fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatek dochodowy

Rozliczenie podatku od samochodu elektrycznego

AdobeStock
Ekologicznego auta nie da się rozliczyć w uproszczony sposób. Brakuje odpowiednich przepisów.

Nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie może wynieść przychód pracownika, który wykorzystuje do prywatnych celów elektryczny samochód udostępniony mu przez pracodawcę. Dlaczego? Bo przepisy mówiące o ryczałtowym przychodzie (250 lub 400 zł) odnoszą się tylko do tradycyjnych aut.

– Niestety, ustawa o PIT jest niedopasowana do nowoczesnych rozwiązań technologicznych – mówi Marta Szafarowska, doradca podatkowy i partner w kancelarii Gekko Taxens.

Ryczałt miał ułatwić życie pracodawcom

Z obecnych przepisów wynika, że jeśli pracownik jeździ prywatnie firmowym samochodem, pracodawca powinien naliczać mu co miesiąc zryczałtowany przychód. W wysokości uzależnionej od pojemności silnika pojazdu (do 1600 cm sześc. jest to 250 zł, powyżej – 400 zł).

Ta zasada obowiązuje od 2015 r. i miała uprościć życie przedsiębiorcom, którzy wcześniej zmuszani byli przez skarbówkę do naliczania przychodu według cen rynkowych, czyli stosowanych przez wypożyczalnie aut.

– Zapytałem w Krajowej Informacji Skarbowej, czy ryczałt można naliczyć pracownikowi, który wykorzystuje do celów prywatnych służbowy samochód elektryczny. Odpowiedzieli, że nie można, bo nie ma pojemności silnika. A przychód trzeba określić na zasadach ogólnych – napisał do nas czytelnik.

Astronomiczny przychód

Sprawdziliśmy, jakie są ceny wynajmu samochodu, o którym pisze czytelnik. Okazuje się, że za miesiąc wychodzi ponad 20 tys. zł.

– Zgodnie ze stanowiskiem skarbówki pracodawca powinien naliczyć pracownikowi taki przychód. Wyjdzie z tego bardzo duży podatek (liczony według stawki 17 albo 32 proc.), który trzeba przecież potrącić z pensji pracownika. Przez to, że korzysta z elektrycznego auta, dostanie dużo mniej na rękę – mówi Wojciech Jasiński, konsultant podatkowy w ATA Finance.

Z podejściem fiskusa nie zgadza się Marta Szafarowska. – Auto elektryczne też jest przecież służbowym samochodem, skoro nie obejmuje go przepis o szczególnych zasadach naliczania przychodu, nie naliczamy go w ogóle. Wskazuje na to też wykładnia celowościowa, rząd wspiera przecież elektromobilność. Dziwne byłoby, gdyby samochody elektryczne miały być opodatkowane na zdecydowanie gorszych zasadach niż zwykłe – argumentuje ekspertka.

Zdaniem Wojciecha Jasińskiego mniej ryzykownym rozwiązaniem niż nienaliczanie w ogóle przychodu jest przyjęcie 250 zł ryczałtu, zakładając, że auto elektryczne jest samochodem o pojemności silnika do 1600 cm sześc. (bo pojemność wynosi zero).

Ale to też fiskusowi może się nie spodobać.

– Sytuacja jest trudna: mamy do wyboru albo naliczanie astronomicznego przychodu pracownikowi, albo spór ze skarbówką. Wydaje się, że ustawodawca powinien jak najszybciej uzupełnić przepisy – podsumowuje ekspert.

Problemów nie powinno natomiast być z samochodami hybrydowymi.

– Mają silnik mieszany: elektryczno-spalinowy, powinno się więc stosować do nich przepisy o ryczałcie – tłumaczy Marta Szafarowska.

Rząd urealnia ambitne plany

Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej" z 4 września, w Polsce rośnie popyt na auta elektryczne, ale ciągle jest ich mało (niecałe 6,5 tys.).

Przyczyn jest kilka, m.in. wysokie ceny, brak dopłat (stymulujących rynek w innych krajach) czy niewystarczająca infrastruktura do ładowania pojazdów.

Rząd zresztą wycofał się już z ambitnego planu miliona samochodów elektrycznych na 2025 r. W nowej strategii zrównoważonego rozwoju transportu zaplanowano „wzrost floty samochodów elektrycznych i hybrydowych, których liczba w roku 2030 może osiągnąć ponad 600 tys. sztuk" („Rzeczpospolita" z 26 września).

OPINIA

Michał Kowalski, adwokat i doradca podatkowy w kancelarii KNDP

Brak przepisów podatkowych określających zasady rozliczania ekologicznych samochodów może utrudnić rządowe plany rozwoju elektromobilności. Trudno bowiem wymagać, aby firmy inwestowały w elektryczne auta, skoro mają naliczać pracownikom, którzy z nich korzystają, przychód według cen z wypożyczalni. Zwróćmy uwagę, że pracodawca, który kupi dla pracownika samochód z dużym silnikiem spalinowym (powyżej 1600 cm3), naliczy mu 400 zł przychodu miesięcznie, natomiast przy elektrycznym aucie ten przychód może wynieść ponad 20 tys. zł. I może się okazać, że podatek od możliwości korzystania z elektrycznego samochodu jest wyższy niż płacony od pensji. Nie można tego uznać za zachętę do ekologicznych inwestycji. Potrzebne są nowe przepisy albo przynajmniej rozstrzygająca wątpliwości na korzyść podatników, proekologiczna interpretacja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA