fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

NBP: Zatrudnienie spada, koszty wynagrodzeń rosną

Wciąż nie wiadomo, jaką pensję Adam Glapiński przyznał Martynie Wojciechowskiej
Fotorzepa/ Piotr Guzik
Zatrudnienie w NBP spada, ale rosną koszty wynagrodzeń. Tak wygląda „polityka kadrowo-płacowa" prezesa Adama Glapińskiego.

Żeby ograniczyć koszty wynagrodzeń pożerające blisko połowę dochodów NBP, w 2014 roku jego ówczesny prezes Marek Belka wprowadził program optymalizacji zatrudnienia. Aż do 2017 roku zmniejszano zatrudnienie w banku centralnym. Okazuje się jednak, że pod rządami Adama Glapińskiego – mimo niezmienionej od 2010 roku siatki płac – koszty wynagrodzeń pracowników mocno podskoczyły. Takie wnioski płyną z analiz sprawozdań finansowych NBP, którym przyjrzała się „Rzeczpospolita". Skąd nagłe wzrosty wynagrodzeń? Najprawdopodobniej z dodatków uznaniowych, które są poza siatką płac.

37 tys. zł to średnia

W środę na konferencji prasowej Ewa Raczko z NBP przekonywała, że Martyna Wojciechowska, była radna PiS, a dziś dyrektor departamentu komunikacji społecznej i promocji w NBP, nie zarabia miesięcznie wraz z dodatkami 65 tys. zł – jak twierdzi „Gazeta Wyborcza" (portal OKO.press podał, że więcej, bo dostaje jeszcze 11 tys. zł za zasiadanie w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego).

Raczko nie powiedziała jednak, ile wynosi pensja Wojciechowskiej. Opinia publiczna dowiedziała się, że 63 tys. zł zarabia prezes Glapiński, a przeciętne wynagrodzenie brutto dyrektora w NBP w ubiegłym roku to 37 tys. zł. Raczko przyznała jednak, że zgodnie z uchwałą zarządu na pensje składają się „różne elementy" – płaca zasadnicza, premie uznaniowe, nagroda dyrektora, prezesa.

Co jest w sprawozdaniach

Marek Belka (prezes NBP od 2010 do 2016 r.) w 2014 roku wdrożył „Program optymalizacji zatrudnienia w NBP" – od lat bowiem rosły gigantyczne koszty wynagrodzeń w banku, a NBP albo nie miał zysków, albo miał straty. W 2012 roku koszty wynagrodzeń w banku wyniosły ponad 457 mln zł, w 2013 – 477 mln zł, w 2014 – 483 mln zł. Dzięki programowi (odejścia na emeryturę i zwolnienia) w 2015 roku koszty wynagrodzeń znacząco spadły – do 370 mln zł (średni poziom zatrudnienia wyniósł wtedy 3387 etatów).

– Chodziło o ograniczenie zatrudnienia i kosztów płacowych – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Marek Belka. – Sposób może skromny, ale o kilkadziesiąt osób rocznie ograniczaliśmy zatrudnienie, a co za tym idzie, spadały koszty osobowe – zaznacza.

Prof. Adam Glapiński prezesem NBP został w czerwcu 2016 roku. Ze sprawozdań finansowych NBP wynika, że koszty wynagrodzeń od tego czasu znowu zaczęły rosnąć, choć liczba pracowników zmalała: w 2016 NBP wydał na pensje 380 mln zł, ale bez narzutów na wynagrodzenia, a więc nagrody jubileuszowe i odprawy emerytalne (średnie zatrudnienie w tym roku wynosiło 3296 osób i było niższe o 15 etatów), a w 2017 roku ponad 388 mln zł.

Kluczem premie

Skąd jednak wyższe płace, skoro siatka wynagrodzeń jest taka sama jak za Belki?

„W 2017 r. wyższe koszty wynagrodzeń wynikały głównie z przyjętej polityki kadrowo-płacowej" – czytamy w sprawozdaniu NBP za 2017 r . Dane finansowe za 2018 rok będą opublikowane w pierwszym kwartale tego roku.

Według prof. Belki kluczem są uznaniowe premie i nagrody. – Przyjęty w 2010 roku system wynagrodzeń składał się z podstawowej pensji, uznaniowej premii kwartalnej i z nagród. Zasada była taka, że najlepiej zarabiający powinien być prezes – tłumaczy prof. Belka. – Nagrody dla dyrektorów zależały od prezesa. Jak byłem zadowolony z pracy, dawałem większą premię, jeżeli nie – to mniejszą. Moja asystentka zarabiała łącznie z premiami ok. 8,5 tys. zł. Zarobki dyrektorów departamentów były wyższe, ale w żadnym razie nie sięgały 60 tys., ale co najwyżej połowy tej sumy i zależały od kompetencji – zaznacza prof. Belka.

W oświadczeniu NBP odnoszącym się do publikacji na temat wysokich zarobków współpracowniczek prezesa Glapińskiego czytamy, że „środki finansowe NBP nie pochodzą z budżetu państwa, lecz są wynikiem własnej gospodarki finansowej banku centralnego, a w przypadku osiągnięcia zysku przez NBP 95 proc. rocznego zysku podlega odprowadzeniu do budżetu państwa (art. 69 ust. 4 ustawy o NBP). W latach 2004–2017 Narodowy Bank Polski wpłacił do budżetu państwa łącznie 48,04 mld zł".

Problem w tym, że wynik finansowy NBP za 2017 rok był ujemny i wyniósł 2,5 mld zł, w związku z czym w 2018 roku bank centralny nie dokonał wpłaty z zysku do budżetu państwa.

– Płace w NBP powinny być bardzo dobre, a jedną ze szkód, które wyrządzi NBP obecne zamieszanie, jest to, że przestanie być to elitarne miejsce zatrudnienia, i popsuje się – jak sądzę – najlepszą instytucję publiczną w Polsce – podsumowuje Marek Belka, który uważa, że siatka wynagrodzeń w NBP powinna być jawna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA