fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pływanie

International Swimming League: w basenie wreszcie są pieniądze

Kacper Majchrzak – olimpijczyk z Londynu i Rio, rekordzista Polski na 100 i 200 m stylem dowolnym – w zawodowej lidze pływa w amerykańskim zespole Cali Condors
Paweł Skraba, SE/EAST NEWS
Wystartowała komercyjna International Swimming League, z polskim udziałem, któremu towarzyszy niepokój trenerów.

Pływacy od dawna zwracali uwagę, że w ich sporcie, który jest drugą po lekkoatletyce lokomotywą letnich igrzysk, nie dba się o zawodników.

Treningi są ciężkie i monotonne, ale jeśli nie jest się wielką gwiazdą, jak Michael Phelps, Ryan Lochte czy Katinka Hosszu, które mogą liczyć na sponsorów, to szans na godziwy zarobek nie ma. A to, co było do podziału, dzielono niesprawiedliwie. Władze Międzynarodowej Federacji Pływackiej (FINA), zdaniem zawodników, dostawały dużo za prawa telewizyjne, ale oni nie mieli z tego prawie nic.

Dlatego inicjatywa ukraińskiego miliardera Konstantina Grigoriszyna, który zaproponował całkiem nową formułę, czyli International Swimming League (ISL), spotkała się z tak dużym zainteresowaniem. Zgodnie z tym pomysłem najlepsi pływacy będą spotykać się regularnie na komercyjnych zawodach, a telewizje zrobią z tego atrakcyjne widowisko.

FINA zareagowała od razu – podobno zagroziła dyskwalifikacjami dla buntowników i zażądała za udzielenie zgody 50 mln dol., wobec czego zawody w Turynie, zaplanowane na grudzień 2018 r., się nie odbyły. Pływacy (m.in. takie gwiazdy jak Adam Peaty, Sarah Sjostrom, Chad Le Clos) skonsultowali się jednak z prawnikami i w konsekwencji FINA wydała oświadczenie, że takich gróźb nie było – jedynie zapowiedź, że wyników nie autoryzuje, a 50 mln dol. to tylko wstępna propozycja, i to ze strony ISL.

Komercyjne zawody w końcu wystartowały. Na razie odbyły się dwie rundy: w Indianapolis i Neapolu, a w obu startował amerykański zespół Cali Condors, który w składzie ma czwórkę Polaków: Katarzynę Wasick, Radosława Kawęckiego, Jana Świtkowskiego i Kacpra Majchrzaka.

– Trzeba było dostać zaproszenie od menedżera. W naszej drużynie jest nim Jason Lezak, który przepłynął 100 m najszybciej w historii, w składzie amerykańskiej sztafety z igrzysk w Pekinie. Zarekomendował mnie Janek Świtkowski, który dobrze zna się z trenerem Gregiem Troyem jeszcze z czasów wspólnych treningów na uniwersytecie – mówi „Rzeczpospolitej" Kacper Majchrzak.

Reprezentant Polski dodaje, że środowisko pływackie jest podekscytowane nową formułą. Chętnych do wzięcia udziału w zawodach na pewno nie zabraknie. – Każdy dostaje pieniądze za sam przyjazd, a oprócz tego premie za wywalczone punkty. To są bardzo atrakcyjne nagrody, a myślę, że projekt będzie się rozwijał. Grigoriszyn ma naprawdę fajny pomysł na to przedsięwzięcie – uważa Majchrzak.

Wszystko jest zorganizowane profesjonalnie: sztab trenerski, zaplecze medyczne, wyczarterowane loty, dobre hotele. Nic, tylko startować. Nikt jednak nie wie, jak to wpłynie na formę pływaków, którzy do tej pory trenowali w klubach w Polsce i na zgrupowaniach kadry. Trener reprezentacji Polski Robert Brus martwi się zakłóceniem cyklu przygotowań.

– Niestety zawodnicy są wyrwani z treningów w klubach. Pierwszy i drugi termin ISL pokrywał się z zawodami Pucharu Świata FINA. Niektórzy trenerzy prowadzący nie byli do końca szczęśliwi, zrobiło się takie korespondencyjne trenowanie – mówi „Rz" Robert Brus.

Podczas startów w ISL zawodnicy mają trenerów na miejscu i mogą korzystać z ich wskazówek, ale mogą też realizować swoje plany. – Nasi zawodnicy dostali plany treningowe od swoich szkoleniowców. Nie mamy kontroli nad tym, co robią w czasie ISL, ale z drugiej strony to są doświadczeni pływacy. Wiedzą, o jaką stawkę chodzi, bo główny cel to jednak igrzyska olimpijskie, a nie ISL – dodaje trener Brus.

Kacper Majchrzak uważa, że można także spojrzeć na komercyjne zawody jako szansę nauczenia się czegoś nowego, podpatrzenia innych metod treningowych, a nawet poznania własnego organizmu. – Mogliśmy realizować swoje treningi z klubu, albo dołączyć do grupy trenerów amerykańskich. Połączyłem obie rzeczy. Dostałem z Polski ogólne wytyczne: kilometraże, rozłożenie akcentów, ale pływałem też z trenerami Cali Condors. Robię to chętnie, bo mogę podpatrzyć nowe ćwiczenia. Nawet podróżowania można się nauczyć. Długie loty są bardzo męczące dla nóg, pleców. Są jednak różne sposoby radzenia sobie, kompresy na nogi, częste wstawanie, sen. Zobaczymy, ile dni potrzebujemy na odnowę w danej strefie czasowej. Długie loty to nie jest dla mnie chleb powszedni – mówi „Rz" Majchrzak.

Przez konflikt na linii FINA–ISL problemem może być ustalenie kalendarza. – ISL ustala terminy oddzielnie. Trzecie zawody mogą wypaść w trakcie zgrupowania, które planujemy rozpocząć w Łodzi. Jeśli Condors wejdą do finału ISL, to zawody w Las Vegas pokryją się z zimowymi mistrzostwami Polski – mówi „Rz" trener Brus.

ISL to niejedyna nowość w polskim pływaniu. Zmieniły się też zasady uzyskiwania minimów na igrzyska olimpijskie. Planowano, że będzie to można zrobić podczas mistrzostw Polski lub mistrzostw Europy w Budapeszcie. Obie imprezy dzieliło raptem kilka dni. Jeśli ktoś miałby np. problemy ze zdrowiem w tym czasie, to mógłby stracić szansę. Dlatego Polski Związek Pływacki umożliwi zdobywanie minimów od 1 lutego do 24 maja, o co wnioskowali zawodnicy.

Na ostatnich igrzyskach w Rio Polacy nie zdobyli medalu, ani razu nie wystąpili nawet w finale. Wniosek jest prosty: za rok w Tokio dużo gorzej być nie może.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA