fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pływanie

International Swimming League. Petarda w wodzie

Zawody na Wyspie Małgorzaty w Budapeszcie
Zawody na Wyspie Małgorzaty w Budapeszcie
PAP/EPA
International Swimming League – komercyjna Liga Mistrzów, daje zawodnikom pieniądze i satysfakcję. Dobre wyniki osiągają w Budapeszcie Polacy.

Pływanie jest jedną z trzech najchętniej oglądanych dyscyplin podczas igrzysk olimpijskich, ale pływacy w blasku fleszy stają tylko raz na cztery lata. Krezusami są największe gwiazdy, a ich kolegom po fachu – nawet ze światowej czołówki – do tej pory trudno było godnie zarobić. Wszystko zmienił rosyjsko-ukraiński oligarcha Konstantin Grigoriszin, który rok temu stanął okoniem światowej federacji i zorganizował komercyjną ISL.

Miliarder fortuny dorobił się na handlu produktami metalurgicznymi między Rosją i Ukrainą, a dziś jest ważnym graczem na rynku energetycznym, transportowym oraz armatorskim. Sieć jego powiązań politycznych jest podobno rozległa, choć – jak to bywa na Wschodzie – niczego nie wiadomo na pewno. Grigoriszin wspierał podobno kampanię Wiktora Juszczenki, a jego pieniądze jednocześnie przez lata były kroplówką dla Komunistycznej Partii Ukrainy.

Bunt pływaków

Pływanie to – obok pieniędzy i sztuki – jedna z jego największych namiętności. Grigoriszin już w 2009 roku założył Energy Standard Swimming Club dla czołowych zawodników świata, a kilka lat później jego firma została sponsorem reprezentacji Ukrainy. W końcu jednak zdecydował, że finansowa strzykawka to za mało. Jest rekinem biznesu, więc zdefiniował największy problem swojej ukochanej dyscypliny i postanowił go spektakularnie rozwiązać.

Musiał lawirować, bo komercyjny projekt był nie w smak pływackim władzom. Międzynarodowa federacja (FINA) potraktowała potencjalnych uczestników ISL jak buntowników i groziła dyskwalifikacjami, a od organizatorów chciała 50 mln dolarów. Została wyśmiana, bo siłę pokazali sami zawodnicy.

Giganci – wśród nich Węgierka Katinka Hosszu, Włoszka Federica Pellegrini, Brytyjczyk Adam Peaty czy Amerykanin Ryan Murphy – spotkali się w Londynie i policzyli, że federacja w latach 2016–2017 przekazała zawodnikom jedną ósmą ze swoich 118-milionowych przychodów. Stworzyli więc Stowarzyszenie Pływaków Zawodowych (PSA) i pozwali FINA przed kalifornijskim sądem okręgowym o monopol oraz niszczenie konkurencji.

Federacja zrobiła krok w tył i zorganizowała „Champions Swim Series 2019". Pływacy podzielili się 3,9-milionową pulą nagród, ale ISL nie porzucili. Pierwsza edycja odwiedziła siedem miast, a finał odbył się w Las Vegas. Tytuł zdobył zespół Energy Standard Swim.

Gra warta świeczki

ISL to rywalizacja dziesięciu klubów – można ją porównać do piłkarskiej Ligi Mistrzów, bo zespoły są międzynarodowe. Rozgrywają one dwudniowe mecze. Każde spotkanie składa się z 39 wyścigów: 32 indywidualnych, 5 sztafet oraz dwóch rywalizacji złożonych z ćwierćfinałów, półfinałów i finału. Miejsca są punktowane, a jeśli zwycięzca osiągnie czas znacząco lepszy od rywali, przejmie ich zdobycz (musi osiągnąć tzw. jackpot time).

Gra jest warta świeczki. Uczestnicy dostają miesięcznie 1,5 tys. dolarów pensji, a na pływalni mogą łowić grube premie. Szwedka Sarah Sjostroem w poprzednim sezonie dzięki świetnym wynikom uzbierała 140 tys. dol. 26 pływaków na liście zarobków przekroczyło granicę 25 tys. To był wstęp, bo teraz pula nagród jest ponad dwa razy większa niż rok temu i wynosi 6 mln dol.

– Czujemy się jak w NBA albo NFL, wreszcie wyglądamy jak profesjonalny sport – mówi Amerykanka Lilly King. – Nasz przykład pokazuje, że nadchodzi nowa era w sporcie. Zawodnicy się budzą, zaczynają walczyć o swoje prawa. Wiedzą, że muszą być szanowani i znają swoją przewagę – dodaje Peaty. Organizatorzy obiecują dzielić się z zawodnikami zyskami pół na pół, a finansowym wehikułem dla całego przedsięwzięcia ma być pięcioletni kontrakt z telewizją CBS.

– Mamy biznesowe cele, ale chcielibyśmy także zmienić mentalność zawodników – podkreśla Grigoriszin, który zawody obserwuje z bliska. – Większość pływaków to profesjonalni i utalentowani sportowcy, którzy ciężko pracują. Jednocześnie wielu pozostaje amatorami. W poprzednim sezonie zdarzali się tacy, którzy mówili, że nie wystartują w meczu, bo mają urodziny dziewczyny albo jadą na wakacje. Chcemy zrobić z nich prawdziwych zawodowców, bo zasługują na lepsze dochody i lepsze życie.

Kacper Majchrzak, czyli jeden z polskich uczestników ISL, jest zachwycony, że pływanie wreszcie zrobiło krok do przodu. – Oprawa jest niesamowita, a na pływalni rywalizujemy ze światową elitą. Możemy nie tylko walczyć o punkty, ale także wspólnie trenować. Obserwować najlepszych, zbierać doświadczenia. Szkoda tylko, że przez pandemię na zawodach nie ma kibiców, a imprezy nie transmituje żadna polska stacja – przyznaje w rozmowie z „Rz".

Spacer na wyspie

Pandemia koronawirusa zamknęła pływaków w „bańce". Wszystkie zespoły zgrupowano w Budapeszcie i odizolowano od świata na Wyspie Małgorzaty. Plan to rozegranie 13 meczów w ciągu miesiąca. – Jeszcze przed przyjazdem każdy musiał przejść badania. Teraz mamy testy co pięć dni i regularnie wypełniamy ankietę zdrowotną. Pokoje są jednoosobowe, a każda ekipa ma własny autokar – wyjaśnia Majchrzak.

Pływacy mają do dyspozycji cztery baseny. Każdy z nich po treningu jest dezynfekowany. Hotel w ciągu dnia można opuścić tylko na półtorej godziny. Zawodnicy korzystają z tej możliwości chętnie, bo Wyspa Małgorzaty to tereny spacerowe. Trzeba uważać, bo brak maseczki oznacza nie tylko karę finansową, ale też ujemne punkty dla drużyny. Porządku pilnują „covid-marshall", czyli „szeryfowie od koronawirusa". Zawodnicy spędzą w zamknięciu sześć tygodni. Majchrzak przyznaje, że to najdłuższe zgrupowanie w jego życiu.

Świetni Wasick i Kawęcki

Polaków w stawce jest ośmioro. Czołowe role odgrywają zwłaszcza kraulistka Katarzyna Wasick, która pobiła już pięć rekordów Polski i na 50 m ma szósty wynik w dziejach konkurencji (23.30), oraz wygrywający start za startem grzbiecista Radosław Kawęcki. Patrząc na ich wyniki, można mieć żal, że igrzyska odbędą się dopiero za rok, choć wiosną przez pandemią każdy trenował inaczej i dziś wyniki światowej czołówki porównywać trudno.

Liderem rywalizacji po sześciu meczach eliminacyjnych jest zespół LA Current, który wyprzedza Cali Condors Majchrzaka, Kawęckiego i Marcina Cieślaka. – Rywalizacja zespołowa mobilizuje, świetnie odnajduję się w drużynie. Czasem mnie wręcz zadziwia, że w krótkim czasie stworzyliśmy lepszy team spirit niż przez dziesięć lat w reprezentacji Polski. Duża w tym rola Amerykanów, którzy wszystkich pozytywnie nakręcają – mówi z entuzjazmem Majchrzak. – Te zawody to prawdziwa petarda.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA