fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatek dochodowy

Samochód dla menedżera z bardzo dużym podatkiem

Adobe Stock
Służbowego auta dla osoby bez etatu nie da się rozliczyć ryczałtem. Fiskus sporo na tym zyskuje.

Interpretacja ogólna ministra finansów w sprawie rozliczania służbowych samochodów wykorzystywanych do celów prywatnych nie rozwiązała problemów osób, które nie są pracownikami. Członkowie zarządów, menedżerowie, zleceniobiorcy czy działający na podstawie umowy o dzieło nadal muszą płacić astronomiczny podatek.

– Jeśli korzystają ze służbowego samochodu do celów prywatnych, trzeba im naliczyć przychód według cen rynkowych, czyli stosowanych przez wypożyczalnie aut – twierdzi Krajowa Informacja Skarbowa.

Jakie to ceny? Na przykład w Warszawie wynajem samochodu kosztuje od 1 tys. zł do ponad 20 tys. zł miesięcznie.

Przychód jak cena z wypożyczalni

– Jeśli przyjmiemy stanowisko fiskusa, to menedżer będący w drugim progu skali i korzystający prywatnie z samochodu, którego wynajem kosztuje 20 tys. zł miesięcznie, powinien zapłacić 6,4 tys. zł dodatkowego PIT. Ten podatek musi potrącić z jego wynagrodzenia płatnik, czyli spółka, dla której działa – tłumaczy Artur Kowalski, doradca podatkowy, współwłaściciel kancelarii podatkowo-rachunkowej.

Zdecydowanie mniejszy przychód (i podatek) wychodzi pracownikowi. Jeśli jeździ prywatnie firmowym samochodem, pracodawca powinien naliczać mu co miesiąc przychód zryczałtowany w wysokości uzależnionej od pojemności silnika pojazdu (do 1600 cm3 jest to 250 zł, powyżej – 400 zł). Jeśli jest w drugim progu skali i ma większy samochód, miesięczny podatek wyniesie 128 zł.

– Wychodzi niesprawiedliwie, bo przecież pracownik i menedżer mogą mieć takie same auta, a ten drugi zapłaci dużo większy podatek. To też kłopot dla księgowych, bo muszą stosować różne zasady rozliczania pracowników i osób korzystających z innych form zatrudnienia – podkreśla Marek Gadacz, doradca podatkowy, partner w Crido. Dodaje, że stanowisko fiskusa jest zbyt restrykcyjne, zwłaszcza wtedy, gdy menedżer, członek zarządu, zleceniobiorca czy wykonujący umowę o dzieło tylko w niewielkim stopniu wykorzystuje samochód do celów prywatnych.

Interpretacja o benzynie

A co z paliwem? O jego rozliczaniu przy korzystaniu ze służbowych samochodów przez pracowników mówi wydana we wrześniu br. interpretacja ogólna ministra finansów. Przypomnijmy, iż od początku obowiązywania przepisów o ryczałcie dla pracowników, czyli od 2015 r., skarbówka twierdziła, że oprócz 250 lub 400 zł trzeba też doliczać do ich przychodu wartość zużytej prywatnie (i sfinansowanej ze środków pracodawcy) benzyny. Fiskus ustąpił dopiero teraz, po wielu przegranych w sądach. Z interpretacji ogólnej wynika, że ryczałt obejmuje też paliwo, firmy nie muszą więc naliczać pracownikom dodatkowego przychodu.

Czy dotyczy to też menedżerów, członków zarządu czy zleceniobiorców, których przepisy o ryczałcie nie obejmują?

– Wydaje się, że przychód z udostępnienia auta powinien, rozumując analogicznie jak w interpretacji ogólnej, obejmować też paliwo – twierdzi Artur Kowalski. Jednak zdaniem Marka Gadacza fiskus będzie w tej sprawie konsekwentny: skoro osoby zatrudnione na innej podstawie niż umowa o pracę mają swoje zasady rozliczenia, to każe im opodatkować paliwo odrębnie.

Co z elektrykami

Dylematy mają też firmy, które korzystają z aut elektrycznych. Początkowo fiskus twierdził, że nie dotyczą ich przepisy o ryczałcie, bo nie mają pojemności silnika. Firmy powinny więc naliczać pracownikom przychód na podstawie cen z wypożyczalni (a samochody elektryczne są jeszcze droższe niż zwykłe). Potem jednak skarbówka ustąpiła i przyznała, że można stosować przepisy o tradycyjnych autach. Należy przyjąć, że pojemność silnika samochodu elektrycznego wynosi zero. Przychód pracownika wyniesie więc 250 zł miesięcznie (pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej" z 5 marca br.).

A co z zatrudnionymi na podstawie innych umów? Nie można naliczyć im przychodu w kwocie 250 zł, bo ryczałt ich nie dotyczy. Pozostaje, tak jak przy zwykłych autach, stosowanie cen rynkowych.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Paulina Karpińska-Huzior, doradca podatkowy i adwokat w kancelarii CMS Cameron McKenna

Przepisy o ryczałtowym rozliczeniu samochodów odnoszą się tylko do pracowników, nie dziwi więc, że skarbówka chce, aby pozostałe osoby: członkowie zarządu, menedżerowie, zleceniobiorcy, a także samozatrudnieni, były opodatkowane na ogólnych zasadach. I każe wyliczać przychód z tytułu prywatnego używania auta na podstawie cen z wypożyczalni, co może skutkować bardzo dużym podatkiem. Dodatkowo, w najczarniejszym scenariuszu, danina może zwiększyć się po doliczeniu do przychodu kwot finansowanego przez firmę paliwa. Oczywiście można argumentować, że osoby, które nie mają etatu, powinny być rozliczane tak jak pracownicy. Ale fiskus na razie takiej argumentacji nie przyjmuje. Wyjściem z sytuacji jest stosowane przez niektóre firmy fakturowanie usługi udostępnienia auta, przy jednoczesnym zwiększeniu wynagrodzenia korzystającego. Przysparza to jednak dodatkowej pracy dokumentacyjnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA