fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pływanie

Katarzyna Wasick: Odkopany talent

Katarzyna Wasick ma 28 lat. Jest rekordzistką Polski na 50 i 100 m stylem dowolnym, w tym roku jedną z najlepszych na świecie na tych dystansach. Pod panieńskim nazwiskiem Wilk startowała w igrzyskach w Pekinie, Londynie i Rio
Mine Kasapoglu
Mieszkająca w Las Vegas polska pływaczka Katarzyna Wasick o wznowieniu kariery, olimpijskich planach i zawodowej lidze, w której osiąga świetne wyniki.

Bije pani rekord za rekordem Polski. Czuje pani, że wystartowała w kosmos?

Mogę lecieć w kosmos, jeśli z niego wrócę (śmiech).

Zaskoczyły panią takie rezultaty?

To, że się poprawiam, nie jest dla mnie zaskoczeniem. Wiem, jak przepracowałam ostatnie miesiące, choć to był bardzo ciężki czas dla pływaków. Kiedy wybuchła pandemia, byłam naprawdę zła. Zamknęłam się na dwa dni w pokoju i próbowałam to przetrawić, zrozumieć, dlaczego igrzyska zostają przeniesione akurat wtedy, kiedy moja forma zaczynała rosnąć. Nagle trzeba było się zastanowić, czy mam możliwość kontynuowania treningów przez kolejny rok.

I jakie były wnioski?

Wiedziałam, że muszę poświęcić się pływaniu w 100 procentach, a przecież do tego potrzebne są pieniądze. Jeśli będę łączyć treningi z pracą, to nie ma sensu tego kontynuować przez kolejne 12 miesięcy. Przeanalizowałam sytuację z mężem i zrozumiałam, że dodatkowy rok treningów może być dla mnie dobry. Mam dzięki temu większe szanse na to, że nie tylko zakwalifikuję się do olimpijskiego finału, ale też powalczę o medal. Wróciłam do basenu z jeszcze większą motywacją. Poza tym celem stały się nie tylko igrzyska w Tokio. Wiedziałam, że International Swimming League (zawodowa rywalizacja drużyn pływackich, której pomysłodawcą jest ukraiński miliarder Konstantin Grigoriszyn – przyp. red.)wystartuje wkrótce i tam będę mogła pokazać swoje możliwości.

Ale pływać nie można było...

Na początku trenowałam na lądzie. Znajdowałam ćwiczenia, które wzmacniają mięśnie ważne przy pływaniu. Przeprowadzałam trening mentalny, ćwiczyłam jogę. Wyobrażałam sobie miejsce w czołówce, rozgrywałam cały wyścig. Perspektywa startów w lidze motywowała. Po kilku tygodniach dostałam możliwość trenowania w basenie domowym. To był duży krok do przodu, bo możliwości wejścia do wody niczym nie da się zastąpić. W Las Vegas już w marcu jest ładna pogoda.

Wojciech Wojdak wchodził do zimnego jeziora...

Pływacy byli chyba najbardziej poszkodowani ze wszystkich sportowców. W Polsce wiosną jest zimno i ciężko się zmusić do wejścia do naturalnego akwenu. Bardzo szanuję Wojtka, że z taką motywacją trenował.

Zrobiła sobie pani dwuletnią przerwę w karierze. Dlaczego?

Te dwa lata nie były wcale stracone, dały mi czas na przemyślenia. Zaczęłam z czystą kartą, nawet z nowym nazwiskiem (śmiech). To pomogło zmienić mój sposób myślenia.

Pomogło w tym wykształcenie psychologiczne?

Mam taki charakter, że nie lubię się użalać nad sobą i wiem, że nie można dusić w sobie złości. Nie pisałam nigdzie, że jest super i czuję się świetnie w związku z tym, że igrzyska nie odbędą się w 2020 roku. Wiedza wyniesiona ze studiów pomogła mi uporać się z moimi emocjami i znaleźć pozytywy tej sytuacji. Globalna pandemia uderzyła w każdego człowieka i nie mamy na to wpływu, ale możemy decydować, jaki będzie nasz kolejny krok.

A co na to pani amerykański mąż?

Od początku mnie wspierał i nigdy nie namawiał do tego, żebym zapomniała o pływaniu. Najpierw karierę przerwała mi kontuzja, później zajęłam się przygotowaniami do ślubu, a zaraz potem podjęłam wspaniałą pracę, która pozwalała mi realizować marzenia zawodowe. Kiedy postanowiłam wrócić do pływania, otrzymałam od męża wiele wsparcia. Był pierwszą osobą, która mi powiedziała, że mogę walczyć o medal, jeśli tylko zmienię swoją mentalność. On jest Amerykaninem i ma bardzo amerykańskie podejście do życia. Wierzy w siebie, jest przekonany, że zawsze da sobie radę, i w naszym domu też panuje taki duch. Ja też jestem z natury pozytywnie nastawiona do życia i jeśli narzekam, to tylko w żartach. Nie miałam jednak powodów, żeby wierzyć w szanse medalowe, bo na wcześniejszych igrzyskach nawet się nie zbliżyłam do takiego rezultatu. Oprócz brata i rodziny nikt mi nie mówił takich rzeczy. Dostałam od męża wielkie wsparcie, gdyby on mi nie pomógł, to nie byłoby mnie w tym miejscu, w którym teraz jestem.

Powroty do wyczynowego sportu po tak długiej przerwie są rzadkie...

Pływanie oglądałam przez 1,5 roku, kiedy nie było mnie w sporcie. Za każdym razem, gdy śledziłam relacje z mistrzostw Polski albo zawodów w USA, było mi żal, że mnie tam nie ma. Widziałam, jak znajomi się ścigają, miałam poczucie, że mam szansę z nimi rywalizować, a siedzę i nic nie robię. Miałam wrażenie, że zakopuję mój talent, zamiast go szanować i pielęgnować. Znajomi zaproponowali mi start w zawodach masters (amatorska rywalizacja pływaków – przyp. red.). Uzyskałam całkiem dobre czasy, przekonałam się, że mogę powalczyć o swoje marzenia. Nawet jeśli nic nie wyjdzie, to przynajmniej nie będę żałować. Trening z mastersami pomógł mi poznać świetnych ludzi, którzy mnie zainspirowali. Ich motywacja jest niesamowita. Ćwiczą i startują dla przyjemności, a mimo to wstają o czwartej rano i wykonują ciężkie treningi przed pójściem do pracy.

Podobno swój udział w tym powrocie miał też pani obecny trener?

Ben Loorz zobaczył mnie na tych zawodach i zaproponował dołączenie do swojej profesjonalnej grupy. Myślałam, że mastersi są jedyną grupą, do której mogłam się przyłączyć. Nie wiedziałam, że w Las Vegas są też zawodowcy. Wiedziałam natomiast, że nie mogę do nich dołączyć od razu. Musiałam wcześniej zbudować formę. Ben nie kontrolował mnie i nie zmuszał do treningów, wiedziałam, że jeśli nie wstanę na trening, to krzywdzę samą siebie. Podjęłam się tego wszystkiego z własnej woli, a on miał mi pomóc. Do sukcesu przyczyniła się też jego świetna komunikacja z moim bratem Robertem, z którym trenowałam przed wylotem do Stanów. Są w stałym kontakcie i wymieniają się doświadczeniami w celu dalszego udoskonalania mojej techniki.

Od zawodów masters do występów w International Swimming League jest jednak dość daleka droga. Jak to się stało?

To niesamowita historia. Nie wiedziałam, że taki cykl startuje, Ben Loorz też nie miał o tym pojęcia. Dowiedziałam się przypadkowo, za pośrednictwem Instagrama. Znajomi zamieszczali posty, że są w drużynach. Zaczęłam szukać na własną rękę, czym jest ISL. Czułam że przespałam moment i wszystkie drużyny miały już skompletowane składy. To był ból. Wiedziałam, że będę trenować do igrzysk, ale straciłam szansę na robienie tego w najlepszych możliwych warunkach. Ale na kilka tygodni przed rozpoczęciem ISL jedna z zawodniczek drużyny Cali Condors została zdyskwalifikowana. Liga jest bardzo restrykcyjna pod względem dopingu i nie pozwala startować ukaranym pływakom. Zostałam zaproszona. Skakałam ze szczęścia. Trenuję i startuję z najlepszymi na świecie. Dzięki sukcesom w ISL zrozumiałam, że mogę wygrywać z gwiazdami.

International Swimming League wiele zmieniła w życiu pływaków?

To jest szansa dla naszego sportu. Wreszcie możemy się poczuć trochę tak jak zawodnicy hokejowej ligi NHL albo koszykarze z NBA. Możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy profesjonalistami. Są na nas skierowane reflektory. Świetnym ruchem było podpisanie kontraktu z amerykańską telewizją na pięć lat. Mam nadzieję, że w przyszłym roku doczekamy się również transmisji w polskiej telewizji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA