Polityka

Konflikt w SLD narasta. Odchodzi były minister w rządzie Millera

Szef SLD Leszek Miller
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Po zawieszeniu Grzegorza Napieralskiego, Sojusz Lewicy Demokratycznej chcą opuścić kolejni działacze.

W piątek Zarząd Krajowy SLD podjął decyzję o zawieszeniu w prawach członka partii byłego szefa Sojuszu Grzegorza Napieralskiego. Po tej decyzji z ugrupowaniem pożegnali się m.in. również Grzegorz Gruchalski, który zasiadał w Zarządzie oraz część działaczy stołecznych struktur z koła "Zmiana" na warszawskiej Woli.

Dziś dołączyli do nich kolejni, którzy w sprzeciwie wobec decyzji Zarządu, zdecydowali się zawiesić swoja partyjne członkostwo. Wśród nich są m.in. były minister środowiska w rządzie Leszka Millera Czesław Śleziak oraz były wicemarszałek, a obecnie członek zarządu województwa śląskiego Kazimierz Karolczak.

"Ponieważ w ostatnich latach jestem krytyczny wobec wielu poczynań partii, na różnych szczeblach, czemu daję wyraz i zamierzam czynić to nadal, uprzejmie proszę o zawieszenie mnie w prawach członka, a najlepiej usunięcie z szeregów SLD" - napisał do Zarządu Krajowego Śleziak.

"Dla mnie to jest trudna decyzja, ponieważ reprezentuję SLD we władzach województwa śląskiego, ale nie mogę zgodzić się z tym, co się stało na ostatnim Zarządzie SLD i publicznie będę o tym mówił. Proszę więc również o decyzję Zarządu Krajowego w sprawie zawieszenia mnie w prawach członka SLD" - podkreślał Karolczak.

Poprzedni działacze, którzy zdecydowali się na rozstanie z Sojuszem, jako jeden z powodów swojej decyzji również wskazywali działania wobec Napieralskiego. - Decyzje pokazują, że w SLD nie ma już żadnej możliwości współpracy - mówił "Rzeczpospolitej" Gruchalski. - Niesamowicie boli mnie przedstawianie kandydatki na prezydenta i niszczenie partyjnej opozycji w dniu, w którym umarła tak ważna postać lewicy - dodaje, odnosząc się do śmierci Józefa Oleksego.

Decyzja o zawieszeniu Napieralskiego nie była jednogłośna. Z informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że przeciwko wnioskowi głosowali poseł Marek Balt, szef struktur dolnośląskich Radosław Mołoń i wiceszefowa partii Paulina Piechna-Więckiewicz. Decyzja nie była też poprzedzona dłuższą dyskusją. - Nie było jej praktycznie wcale. - Nie bardzo nawet chciano do niej dopuścić - mówi nam jeden z członków Zarządu. Sprawa Napieralskiego została też skierowana do sądu koleżeńskiego.

To już druga, tym razem skuteczna próba zawieszenia Grzegorza Napieralskiego. Pierwsza miała miejsce już 3 grudnia. Wtedy to były szef Sojuszu został wezwany do gabinetu Leszka Millera, gdzie czekał już wypełniony wniosek o jego zawieszenie. Ostatecznie Miller nie zdecydował się go podpisać. - Dał mu po prostu szansę i postawił warunki. Napieralski ich nie spełnił, nie przestał krytykować i to musiało się tak skończyć - mówi nam osoba zbliżona do Millera.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL