Piotr Zaremba: „Kler”. Nieuczciwe chwyty Wojciecha Smarzowskiego

Reporter
Film „Kler" stał się okazją do politycznego plebiscytu. Gdy Polacy masowo z ciekawości idą do kin, liderzy katolickiej opinii powinni nauczyć się z nimi rozmawiać.

"Kler" Wojciecha Smarzowskiego oglądałem dwa razy. Na festiwalu w Gdyni wywoływał u profesjonalnej filmowej publiki potrzebę kwitowania rechotem każdego wulgaryzmu. W sali multipleksu na Pradze-Południe publiczność siedziała przeważnie cicho. Kilka stłumionych wybuchów śmiechu, parę szmerków, to wszystko.

Zwolennicy filmu mają prawo powoływać się na już prawie 3 miliony widzów. Z pewnością uderzył on w czułą strunę w sercu Polaków, aktualność to jego najmocniejsza strona. Niemniej nadal nie wiem, co kryje się w tej ciszy. Zgroza z powodu tego, co widać na ekranie? Poczucie zaspokojonej ciekawości? Szukanie, na ile to, co się widziało, pokrywa się z własnym doświadczeniem? A może wątpliwości, czy pokazano prawdę czy zbitkę banalnych stereotypów, obecnych od lat w tygodniku „Nie", a w złagodzonej nieco formie w „Newsweeku" czy „Gazecie Wyborczej"?

Krytycy filmu pocieszają się z kolei, że liczba praktykujących katolików jest dużo większ...

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL