fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatek dochodowy

Estoński CIT - eksperci chwalą podatkowe propozycje z exposé Morawieckiego

Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Małe spółki nie będą musiały płacić CIT od bieżącego dochodu. Szybciej rozliczą w kosztach wydatki na inwestycje.

Podatkowe propozycje premiera Mateusza Morawieckiego przyspieszą inwestycje i ułatwią rozwój biznesu – komentują eksperci. Chodzi zwłaszcza o zapowiedziane we wtorkowym exposé wprowadzenie tzw. estońskiego CIT.

– To jedno z najkorzystniejszych rozwiązań w Europie – mówi Piotr Świniarski, adwokat, właściciel kancelarii podatkowej. – Spółka nie musi płacić podatku od bieżącego dochodu, odprowadza go dopiero przy wypłacie zysku.

– Takie zasady rozliczenia przyciągnęły do Estonii wielu inwestorów, w tym część polskiego biznesu. Bardzo dobrze, że chcemy je wprowadzić też u nas – dodaje Tomasz Piekielnik, doradca podatkowy, właściciel kancelarii PBC Consulting.

Przypomnijmy, że spółka z o.o. albo akcyjna płaci od bieżącego dochodu 19 proc. CIT. Rozpoczynający działalność oraz mali podatnicy mają prawo do obniżonej stawki (w tym roku 9 proc.). Podatek (19 proc.) trzeba też odprowadzić od przekazywanej udziałowcom (akcjonariuszom) dywidendy.

Czytaj także:

Jedna danina zamiast dwóch

– Teraz płacimy podatek dwa razy. Wprowadzenie estońskiego modelu spowoduje, że odprowadzimy go tylko raz, i to nawet po wielu latach, kiedy właściciele spółki zdecydują się przeznaczyć zysk na cele pozafirmowe. Takie rozwiązanie pozwoli wykorzystać 100 proc. dochodu na inwestycje. Spółka będzie miała więcej pieniędzy do dyspozycji, mniejsze problemy z płynnością finansową, nie musi się zadłużać – chwali propozycję premiera Piotr Świniarski. Przypomina, że podobny model opodatkowania funkcjonował w spółkach komandytowo-akcyjnych, które przez kilka lat były bardzo popularną formą prowadzenia działalności gospodarczej (od 1 stycznia 2014 r. stały się jednak podatnikami CIT i to spowodowało koniec fiskalnych przywilejów).

Komu ma teraz przysługiwać preferencja? Premier zapowiedział, że chodzi o CIT dla mikro- i małych firm.

Szczegóły znajdziemy w ustawie – Prawo przedsiębiorców. Wynika z niej, że mikroprzedsiębiorca to firma, która zatrudnia do 10 pracowników, a jej roczny obrót nie przekracza 2 mln euro. U małych przedsiębiorców jest to 50 pracowników oraz 10 mln euro.

– Rząd powinien zastanowić się nad wprowadzeniem tej preferencji także dla większych spółek z o.o. i akcyjnych oraz przedsiębiorców płacących PIT – mówi Tomasz Piekielnik. Dodaje, że przesunięcie momentu opodatkowania jest do rozważenia w spółkach osobowych, np. komandytowej. Trudniejsze byłoby natomiast w biznesach jednoosobowych, w których środki firmowe mieszają się z prywatnymi.

Korzyści z wprowadzenia w Polsce tzw. estońskiego CIT przedstawialiśmy już w „Rz" z 1 marca 2018 r. Pisaliśmy, że będzie stymulował rozwój inwestycji prywatnych, ułatwiał kumulowanie kapitału w przedsiębiorstwach oraz zniechęcał do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem.

Amortyzacja idzie do lamusa

Estoński CIT to niejedyna propozycja premiera przedstawiona w exposé. Zapowiedział też możliwość natychmiastowego rozliczania kosztów inwestycji w środki trwałe. Bez konieczności długotrwałej i wiążącej się z formalnościami amortyzacji.

– Już teraz ustawy o podatkach dochodowych (PIT/CIT) przewidują możliwość szybszego rozliczenia w kosztach zakupów firmowych rzeczy, np. jednorazowy odpis amortyzacyjny dla niektórych fabrycznie nowych środków trwałych do 100 tys. zł. Można też od razu zaliczyć do podatkowych kosztów, bez konieczności wpisywania do ewidencji środków trwałych i naliczania odpisów amortyzacyjnych, majątek do 10 tys. zł – wyjaśnia Tomasz Piekielnik.

– Generalnie jednak firmowe rzeczy trzeba przez wiele lat amortyzować. Rozliczenie zakupów bezpośrednio w kosztach to duże ułatwienie dla przedsiębiorców. Szybciej zmniejszą swoje obciążenia podatkowe, co ma wpływ na płynność finansową – podsumowuje ekspert.

Preferencje też dla bogatszych firm

Obniżony do 9 proc. CIT mogą płacić spółki, których roczne przychody nie przekraczają 1,2 mln euro. W przyszłym roku ten limit wzrośnie do 2 mln euro – zapowiedział premier w exposé. Ta podwyżka jest już w przepisach i została wprowadzona do definicji małego podatnika. Został jednak jeszcze do podniesienia limit bieżących przychodów. Od 1 stycznia 2019 r. prawo do niższego CIT można bowiem stracić już w trakcie roku.

Premier obiecał też podniesienie rocznego limitu przychodów dla ryczałtowców. Teraz to 250 tys. euro. Docelowo ma wynosić 2 mln euro. Taka forma rozliczenia opłaca się przedsiębiorcom, którzy mają duże przychody i małe koszty. Na ryczałcie mają szanse na niższą stawkę daniny (w zależności od rodzaju wykonywanej działalności) płaconą od przychodu.

Ryczałt to też mniej formalnych obowiązków. Nie wszyscy jednak mogą korzystać z tej formy opodatkowania. Wykluczone są osoby wykonujące niektóre zawody bądź świadczące niektóre usługi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA