Plus Minus

Szczeciński rok 1980. Niewygodna historia Komisji Mieszanej

Komisja Mieszana obradowała pod czujnym okiem Lenina, partyjnej „góry” i szczecińskich działaczy tworzących nowy związek – Solidarność. Na zdjęciu posiedzenie z 10 września 1980 r., przewodniczył mu Kazimierz Barcikowski (siedzi przed figurą wodza rewolucji)
CAF/PAP, Zbigniew Jodkowski
O szczecińskiej Komisji Mieszanej z 1980 r., w której po jednej stronie zasiadali stoczniowcy, a po drugiej starzy partyjni wyjadacze, prawie się nie wspomina. Być może dlatego, że naruszyłoby to mit niezależnego związku zawodowego od początku walczącego o zmianę ustroju.

Gdy w 1980 roku kończyły się sierpniowe strajki na Wybrzeżu, w Szczecinie – o czym wciąż nie zawsze się pamięta – osiągnięto porozumienie z władzą o dzień wcześniej niż w Gdańsku. 30 sierpnia niedługo po godzinie 8 rano przewodniczący szczecińskiego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego Marian Jurczyk oraz wicepremier Kazimierz Barcikowski podpisali liczący 36 punktów dokument.

Kończące strajk na Pomorzu Zachodnim porozumienie przewidywało m.in. powstanie samorządnych związków zawodowych (choć o „socjalistycznym charakterze"), realizację licznych postulatów socjalnych, ale też obietnicę przywrócenia do pracy robotników zwolnionych za strajki czy zapowiedź przedstawienia drogi do zniesienia cenzury. Gwarantem porozumienia miała być wspólna Komisja Mieszana. Powstała już 2 września i formalnie istniała do grudnia. Ale jej czas skończył się znacznie wcześniej.

Strategia demoralizowania

Komisja jak w soczewce skupiała problemy, z jakimi po podpisaniu porozumienia borykały się obie strony. Z jednej strony zasiadły w niej stare wygi z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, jak wspomniany Barcikowski czy czołowi funkcjonariusze partii w regionie: Janusz Brych i Tadeusz Waluszkiewicz, z drugiej doświadczeni stoczniowcy, lecz nie politycy: Marian Juszczuk, Jarosław Mroczek, Aleksander Krystosiak, Mieczysław Soszyński i Andrzej Zieliński. Przewodniczącym został Barcikowski, wiceprzewodniczącymi Mroczek i Brych. Obie strony miały nad sobą „czapę"; dla jednej było to Biuro Polityczne Komitetu Centralnego PZPR, dla drugiej szczecińskie prezydium Międzyzakładowej Komisji Robotniczej (MKR). To ostatnie ciało było kontynuacją Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i zalążkiem nowego związku do momentu pierwszych, regionalnych wyborów. Na jego czele stał Marian Jurczyk.

W Komisji Mieszanej zderzały się ze sobą różne koncepcje ułożenia wzajemnych relacji i taktyki prowadzonych rozmów. Według historyka Łukasza Kamińskiego partia rozpatrywała w tym czasie pięć wariantów podejścia do tworzących się komitetów założycielskich nowych związków:

1) włączenie ich w dotychczasowy system ruchu zawodowego (Centralna Rada Związków Zawodowych);

2) skorumpowanie niedoświadczonych liderów Solidarności;

3) przejęcie kontroli nad władzami związku za pomocą nacisku politycznego lub działań operacyjnych Służby Bezpieczeństwa;

4) rozbicie dotychczasowej struktury związku i stworzenie Socjalistycznej Solidarności (stało się to później, w stanie wojennym, celem operacji SB pod kryptonimem „Renesans");

5) autentyczne wpisanie Solidarności w PRL-owskie realia.

W rzeczywistości władze realizowały jednocześnie kilka scenariuszy. W tle trwały przygotowania do rozwiązania siłowego, najpierw na terenie samego Wybrzeża, potem już całej Polski. Równolegle trwały rozmowy, jak ma wyglądać nowy związek i jaki ma mieć zasięg.

Po podpisaniu Porozumień Sierpniowych entuzjazm dla tworzenia nowych, niezależnych związków był ogromny, ludzie gremialnie się do nich zapisywali, przybywało postulatów i spraw do załatwienia. Równocześnie na szczytach władzy trwała rozgrywka polityczna, w wyniku której przywódcę PZPR Edwarda Gierka zastąpił Stanisław Kania, a premierem został Edward Babiuch. W takiej atmosferze odbyło się pierwsze posiedzenie komisji 10 września 1980 r. Barcikowski wspominał: „Było nadspodziewanie udane. W rzeczowej atmosferze omówiliśmy wszystkie aktualne sprawy i nie było ani jednego problemu w dyskusji, który byłby stawiany czy rozpatrywany w sposób jątrzący. Z obu stron było podejście pragmatyczne i poszukiwano sposobów, jak coś zrobić, a nie w duchu – jak coś rozwalić". Podobnie oceniał to Marian Juszczuk. To jednak, co członkowie komisji uważali za swój sukces, ich „czapy" zaczęły z czasem poczytywać za porażkę.

Politolog Zdzisław Matusewicz pisał po latach: „Na Pomorzu Zachodnim władze partyjne kontynuowały we wrześniu izolowanie procesu powstawania NSZZ od ośrodka gdańskiego. Różnice te były najbardziej widoczne w sposobie funkcjonowania Komisji Mieszanej, a także we względnie dobrej współpracy przy realizowaniu na terenie woj[ewództwa] zobowiązań przyjętych w Porozumieniu Szczecińskim". I dalej: „Ustalony tryb prac powodował, że organ ten [...] odsuwał nowy ruch zawodowy od bieżącej kontroli i przekazywał inicjatywę w nadzorowaniu sytuacji posierpniowej przedstawicielom władzy. Po raz pierwszy od wybuchu strajków partii udało się zinstytucjonalizować swój nadzór nad większością elementów struktury społecznej i ekonomicznej regionu".

Jarosław Mroczek oceniał, że Barcikowski przyjeżdżał na rozmowy przygotowany, lecz same spotkania stoczniowiec uznawał za puste, sztampowe. Znacznie ważniejsze były mniej oficjalne kontakty członków komisji, które po pewnym czasie spowodowały, że wobec członków tego gremium ze strony solidarnościowej narastała atmosfera nieufności, potęgowana rozgrywającą się wewnątrz Międzyzakładowej Komisji Robotniczej w Szczecinie walką o wpływy i pozycję.

Pod znakiem zapytania sens istnienia Komisji Mieszanej postawiło utworzenie 17 września Krajowej Komisji Porozumiewawczej, kolegialnego organu kierującego Solidarnością (co w praktyce oznaczało utworzenie związku), i silny opór wobec stylu pracy członków szczecińskiej komisji: częste podróże do Warszawy, gdzie uczestniczyli w bankietach, np. u bliskiego kręgom rządowym publicysty Daniela Passenta, oraz liczne spotkania z przedstawicielami władz. Takie postępowanie mieściło się w kanonie strategii części obozu władzy wobec ruchu solidarnościowego, którego celem było rozbijanie jego jedności. Andrzej Żabiński, członek Komisji Mieszanej, później I sekretarz KW PZPR w Katowicach, tak o tym mówił na jednej z narad z aktywem MO i SB: „Trzeba ich uwikłać w tysiące spraw, ja im współczuję, bo to są kochane, niekiedy młode chłopaki, a wdali się w tę wielką politykę, no ale nie ma innego wyjścia. Muszą wiedzieć, co to smak władzy. Należy im wszędzie udostępniać lokale. Najbardziej luksusowo urządzać jak tylko można. Ja to już ciągle mówię, ale jeszcze raz powtórzę w tym gronie: nie znam człowieka, którego by władza nie zdemoralizowała, to tylko kwestia jak szybko i w jakim stopniu. To się już u nich obserwuje, łatwy dostęp do pieniędzy, taksówkami do Gdańska, telefony, kontakt z sekretarzem KW, z wicepremierem, jeżdżą i po prostu zaczynają szastać pieniędzmi, [...] a więc jest to kierunek słuszny".

Krzysztof Jagielski, członek MKR z ramienia Polskiej Żeglugi Morskiej, pisał: „Komisja Mieszana odgrywała rolę żebraka, wyciągającego rękę do przeciwnika, który mógł sobie pozwolić na drobne datki, na nic nie znaczące gesty". Według niego służyła ona władzy wyłącznie do celów propagandowych, o czym świadczyły komunikaty redagowane językiem partyjnym, które sprawiały wrażenie, że „MKR współdziała z partią i podziela jej poglądy".

Sprawy dawno rozwiązane

Dokumentacja z posiedzeń komisji, a także wspomnienia jej członków nie do końca potwierdzają tezę o zbytniej uległości związkowców. Toczyły się żmudne negocjacje ze stroną rządową, która jednak uciekała się do taktycznych wybiegów – w trudniejszych sprawach grała na czas, a szybko realizowała tylko mało znaczące wnioski. Do tego swoje obietnice czasem nagle wycofywała, innych nie spełniała lub odkładała ich realizację na później.

Mimo wszystko sprawy załatwione w Szczecinie znacznie wyprzedzały to, co Krajowa Komisja Porozumiewawcza ustalała z rządem. W Gdańsku, gdzie mieściła się centrala powstającego związku, źle to odbierano, stąd żądania zakończenia prac Komisji Mieszanej, które formułował Lech Wałęsa. Szczecińska komisja ustaliła m.in. warunki utworzenia legalnej prasy związkowej oraz rozwiązywała liczne problemy Szczecina i całego województwa, interweniując w sytuacjach kryzysowych i wcielając się w rolę skutecznego mediatora.

Z kolei podejmowane przez Gdańsk decyzje dotyczące strajków, np. tego z 3 października przeciwko opieszałości w realizacji postulatów sierpniowych, były dla członków Komisji Mieszanej niezrozumiałe, gdyż sprawy, o które centrala chciała się upomnieć, w Szczecinie były albo już rozwiązane, albo na dobrej drodze do załatwienia. Marian Juszczuk opowiadał: „Niejednokrotnie była np. decyzja o strajkach ostrzegawczych, a my nie mieliśmy podstaw do wprowadzenia tego strajku, ponieważ te sprawy, o które toczył się strajk mieliśmy już dawno załatwione. [...]. Mówiłem wtedy – weźcie przykład z naszej Komisji Mieszanej i załatwcie sobie pewne sprawy".

Jednocześnie partia zmieniała co rusz swoje podejście do tego gremium oraz samego związku. 17 września władze nakreśliły nowy sposób działania, zakładający m.in. „silniejsze demaskowanie przeciwnika politycznego". 26 września na posiedzeniu prezydium Komisji Mieszanej Janusz Brych określił złożony w sądzie projekt statutu NSZZ Solidarność jako „dokument opozycyjnej partii politycznej".

Nic zatem dziwnego, że w takiej atmosferze narastał konflikt w łonie samego związku w Szczecinie, a było to w momencie bardzo dynamicznie zmieniającej się sytuacji politycznej.

7 października Barcikowski odszedł z rządu (został członkiem Rady Państwa). W Komisji Mieszanej zastąpił go wicepremier Stanisław Mach. Zmiana nastąpiła także na newralgicznym stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Stanisława Kowalczyka zastąpił gen. Mirosław Milewski, nieprzejednany wróg Solidarności. Następowało widoczne wzmocnienie osób opowiadających się za rozprawą z nowym związkiem.

Oskarżeni o współpracę

10 października doszło do spotkania I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani z prezydium Międzyzakładowej Komisji Robotniczej wyproszone przez Jarosława Mroczka. Komisji Mieszanej dobrą ocenę wystawili zarówno Kania, jak i przewodniczący MKR Marian Jurczyk. Wrogom działalności Komisji Mieszanej, których w MKR nie brakowało (byli to np. Stanisław Wądołowski czy Krzysztof Jagielski), takie stanowisko Jurczyka musiało doskwierać, stąd coraz bardziej starano się dyskredytować działalność jej samej i poszczególnych jej członków. Otwarty konflikt był bliski, potrzeba było pretekstu.

15 października odbyło się kolejne posiedzenie Komisji Mieszanej, na którym ustalono „Wytyczne do dalszej współpracy". W jego trakcie związkowcy oświadczyli, że „członkowie Komisji Mieszanej z ramienia Międzyzakładowej Komisji Robotniczej w Szczecinie ponownie oświadczają, że MKR nie ma nic wspólnego z siłami antysocjalistycznymi w Polsce. Siły te za czyny niezgodne z prawem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej winny być pociągnięte do odpowiedzialności sądowej".

Dwa dni później, na kolejnym posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR, gen. Wojciech Jaruzelski, wówczas minister obrony, wzywał do przejęcia inicjatywy, gdyż według niego partia doszła już do ściany: „możemy publicznie pokazać, że uczciwie realizujemy porozumienia, a zajmowane przez nich stanowisko uniemożliwia to, bo tworzą napięcia [...]. Ton propagandy musi obnażać przeciwnika, zwalczać demagogię, anarchię, eksponować działania pozytywne, wszystko, co stabilizuje sytuację, musi być ostrzejszy ton konfrontacji poglądów we wszystkich dziennikach, już od jutra".

18 października upubliczniono oświadczenie Komisji Mieszanej o wspomnianym wyżej potępieniu sił antysocjalistycznych. Tego samego dnia w tygodniku „Polityka" ukazał się wywiad z członkami szczecińskiego MKR (w tym Komisji Mieszanej): Jurczykiem, Mroczkiem, Zielińskim i Leszkiem Dlouchym. Wpływowy dziennikarz „Polityki", późniejszy rzecznik rządu Jerzy Urban komplementował młodych kolegów Jurczyka o – jak napisał – „nastawieniu bardzo liberalnym". Natomiast według Andrzeja Żabińskiego, od miesiąca I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach, a wcześniej zarówno negocjatora porozumień szczecińskich, jak i członka Komisji Mieszanej, wywiad „obnażał ich mierny poziom umysłowy i wątpliwej jakości poglądy". Na marginesie dodajmy, że Żabiński, w przeciwieństwie do Barcikowskiego, nigdy na żadnym posiedzeniu komisji w Szczecinie nie był.

Po ostatecznym zarejestrowaniu NSZZ Solidarność 10 listopada 1980 r. los Komisji Mieszanej był przypieczętowany. Sąd nad nią dokonał się 21 listopada, podczas kolejnego posiedzenia prezydium MKR w Stoczniowym Domu Kultury Korab. Symptomatyczne, że odbyło się ono po triumfalnej wizycie Lecha Wałęsy w Szczecinie i wzmocnieniu pozycji Mariana Jurczyka w strukturach związku. Członkowie KM byli oskarżani o próbę dokonywania rozłamu w Solidarności, bratanie się z przedstawicielami władz, korzystanie z ich pomocy w sprawach prywatnych, nieuzasadnione i zbyt częste loty do Warszawy, udział w bankietach w stolicy itp.

Atakowani członkowie komisji próbowali odpierać zarzuty. Marian Juszczuk po latach wspominał: „My, w Szczecinie, w przeciągu miesiąca potrafiliśmy załatwić szereg spraw ogólnoludzkich i pracowniczych, mieliśmy dużą siłę przebicia. Gdańsk tego nie potrafił dokonać, zaczął negować Komisję Mieszaną i oskarżył nas o współpracę z komunistami. Owszem, to była współpraca z komunistami, ale jakże efektywna dla naszego regionu. Rozmawialiśmy z wieloma sekretarzami PZPR, rozmawialiśmy z Kanią i nigdy nie wróciliśmy do Szczecina »z pustymi rękoma«. To jednak nie zostało docenione".

W tej sytuacji Juszczuk, Mroczek i Zieliński zrezygnowali z członkostwa i w Komisji Mieszanej, i w MKR.

Marian Jurczyk wspominał: „Miałem już dosyć tej sprawy. Powstała już »Solidarność«, Komisja Mieszana przestawała być potrzebna. [...] Znów władze piętrzyły przed nami trudności, mnożyły się poważne problemy, a tu sprawa tej komisji powracała nieustannie. Poświęciliśmy jej całe jedno posiedzenie prezydium MKR i uważałem, że już dosyć. Ale nie! Trzeba było jeszcze raz do niej wrócić! Całe szczęście, że kilka rzeczy ostatecznie przy tej okazji wyjaśniliśmy i można było wreszcie wziąć się do pracy".

Jeden z miejscowych działaczy PZPR poruszył sprawę dymisji w Komisji Mieszanej podczas spotkania w komitecie wojewódzkim. O przyczynach rezygnacji Juszczuka, Mroczka i Zielińskiego mówił: „Motywowali to tym, że »Solidarność« idzie w niewłaściwym kierunku, łamie demokrację, nie interesuje się produkcją itp. Jeżeliby tak można było stwierdzić – to lepsi odchodzą z tego ruchu".

Oficjalnie Komisja Mieszana rozwiązana została 3 grudnia 1980 r. zarządzeniem prezesa Rady Ministrów nr 51. Informacja była krótka i mówiła o wykonaniu zadań, złożeniu stosownego sprawozdania oraz zarejestrowaniu NSZZ Solidarność, co wyczerpało możliwości działania tego gremium.

O komisji do tej pory napisano niewiele. Wiedza o jej działalności i efektach prac jest mała. Co więcej, nie wspomina się, że podobne gremia działały w Gdańsku, na Górnym Śląsku czy w Jeleniej Górze. Być może przyczyną jest to, że działania komisji, a szczególnie jej członków z ramienia MKR, nie pasują do wizji niezależnego związku od początku walczącego o zmianę ustroju. Ten mit nie miał nic wspólnego z rzeczywistością ©?

Dr Sebastian Ligarski jest pracownikiem naukowym Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL