia irańskich pocisków balistycznych. Ten zestaw dowodzi, że konferencja jest wymierzona w Iran. Zanim o spotkaniu powiedziała Polska, ogłosił je amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w czasie swojej podróży po arabskich krajach Bliskiego Wschodu. Zdefiniował cel tej konferencji: zmiana postępowania Iranu, które określił jako rujnujące dla regionu. My nie uważamy Polski za swojego wroga, ale twierdzimy, że znalazła się pod wpływem atmosfery wokół Iranu kształtowanej przez USA. Polska jest pod wpływem bliskowschodniej polityki Białego Domu. Decyzję o goszczeniu tej konferencji w Warszawie i uczestnictwie w jej organizacji uważamy za błędną i nie do zaakceptowania.

Rozumiem, że Iran nie został zaproszony?

Nie.

A gdyby został, wziąłby udział?

Rozpatrzylibyśmy zaproszenie. Ale nie mogę teraz powiedzieć, czy wzięlibyśmy udział czy nie.

11 stycznia szef irańskiej dyplomacji Dżawad Zarif bardzo ostro zareagował na wieść o szykowanym spotkaniu. Napisał na Twitterze, że Polska nie zmyje hańby, jaką jest goszczenie „rozpaczliwego antyirańskiego cyrku". Bardzo ostre słowa jak na dyplomatę. Czy Polska, wchodząc w konflikt z Iranem, jeszcze coś ryzykuje?

Polska podjęła ryzyko, polegające na zniszczeniu naszych wzajemnych relacji. A były one serdeczne i przyjazne od wielu wieków, można powiedzieć, że trwało to 540 lat.

A to, że Polska zajęła się nagle Bliskim Wschodem, organizując spotkanie, które wzbudza tyle emocji, wiąże się z jakimś jeszcze ryzykiem?

Na pewno rezultat tej konferencji nie będzie pozytywny. Podobnie było z innymi tego typu spotkaniami organizowanymi w przeszłości przeciwko Iranowi. Zakończyły się niepowodzeniem. I tak będzie tym razem. Pozostanie zła sława, którą okryje się Polska. I nieprzyjemne wspomnienia w irańskim społeczeństwie. Jeżeli polskie władze sądzą, że poprzez organizowanie tego spotkania osiągną jakieś cele związane z żywotnymi interesami Rzeczypospolitej, to się mylą. Były państwa i byli przywódcy, którzy kierowali się tego typu rachubami wobec Iranu, ale kończyło się to niepowodzeniem, a najczęściej – klęską.

Czy dyplomacja irańska próbuje przekonać zaproszone państwa – polski MSZ mówi, że jest ich „niemal 80" – by nie przysłały szefów dyplomacji do Warszawy?

Iran będzie podejmował wszelkie wysiłki, aby spotkanie zakończyło się niepowodzeniem. Będą to między innymi spotkania naszych ambasadorów z przedstawicielami krajów zaproszonych po to, by przekonać ich do niebrania udziału lub przynajmniej obniżenia rangi wysłanników.

Są już jakieś skutki tych wysiłków, kogoś udało się przekonać?

To się dopiero zaczyna. Trudno mówić o rezultatach. Ale na pewno niektóre kraje wezmą pod uwagę charakter tej konferencji, listę zasygnalizowanych tematów i cel USA: sprzeciw wobec Iranu.

Czyli Iran uważa, że Polska zajmuje takie stanowisko jak USA, które po zmianie prezydenta zerwały porozumienie atomowe z 2015 roku? Przecież w poniedziałek szef MSZ Jacek Czaputowicz napisał w „Rzeczpospolitej", że Polska jak cała Unia „wspiera zachowanie porozumienia". Nie przekonuje to pana?

Uważam, że stanowisko Polski wobec Iranu jest inne niż Stanów Zjednoczonych. Jednak treść zaproszenia na konferencję w Warszawie pokazuje, że Polska ma podejście do Teheranu inne, niż wynikałoby z założeń polityki UE. Organizując tę konferencję, Amerykanie chcą wywołać konflikt wewnątrz Unii – między nową Europą, czyli Polską i innymi państwami, które wstąpiły później, a starą Europą. Po to, by zaszkodzić unijnej polityce wobec nas. I Polska dała się w to wciągnąć.

Polska nie będzie jedynym krajem europejski, który na Iran będzie patrzył przez amerykańskie okulary?

Prawdopodobnie niektóre kraje nowej Europy mogą taką opcję przyjąć.

Ale chyba w całej UE zmienia się nastawienie do Iranu. Tydzień temu Unia nałożyła sankcje na Ministerstwo Bezpieczeństwa i paru irańskich oficjeli za organizowanie zabójstw politycznych na terenie krajów europejskich – Danii, Francji, Holandii. Sankcje są przyjmowane jednomyślnie. Jak na to reaguje Teheran, jak na początek powrotu do izolacji w szerszym zakresie?

Niekoniecznie. To postępowanie Europy nie wynika z jej własnej inicjatywy, a raczej jest efektem amerykańskiej presji. USA po wycofaniu się z porozumienia atomowego z Iranem starają się, by Europa przyjęła wobec tego porozumienia takie samo stanowisko. A widać, że nie przyjęła. I to jest problem dla Amerykanów, będą robić wszystko, żeby podważyć lub choćby rozwodnić wspólne stanowisko Unii.

Czy to na pewno tylko sprawa nacisków Ameryki. Gdy debatowano o unijnych sankcjach, Holandia przedstawiła przykłady zamachów na dysydentów irańskich na swoim terenie w 2015 i 2017 roku. Jednego ofiarą był Ahmad Mola Nisi, drugiego Ali Motamed, którego prawdziwe nazwisko to prawdopodobnie Mohamad Reza Kolahi. Holenderskie śledztwo wykazało, że za zamachami stał Iran.

To dziwne, co robi rząd holenderski. Byli przecież świadkowie zamachu na Nisiego, którzy stwierdzili, że widzieli sprawcę, co prawda pochodzenia irańskiego, ale Norwega. Gdzie tu są powiązania z rządem irańskim? Ahmad Mola Nisi wcześniej przyznał, że brał udział w zamachu terrorystycznym w czasie parady wojskowej w Iranie. I to godne ubolewania, że rząd holenderski, który głosi prawa człowieka i walczy z terroryzmem, nie bierze pod uwagę, że w tamtych zamachu zginęło nawet sześcioletnie dziecko. Z kolei Kolahi był zamieszany w działania terrorystyczne w Iranie prawie 40 lat temu, podkładał bomby, w wyniku zamachów zginęli premier i prezydent naszego państwa. Nie ma żadnego powodu, by Islamska Republika po tylu latach miała próbować dokonać zamachu na taką osobę. Niewiarygodne, że rząd Holandii takie teorie promuje, z drugiej strony to nie takie dziwne – bo jest zwolennikiem syjonizmu, może z tego to wynika.

Inicjatorami tych sankcji były też Dania i Francja.

Kraje europejskie ze względu na porozumienia nuklearne miały zobowiązania wobec Iranu, z których nie były się w stanie wywiązać. Między innymi chodzi o projekt specjalnego mechanizmu finansowego, który pozwoliłby na ominięcie sankcji amerykańskich. To obiecywano, a nic nie zrobiono. Promując nowe sankcje, Europejczycy starają się przykryć to, że nic nie mogą.

Coraz częściej w Europie się przypomina, że Teheran wspiera libański Hezbollah, którego zbrojne ramię jest uważane przez UE za organizację terrorystyczną. Nie od dziś na unijnej czarnej liście terrorystów jest też irański generał Kasem Solejmani, dowódca jednostek ekspedycyjnych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Można odnieść wrażenie, że Iran jest w Europie coraz bardziej postrzegany jako zagrożenie dla Bliskiego Wschodu.

Hezbollah jest libańską partią opozycyjną i grupą oporu. I cieszy się dużym poparciem w społeczeństwie w Libanie, jest ważnym graczem politycznym. Nie wszystko, co robi Europa, musi być prawidłowe, nie należy przyjmować z zamkniętymi oczami, gdy kogoś wpisuje na listę terrorystyczną. Dla nas autorytetem w sprawie tworzenia list podejrzanych o terroryzm jest ONZ i Rada Bezpieczeństwa ONZ. To, że poszczególne kraje czy instytucje międzynarodowe wpisują organizacje na czarne listy, jest kwestią dyskusyjną. A generałowi Solejmaniemu to Europa powinna przyznać medal zasługi. Gdyby nie jego działalność, to ISIS byłby o wiele silniejszy w Europie, i miałaby co chwilę na swoim terenie zamachy dżihadystów.

Ale to nie z ONZ Iran może zawierać warte wiele miliardów kontrakty, kupować samoloty i sprzedawać ropę i gaz. Bez uwzględnienia opinii UE trudno nie pogarszać stosunków, czego przykładem są sankcje sprzed tygodnia. Iran się nie obawia, że niedługo z Europą będzie tak jak jest z USA?

Mówiąc o ONZ, miałem na myśli aspekt prawnomiędzynarodowy terroryzmu, w którego sprawach autorytetem dla nas jest ta organizacja. Jeżeli chodzi szersze relacje, to oczywiście nie chcemy, by Europa zmieniła kurs na taki, jaki przyjęły USA.

Po porozumieniu 2015 mówiło się, że zaraz rozkręcą się polsko-irańskie interesy. Nic z tego nie wyszło. Pod wpływem USA?

Po podpisaniu porozumienia atomowego pojawiły się nowe możliwości, nowe projekty, wszystko szło w dobrym kierunku. Aż do momentu, gdy USA wycofały się z porozumienia. Wówczas Polska przyjęła postawę wyczekującą. I z takim kunktatorstwem mamy do czynienia do dzisiaj.

Po naszej rozmowie [środa przed południem] udaje się pan ambasador na spotkanie z Anną Marią Anders, pełnomocnikiem premiera ds. dialogu międzynarodowego. W swoim bardzo krytycznym wobec Polski tweecie minister Zarif przypominał pomoc Iranu dla Polaków, którym udało się wydostać w czasie wojny ze Związku Radzieckiego wraz z armią generała Władysława Andersa, ojca pani minister. Czy o tym miała być rozmowa?

Zdecydowanie miała dotyczyć bieżących spraw politycznych. Przedstawieniu naszego stanowiska. Dwa tygodnie temu mieliśmy spotkanie bardziej historyczne. Ważne, by pamięć o tamtych wydarzeniach nie zaniknęła w Iranie w wyniku działań obecnego polskiego rządu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA