fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Balcerowicz: Podatki muszą sprzyjać rozwojowi

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Podniesienie podatków według pomysłu PiS doprowadzi do osłabienia tempa budowy oszczędności i do spowolnienia wzrostu gospodarczego. A to oznacza, że Polska może nie osiągnąć żadnych narodowych czy społecznych celów – twierdzi dwukrotny wicepremier w rozmowie z Pawłem Jabłońskim

Rząd zapowiada duże zmiany w systemie podatkowym. Szczegółów nikt nie zna, ale z wypowiedzi różnych polityków wynika, że planowane jest zwiększenie obciążeń najbogatszych po to, by ulżyć uboższym.

Nie jestem w stanie komentować kolejnych fluktuacji w wypowiedziach o podatkach. Mogę przypuszczać, że są one efektem chaosu wynikającego z wewnętrznych tarć w Prawie i Sprawiedliwości. Komentowanie tych drgań uważam za stratę czasu. Ważniejsze jest powiedzenie, co powinno być naczelnym kryterium przy kształtowaniu systemu podatkowego.

Czym więc powinien się kierować rząd, tworząc system podatkowy?

Powinien on przede wszystkim sprzyjać szybkiemu wzrostowi gospodarczemu. Bez wzrostu na dłuższą metę nie osiągnie się żadnych narodowych czy społecznych celów. Dlatego system podatkowy powinien być tak przekształcany, by w jak największym stopniu służył budowie długoterminowych oszczędności, inwestycji i związanych z nimi innowacji. Ten cel oczywiście nie wystarczy. Trzeba też jeszcze m.in. zmniejszać deficyt finansów publicznych. Jeśli chodzi o budowanie oszczędności, to trzeba powiedzieć, że więcej oszczędzają osoby zamożniejsze, więc nie należy w nie bić. W odniesieniu zaś do inwestycji – im system prostszy, tym lepszy. To, co uderza w przedsiębiorców. uderza też w poziom ich inwestycji. Jeśli zaś chodzi o poprawę wydajności, jest ona wyraźnie związana z poziomem inwestycji i prostotą systemu.

Politycy PiS, mówiąc o zmianach w podatkach, podkreślają, że mają one przede wszystkim pomóc uboższym. Czy taka idea nie przekonuje pana do zmian?

Uboższym pomaga się przez szybki wzrost gospodarki, a PiS go hamuje. Najważniejszym celem w kraju, który wychodzi z zacofania, jest właśnie szybki wzrost gospodarczy. Wtedy patrzymy, jakie mamy słabości utrudniające jego osiągnięcie. Nawet w planie „nieodpowiedzialnego” rozwoju czytamy, że brakuje nam oszczędności. Dlatego trzeba je zwiększać. Przede wszystkim starać się ograniczyć deficyt finansów publicznych i nie bić w tych, którzy oszczędzają.

Czyli nie powinniśmy zmieniać niczego w systemie podatkowym?

Aż tak to nie, ale w tej sprawie najważniejsza jest stabilność przepisów. Często zastanawiamy się, dlaczego wiele krajów, np. skandynawskie, nieźle sobie radzi gospodarczo mimo wysokich podatków (które zresztą nie dotyczą biznesu). To zasługa tego, że tam jest pewność w miarę dobrego prawa. Są niezawisłe fachowe sądy, niezawisła fachowa prokuratura. Niszczenie rządów prawa to podważanie inwestycji i – w efekcie – rozwoju kraju. Wychodząc już poza sprawę systemu podatkowego, trzeba powiedzieć, że zahamowanie inwestycji polskich przedsiębiorstw to reakcja na gwałtownie rosnącą niepewność. Jeśli zwiększa się niepewność, jest mniej inwestycji w kraju. Czasami przenoszą się one za granicę, czasami zamiast inwestować w produkcję czy na rynku kapitałowym z korzyścią dla gospodarki, inwestuje się w trwałe dobra, np. w nieruchomości. Inwestorzy obserwują proces powstawania prawa i jego egzekwowanie. Jeśli chodzi o tworzenie prawa, atak na Trybunał Konstytucyjny jest najbardziej czerwonym światłem, jakie może się włączyć. Gdy atakuje się instytucję umocowaną w konstytucji, każdy rozsądny człowiek dojdzie do wniosku, że też może być zaatakowany. Mamy również do czynienia z kompletnym pogwałceniem zasad kształtowania prawa, przepycha się ustawy w ekspresowych tempie bez konsultacji i analiz skutków. Za Platformy Obywatelskiej było z tym niedobrze, ale dziś jest katastrofalnie. Przeprowadzanie przez rząd ustaw jako projektów poselskich to ucieczka od jakiejkolwiek analizy skutków wprowadzanego prawa. Przy okazji warto się zastanowić, kiedy w końcu któraś z partii wystąpi z elementarnym wnioskiem, aby nie można było zgłaszać projektów ustaw bez dołączonej analizy jej skutków.

Czyli zmiany w podatkach mogą spowolnić wzrost gospodarczy?

Odpowiem szerzej – jeżeli ktoś chciałby z premedytacją zahamować inwestycje i w efekcie rozwój Polski, wymyśliłby właśnie to, co robi dziś PiS. Nie uważam, że oni robią to z premedytacją. Sądzę, że wynika to z celu, jakim jest opanowanie głównych organów państwa. Drugą przyczyną jest rażąca niekompetencja. Dotyczy to m.in. ludzi, którzy zajmują się w rządzie gospodarką.

Czy chodzi panu o to, że rząd wysyła sprzeczne sygnały w sprawach gospodarki? Że premier przedstawia projekty ułatwień dla przedsiębiorstw, a niemal jednoczenie inny minister proponuje likwidację OFE, czyli rozwalenie giełdy?

To są objawy wewnętrznego chaosu. W sprawach gospodarczych (i innych) mamy złe przywództwo. Przykładem jest wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o przedsiębiorcach-dywersantach wstrzymujących się z inwestycjami. Poniżej w hierarchi są ludzie, którzy mają złą wiedzę o gospodarce, co jest gorsze od niewiedzy. Posługują się pustymi patriotycznymi sloganami w przekonaniu, że to program.

Mówi pan o urzędnikach niższego szczebla?

Z punktu widzenia prawa może tak. Ale praktyka od lat jest inna. Przedsiębiorcy ciągle narzekają, że są traktowani jak oszuści. Może jednak warto przypominać te zasady?

To kolejna emisja sloganów. W dodatku często sprzecznych z innymi działaniami PiS. To jak kpina.

Wróćmy do podatków. Czy pomysły zmian nie są efektem odziedziczonego fatalnego stanu finansów publicznych, pogarszanego jeszcze zwiększaniem przez PiS wydatków społecznych?

Rzeczywiście stan finansów jest zły. Gospodarka jest u szczytu koniunktury, co nie oznacza, że się szybko rozwija. Normalnie w takich warunkach powinniśmy mieć w finansach albo nadwyżkę, albo równowagę. A my tymczasem mamy jeden z najwyższych deficytów w Europie, który ma jeszcze wzrosnąć. Raport Fundacji Obywatelskiego Rozwoju sprzed ponad roku pokazywał, że bez reform gospodarka będzie wyraźnie spowalniać. Według tej analizy jeżeli na brak reform nałożą się antyreformy, spowolnienie będzie jeszcze głębsze. A jeżeli za granicą pojawią się jakieś zaburzenia, najbardziej uderzą właśnie w nasze finanse publiczne i w złotego. Niestety, w ciągu ostatniego roku realizowany jest najgorszy scenariusz – z antyreformami i osłabieniem finansów państwa. Jeżeli pojawią się zewnętrzne zagrożenia, ważne będzie pytanie, co z konstytucyjnym ograniczeniem długu publicznego do 60 proc. PKB. Wystarczy jeden rok poważnego ograniczenia rozwoju i podnosimy gwałtownie podatki lub tniemy wydatki albo ignorujemy zapisy konstytucji. Wszystkie te warianty jeszcze bardziej podważają zaufanie do Polski: i wewnątrz, i na zewnątrz.

A składki do ZUS? Stan finansów tej instytucji jest opłakany, a przedsiębiorcy płacą względnie niskie stawki. Czy pomysł ich podniesienia jest sensowny?

To jest jeszcze jeden sposób na podwyższanie podatków. Składki ZUS to obowiązkowe daniny, czyli podatki. A podatki są już podnoszone. Dzieje się to tak, by ludzi zbałamucić, by tego nie dostrzegli. Warto zwrócić uwagę na ceny elektryczności. Spółki energetyczne przechwycone przez PiS ładują pieniądze w górnictwo, a konsument za to zapłaci. Te wyższe ceny to będą ukryte podatki.

Ale to realizacja pomysłu z czasów rządów Platformy. A wracając do ZUS, czy jego stan nie uzasadnia wzrostu składek, nawet jeżeli nazwiemy je podatkami?

Jeżeli się akceptuje ruchy uderzające w rozwój gospodarki, takie jak np. obniżanie wieku emerytalnego, to rzeczywiście pozostaje tylko rozważanie, jakimi złymi – podatkowymi – ruchami można to skompensować. Nie będę jednak teraz opowiadał, jakie obciążenia można zwiększyć, komu zabrać albo gdzie przykręcić śrubę. Od tego PiS ma dużo więcej specjalistów. Użytecznych idiotów i zaprzyjaźnionych ekonomistów im nie brakuje.

Ma pan żal do ekonomistów wspierających PiS?

Obserwuję naukowców, którzy poważnie dyskutują, m.in. na łamach „Rzeczpospolitej”, o „udomowieniu banków”. To bełkot. Odwołują się do sloganu „udomowienia”, jakby chodziło o dzikie zwierzęta. Nie odróżniają własności państwowej od prywatnej. Dla nich ważne jest tylko rozróżnienie „swoje – obce”. Postępują jak prymitywni nacjonaliści. Są bardziej niebezpieczni niż politycy, bo noszą dumny tytuł eksperta. Inny głupi slogan to „patriotyzm ekonomiczny”. To przypomina czasy socjalizmu.

A nie ma czegoś takiego jak patriotyzm gospodarczy? Czy wszystkie firmy prowadzą działalność zgodnie z interesem narodowym?

 

Dostrzegam szlachetne intencje ”Rzeczpospolitej”, ale to śmieszne hasła. Pamiętam z czasów PRL hasła. jak „nowy ład gospodarczy” czy „rozwinięty socjalizm”. Wszyscy o tym pisali i każdy miał swoją interpretację tego hasła. Dziś jest tak samo. Bierze się jakiś slogan władzy i zastanawia się, co on znaczy. W ten sposób niedługo patriotyzmem będzie mycie zębów. Patriotyzm zaś to budowa dobrego ustroju Polski, a nie jego psucie.

 — rozmawiał Paweł Jabłoński

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA