Alfonso Cuarón: Nie jestem rywalem Pawła Pawlikowskiego

Alfonso Cuarón na planie „Romy” (Złoty Lew na ostatnim festiwalu w Wenecji). Film będzie można oglądać w kinach i na Netfliksie od 14 grudnia
Rzeczpospolita, Carlos Somonte
Przez długi czas wierzyłem w ideę dobrze pojmowanego kosmopolityzmu. Bo jest coś fantastycznego w poczuciu, że jest się obywatelem świata. Potem zrozumiałem, że świat światem, ale człowiek musi być zakorzeniony w jakiejś kulturze - mówi Alfonso Cuarón.

Plus Minus: Po 17 latach od momentu, gdy w Meksyku zrealizował pan „I twoją matkę też", po kilku filmach amerykańskich, po siedmiu Oscarach dla „Grawitacji", wrócił pan do swojego kraju, by tam nakręcić „Romę". Stęsknił się pan za ojczyzną?

Mieszkając w Stanach, bywałem w Meksyku po trzy, cztery razy w roku. Ale czułem niemal fizyczną potrzebę powrotu tam na dłużej, zrobienia filmu po hiszpańsku, przypomnienia sobie, kim jestem.

Andrzej Wajda mawiał, że nie może pracować w obcym kraju, gdzie na planie każdy oświetlacz czy wózkarz zna lepiej niż on smaki, kolory i zapachy rzeczywistości wokół. Ale pan przecież znakomicie odnalazł się w kinie amerykańskim.

Wajda zrobił we Francji „Dantona", w którym znalazło się kilka wyśmienitych scen, ale to prawda, on chyba nie mógł żyć i pracować z dala od Polski. Ze mną było inaczej. Przez długi czas wierzyłem w ideę dobrze pojmowanego kosmopolityzmu. Bo jest coś fantastycznego w poczuciu, że jest się obywa...

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL