Plus Minus

Arnold Masin: Kaczyński płaci, Rydzyk mówi, na kogo głosować

Rzeczpospolita, Piotr Hawałej
Zbieram ludzi. Trzeba dać jasny sygnał Schetynie, że jedyną drogą do wygranej z populistami jest przejęcie zdrowego i patriotycznego elektoratu - mówi Arnold Masin, były wiceminister sportu, były prezes Ligi Polskich Rodzin,w 2014 r. kandydat PO na radnego.

Plus Minus: Jest pan dalej narodowcem?

Kto w młodości nie był skinem, ten na starość będzie...

Zaczynał pan w Narodowym Odrodzeniu Polski.

Pijaństwo, syf i nie ma sensu do tego wracać.

Jest sens. Jak pan tam trafił?

Przez stadion. Miałem 17 lat i mieszkałem w Bełchatowie. To był straszny czas. Nie wiedziałem, co zrobić ze swoim życiem. Szczerze mówiąc, to nie pamiętam, żeby wtedy była jakaś alternatywa.

Miał pan narodowe tradycje w domu czy wszedł pan z ulicy?

Z ulicy. Byłem zafascynowany Szczerbcem jako symbolem polskiej potęgi. Możliwość odczuwania dumy z bycia Polakiem w większej grupie to było coś, czego potrzebowałem. Wtedy nie było mody na patriotyzm i to mnie strasznie bolało. Nie było nigdzie flag czy orła. Wszędzie mieliśmy szarzyznę patriotyczną, a ja czułem się dumnym Polakiem.

Brał pan udział w ustawkach?

Już nie pamiętam.

Proszę sobie przypomnieć.

Dogadywaliśmy się przez telefon. Określaliśmy miejsce, po ile osób i był ogień. Nikt nie wyszedł z obrażeniami większymi, niż można by się tego spodziewać. To nie było nic spektakularnego. Nasze spotkania w ramach NOP to też nie było nic wielkiego. Chlaliśmy w parku i rzucaliśmy butelkami w jakiś żydowski pomnik. Ludzie myśleli, że jesteśmy groźni, a to wszystko, co mogliśmy wtedy zrobić.

Jeszcze pewnie zamawialiście piwa, hajlując?

Nie byłem na takich spotkaniach, ale wiem, że zdarzały się takie incydenty.

Incydenty? Niech pan wytłumaczy, jak to jest możliwe, że ludzie, którzy mówią tyle o dumie z Polski, hajlują, bo to jest dla mnie niepojęte.

Jeden ze stand-uperów opowiadał, że spotkał się z czymś takim i zapytał gościa, czemu tak robi. Ten mu odpowiedział, że dla beki. To głupia odpowiedź, ale nie wiem, czy jest inna, bardziej trafna.

Jeśli byliście bojowymi patriotami, to ktoś hajlujący powinien dostać za coś takiego w twarz.

Jeżeli chcesz być jeszcze bardziej narodowy, to wyciągasz łapę do przodu. Głupie, ale takie rzeczy się zdarzały.

Potem w pana w życiu pojawia się Młodzież Wszechpolska.

Jakoś z telewizji do mnie dotarło, że jest taka poważna organizacja narodowa, gdzie fleka zamienia się na garnitur i ludzie rozmawiają w cywilizowany sposób. Wtedy poznałem Pardę, Wierzejskiego, Pawłowskiego i Bosaka. Pierwsze spotkania z Romanem Giertychem to był prawdziwy intelektualny kop. To jest facet, który mnie wyprostował. Czasem myślę, że za późno.

I tak zaczynają się złote lata Młodzieży Wszechpolskiej, a pan wchodzi do Sejmu.

Wywindowała mnie akcja z Partią Demokratyczną. Wtedy pokazały mnie wszystkie telewizje. Frasyniuk, Belka i Mazowiecki zakładali partię, ale zapomnieli zarejestrować jej nazwę. Ja ich uprzedziłem (w 2005 r. – red.). Zostałem prezesem Partii Demokratycznej, która nigdy nie podjęła żadnej działalności.

To był pierwszy poważny trolling.

Myślę, że w ogóle byłem pierwszym poważnym trollem. Nie wysypywałem zboża, ale mój język zaczął łamać zasady. Walnąłem też w Kuronia. Zresztą ze wszystkich przyzwoitych ludzi robiłem kanalie, bo byłem młody i łyknąłem wielką ściemę na temat zdrady przy Okrągłym Stole. Potem ściemę, że spisek obalił Olszewskiego. Co to był za premier, co nie potrafił zbudować większości dla swojego rządu? Dziś te bujdy kupują miliony Polaków, a w trollowaniu spadłem poza pierwszą setkę. Gdzie mi tam do Pawłowicz czy Tarczyńskiego.

Żądał pan, żeby Jackowi Kuroniowi odebrać Orła Białego.

To była najbardziej podła rzecz, w jakiej brałem udział. Ja się z nim politycznie nie zgadzam, bo on był socjalistą, ale dostawał w głowę od SB, żebym mógł go potem oczerniać. Jeszcze była akcja z Wałęsą. Obrażaliśmy go. Dziś wiem, że to jeden z największych żyjących ludzi. Jego śmierć będzie wydarzeniem ogólnoświatowym. Jest mi bardzo źle, bo kiedyś pod wpływem głosu frustratów atakowałem tego zacnego człowieka. Zresztą szybko zacząłem mieć z tego powodu kaca.

Tak dużego, że jako poseł Ligi Polskich Rodzin wszedł pan do Sejmu.

Weszliśmy. W ogóle to dzięki mnie polska polityka była wolna od Macierewicza.

W jaki sposób?

On był wtedy w LPR, a ja odpowiadałem za rejestrowanie list. Biorące były jedynki. Uważałem go za dziwaka i zrzuciłem w ostatniej chwili, by nikt nie mógł tego odkręcić. Do dziś kilka osób mnie za to nienawidzi.

Ale pan trafił do Sejmu.

Moje pierwsze wrażenie: po co tam jest tylu posłów? Wystarczyłaby setka. Reszta to zwykli bankieciarze, którzy najlepiej czują się, jak piją z sołtysem i komendantem policji. Nikt się nie liczy z ich głosem. Najzabawniejsze było to, że Jarosław Kaczyński zabronił posłom PiS grać z innymi w piłkę. W czwartek spotykaliśmy się, żeby na luzie pograć i pogadać. Tusk i Kosecki wtedy to organizowali. Ci z PiS nie mogli. Tak mi coś wtedy zaświtało, że z nimi coś nie gra.

Tak na nich pan narzeka, ale weszliście w koalicję.

Giertych nie chciał koalicji z Kaczyńskim, ale był zakładnikiem swojego elektoratu.

A pan w ramach tego przymusu został wiceministrem sportu. Znał się pan na sporcie, bo przecież wcześniej był pan kibolem.

Pan jest z Włocławka, gdzie nie macie klubu piłkarskiego, to nie wie pan, co to znaczy kibicować drużynie.

Jakoś sobie z tym radzę. A jak pan sobie radził w Ministerstwie Sportu?

Wszedłem do resortu, ale wiedziałem, że atmosfera wokół ministra Lipca jest gęsta. On chodził i opowiadał, że jest człowiekiem Ziobry i nic mu się nie stanie. Twierdził, że jest nietykalny.

Ale nie był.

Przejeżdżam do ministerstwa, a tu na dziedzińcu stoi wielki gość z kamerą. Ktoś go zapytał: z jakiej pan jest telewizji? On takim niskim głosem odpowiedział: ja nie jestem z telewizji. W tym momencie krzyk, a minister Lipiec wychodzi w kajdankach. Facet był tym nagrywającym z CBA.

Lipiec do więzienia, a ministrem zostaje Elżbieta Jakubiak.

Mam nowego przełożonego, to idę się przywitać, ale dwie panie blokują mi drzwi. Powiedziały mi, że zadzwonią, więc wróciłem do gabinetu. Nie zadzwoniły, a ja zastanawiam się, jak podzielić zadania. Patrzę przez okno, a tam pani minister stoi na balkonie i robi samolociki z papieru. Jak zacząłem do niej machać przez okno, to uciekła. I tak do czasu odwołania prosiłem o możliwość kontaktu. Wtedy sytuacja między Kaczyńskim a Giertychem była ostra, a oni dostali zakaz rozmów z nami. PiS szykował aferę gruntową na Leppera. Uważam, że to była wielka podłość, bo to był uczciwy człowiek.

W 2007 r. koalicja się rozpadła.

Poszedłem pracować do telewizji. Byłem doradcą prezesa Farfała. Pracowałem od rana do wieczora i próbowałem zbyć nieruchomości TVP, które przynosiły same straty. Mieliśmy np. świetną działkę na obwodnicy Trójmiasta, po którą ustawiały się dziesiątki firm. Żeby ją sprzedać, potrzebna była zgoda trzech ciał i nie sposób było to zorganizować.

Media publiczne były wtedy ostatnim przyczółkiem Ligi Polskich Rodzin. Tam się też zaczęły rodzić pierwsze porozumienia między wami a Platformą Obywatelską.

My już w Sejmie zauważyliśmy, że jak się dogadywało na coś z Platformą, to tak było. Jak dogadywaliśmy się na coś z PiS-em, to nigdy nie było wiadomo, jak to się skończy. Ci wszyscy ludzie powtarzali tylko to, na co pozwolił im Jarosław Kaczyński. W telewizji publicznej było tak, że Farfał nie wprowadził sterowania ręcznego. Był pluralizm, na który godziły się: Platforma, Samoobrona, PSL i LPR. PiS już wtedy robił przymiarki pod to, co robi tam dziś Kurski. Czasami to oglądam, ale generalnie to zdrowia mi szkoda.

Mamy przedterminowe wybory, a Liga Polskich Rodzin wypada z Sejmu.

Coś się kończyło. W studiu radiowym spotkałem Antoniego Macierewicza, którego wcześniej wyrzuciłem z listy LPR. On tak się patrzy na mnie i z tym swoim uśmiechem pyta: jak ty masz na nazwisko? Masin. Odpowiada sobie i pyta dalej: a jak ty masz na imię? Arnold. Piękne polskie imię i nazwisko. I co – mówi – dwa lata szybko minęły.

Nie weszliście.

Wiedziałem, że tak będzie, odkąd ojciec Rydzyk pokochał Kaczyńskiego. Wtedy nasi ludzie, tacy jak Sobecka, zaczęli wariować.

Jeszcze rok wcześniej bili się ze sobą. Kaczyński mówił przecież, że Radio Maryja jest zagrożeniem dla Polski. Liga Polskich Rodzin miała wtedy mnóstwo katolickich akcji, ale to nie było ważne. Bujaliśmy się z Radiem Maryja i nie ma co się tego dziś wypierać. Po prostu nie mieliśmy takich funduszy, by zaspokoić chore żądze Rydzyka. Myślę, że oni się nawet nie lubią, ale Jarosław płaci, a Tadeusz mówi, na kogo głosować.

Wracamy do pana życia i polityki, która się kończy i pojawia się...

Nowotwór. Były jakieś uroczystości w Bełchatowie. Podszedł do mnie prezydent i mówi: coś ci się z głową stało. Rzeczywiście. Wszystko jakby na twarzy mi się przesunęło. Miałem coś pod szczęką, ale w gabinecie dentystycznym powiedziano mi, że to nie jest problem stomatologiczny. Okazało się, że mam nowotwór. Rok wcześniej mój ojciec odszedł po walce z rakiem. Powiedziałem lekarzowi, który mnie operował, że ma mi powiedzieć tak, jak jest, a on poprosił mnie, bym pozałatwiał wszystkie sprawy administracyjne. Poszedłem do rodziny, powiedziałem, co komu zostawiam i przestałem robić głupie rzeczy. Operacja się udała. Lekarz mi powiedział trochę jak w dowcipie: trzeba wyruszyć w Bieszczady. Odpocząć. Stwierdziłem, że mam gospodarstwo rolne i wyruszyłem na wieś. Nie byłem nigdy rolnikiem, więc wymyśliłem sobie, że będę hodował afrykańskie ślimaki. Nie jestem lekarzem, ale wiem, czym spowodowana była ta choroba.

Czym?

Niewłaściwym sposobem życia. Jadłem bardzo źle, nie spałem po kilka dni. To się musiało przykro skończyć, tylko nie sądziłem, że to będzie dla mnie aż tak straszne.

Jak można nie spać kilka dni? Czyżby...

Na Wiejskiej towar jest najlepszy. I więcej o tym ani słowa. Mimo że mam to tak bardzo daleko za sobą, to żal każdego „fałszywego" dnia.

Chociaż powiem panu, że trzeba przyjść w środę lub czwartek wieczorem do hotelu sejmowego. Za moich czasów, stojąc na górnych piętrach, można było, tylko oddychając, ujarać się marihuaną. Kiedyś jakaś młodzieżówka, chyba od SLD, normalnie stała i jarała blanty. Politycy stymulują się w najróżniejszy sposób.

Nie do końca w to wierzę.

To niech pan popatrzy, co wypisują wieczorem na Twitterze. Potem wstają rano i kasują te wpisy. Koks przestaje działać, a zaczynają się wyrzuty sumienia.

Jest pan człowiekiem wierzącym i zadeklarowanym antyklerykałem, prawda?

Tak, podobnie jak papież Franciszek uważam, że klerykalizm to trąd toczący polski Kościół, a narcystyczni biskupi to prawdziwy powód odejścia wielu Polaków od Kościoła katolickiego. W byciu dobrym człowiekiem, dobrym chrześcijaninem są potrzebne tylko i aż dwie rzeczy: miłość do Boga i do bliźniego swego. Reszta to dodatki.

A jak się w tym mieści ta pana nienawiść do PiS-u?

Gdybym kochał Kaczyńskiego, to byłbym katolikiem idealnym, a jestem ułomny. Za wykopanie rowu nienawiści między Polakami nie jestem w stanie nawet na niego patrzeć, i w moim przekonaniu, im prędzej odejdzie z polityki, tym lepiej dla niego.

A chce pan wybaczyć?

Nie chcę. Bo on to robi cynicznie. Bawi się Polakami i Kościołem. I ci wszyscy ludzie, którzy go otaczają... Ostatnio rozmawiałem z prezesem ogromnej spółki Skarbu Państwa i zobaczyłem osobę zafascynowaną Kaczyńskim. Od tego była oddzielona całkowicie część merytoryczna. Dorosły facet, który jest zakochany i zafascynowany innym facetem.

I jeszcze polityka, bo była próba powrotu do niej.

W partii Polska Jest Najważniejsza. Paweł Kowal mnie przekonywał, a ja uważam, że to jeden z najmądrzejszych i najsympatyczniejszych ludzi w polityce. Rozmowa z nim to uczta intelektualna. Kilka razy jechałem specjalnie do Warszawy, by móc przez chwilę z nim porozmawiać. Jest świetny, dlatego nie ma miejsca dla niego w polityce. PJN to była chwilówka, choć wszyscy byliśmy pozytywnie nakręceni.

Od NOP przez LPR do PJN i Platformy, bo z niej startował pan w 2014 r. do rady powiatu. Naprawdę niezły przekrój.

Zawsze prawicowe partie. Robiłem głupie rzeczy, by stwierdzić, że nie tędy droga. Mamy całą bandę buraków, którzy krzyczą to, co jest aktualnie na topie: Aleksander Kwaśniewski czy Unia Europejska. Teraz ci ludzie nałożyli koszulki z napisem: „Pamiętamy". Szkoda, że nie „rozumiemy". Jak gość w wieku 50 lat dostaje narodowego powera, to coś z nim nie gra. A teraz mamy: im większy brzuch, tym większa kotwica. Ja mam takie rzeczy za sobą. Uważam, że najważniejsza jest rodzina i wolność jednostki. Jestem mocnym patriotą, ale uważam, że nie można się zamykać na inne nacje. U nas się przyjęło, że narodowiec to gość z kijem, który chce kogoś pobić. Popatrz na holenderskich nacjonalistów. Cały przekrój świata siedzi w Amsterdamie i jara blanty, a nacjonaliści czuwają.

Planuje pan powrót do polityki?

Zbieram ludzi do zbudowania organizacji patriotycznej i myślę, że ruszymy mocno na wiosnę. Trzeba dać jasny sygnał Schetynie, że jedyną drogą do wygranej z populistami jest przejęcie zdrowego i patriotycznego elektoratu. Są ludzie, którzy czują, że to było zaniedbywane, ludzie, którzy chcą założyć koszulkę patriotyczną, ale dziś oznacza to identyfikację z PiS-em, a to dla nich obciach. Dzisiejsza opozycja musi się zdecydować na mocny, młody patriotyczny dopalacz.

Mówi pan podobnie do Giertycha. Zgadzacie się z dawnym szefem.

Nawet nie wiedziałem, że tak mówi. Wszystko się pozmieniało. Dziś narodowcy są po stronie tych, którzy łamią konstytucję, a ja jestem dokładnie po przeciwnej stronie. Jestem patriotą, oglądam TVN24 i Polsat News. Nie klękam przed biskupem, ale jestem dumnym Polakiem, który chodzi na marsze KOD-u i chce silnej, nowoczesnej, europejskiej Polski. O takiej Polsce marzył cały panteon wielkich Polaków od Mieszka I do Jana Pawła II.

— rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News)

Arnold Masin – ur. 1977, w przeszłości działacz Narodowego Odrodzenia Polski, Młodzieży Wszechpolskiej, od 2005 do 2007 r. poseł, w 2007 r. wiceminister sportu i turystyki, w 2009 r. prezes Ligi Polskich Rodzin, w 2014 r. bezskutecznie kandydował z listy Platformy Obywatelskiej na radnego powiatu bełchatowskiego

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL