fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prof. Rafał Chwedoruk: Prawdziwym zwycięzcą jest Grzegorz Schetyna

Tomasz Siemoniak i Grzegorz Schetyna
Fotorzepa/ Piotr Guzik
Wiadomo już, kto jest kandydatem do roli polityka numer jeden w 2018 roku. To Grzegorz Schetyna – mówi politolog z UW prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z rp.pl.

"Rzeczpospolita": Jak ocenia pan wynik wyborów samorządowych? To sukces PiS, Koalicji Obywatelskiej czy może zwycięstwo ogłosi każdy?

Dr Rafał Chwedoruk: To, że każdy ogłosi swój sukces, jest oczywiste. Natomiast używając terminologii bokserskiej, jest to remis ze wskazaniem na opozycję.

Dlaczego?

PiS w porównaniu do poprzednich wyborów samorządowych zrobił gigantyczny postęp. Nigdy nie miał takiej władzy w samorządach, jak teraz. Będzie miał więcej niż jeden sejmik, a długofalowo w innych może uda się dopracować rządzącą koalicję. Problem PiS polega jednak na dobrym wyniku PSL. Kluczowe dla polskiej polityki starcie, gdzie walka toczyła się o podobny elektorat, pokazało granicę wzrostu partii rządzącej. To co miała zrobić w tych wyborach, czyli znokautować PSL, uczynić go tylko przedmiotem a polityce, a nie podmiotem, kompletnie się nie udało.

PiS atakował PSL niemal codziennie. Dlaczego nie przyniosło to rezultatu?

Problem PiS polega na tym, że zamiast powtórzyć manewr ze Zbigniewem Kuźmiukiem albo Januszem Wojciechowskim, czyli stworzyć jakąś płaszczyznę dialogu, wykorzystania słabości części działaczy PSL, wybrało strategię jednoznacznej konfrontacji. To zawiodło. Pójście na całkowitą dezawuację PSL przyniosło efekt odwrotny i spowodowało, że ludowcy samodzielnie wystartują w wyborach do Sejmu, chyba że dojdzie do jakieś katastrofy w eurowyborach.

Co jeszcze przemawia za tym, że wynik wyborów to remis ze wskazaniem na opozycję?

To wielkie miasta, gdzie nie doszło do zmian, a w niektórych przypadkach, jak Warszawa albo Łódź, można mówić o bardzo przekonujących zwycięstwach Koalicji Obywatelskiej. Dochodzi do tego bardzo zły wynik w Kielcach kandydata popieranego przez PiS. Wyniki wyborów powodują, że PiS ma więcej dylematów niż miał do tej pory.

Jakich dylematów?

Pierwsza sprawa to Mateusz Morawiecki. Jego przyjście na stanowisko premiera, poza wzmocnieniem pozycji Polski w stosunkach międzynarodowych, miało głównie spowodować zawahanie wyborców liberalnych, czy zagłosować Koalicję Obywatelską, a jednocześnie nie przeszkodzić PiS w dalszej ekspansji na wsi. Nic z tego nie wyszło. Eksperyment w postaci nominowania Morawieckiego budził ogromne zdziwienie, a wynik wyborów z całą pewnością te wątpliwości pogłębi. Do walki Z PSL Mateusz Morawiecki był ostatnim możliwym kandydatem. I kierownictwo PiS będzie musiało zadać sobie pytanie, czy premier w nadchodzącym roku ma być nadal główną twarzą partii konserwatywno-socjalnej.

A drugi dylemat?

To problem sojuszników. Zobaczymy, jak wypadnie partia Jarosława Gowina, szczególnie jej kandydat Jacek Żalek w Białymstoku. Już wiemy wyraźnie, że jest problem Solidarnej Polski. Decyzja Zbigniewa Ziobry z ostatnich chwil kampanii, który skierował do TK pytanie, czy unijny traktat jest zgodny z polską konstytucją, była idealnym czynnikiem mobilizującym liberalny elektorat. Druga rzecz: Patryk Jaki, który nie doprowadził nawet do drugiej tury w Warszawie. Warto zauważyć, że wszystkie sondaże wskazywały aż do ostatniego tygodnia nieuchronność drugiej tury w Warszawie. To znaczy, że coś bardzo ważnego stało się w ostatnim tygodniu kampanii. A stały się dwie rzeczy: decyzje Zbigniewa Ziobry oraz debata, w której Trzaskowski wypadł lepiej niż Jaki. To też zrodzi pytania o cenę, jaką PiS płaci za sojusz z partią Zbigniewa Ziobry.

Kto może ogłosić się największym zwycięzcą wyborów?

Trudno powiedzieć, kto jest jednoznacznym zwycięzcą, bo to nie są standardowe wybory w odróżnieniu od sejmowych albo prezydenckich. Wiadomo jednak, kto jest kandydatem do roli polityka numer jeden 2018 roku – to jest Grzegorz Schetyna. Stał się liderem partii, wydawało się umierającej, obciążonej ośmioma latami rządów, skonfliktowanej wewnętrznie, mającej konkurencję na czele z Nowoczesną. A partia ta powtórzyła swój wynik z ostatnich wyborów samorządowych, skonsolidowała się, pozbyła się konkurencji, a jeśli doliczymy głosy na PSL i SLD, okaże się, że tak liczona koalicja może dostać więcej głosów niż PiS z Kukiz’15. To oznacza, że tezy o kryzysie opozycji są nieaktualne. To wszystko powoduje też, że polityka przestaje być teatrem jednego aktora, którym był dotąd PiS.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA