Plus Minus

Poselskie historie miłosne czyli feromony kipią w Sejmie

Uczucie Ryszarda Petru do partyjnej koleżanki Joanny Schmidt było tak silne, że ówczesny lider Nowoczesnej postanowił rozwieść się z żoną
EAST
Życie towarzyskie i uczuciowe posłów i posłanek pokazuje, że barwy partyjne nie mają znaczenia, gdy prawdziwe uczucie puka do drzwi. Czy w parlamencie jest coś, co powoduje szybsze bicie serc, powłóczyste spojrzenia i motyle w brzuchu?

Posłowie PO Kinga Gajewska i Arkadiusz Myrcha są już po ślubie. Jak poinformował „Super Express", wzięli go w kameralnych okolicznościach. Nie powinno to dziwić, wszak wcześniejsze małżeństwo Gajewskiej, zawarte z dużym rozmachem w kościele przyozdobionym unijnymi flagami, skończyło się szybkim rozwodem.

O swoim nowym związku posłanka mówi niechętnie. – Nie komentuję prywatnego życia – powiedziała nam, gdy jeszcze przed ślubem zadzwoniliśmy do niej z informacją, że przygotowujemy materiał o sejmowych romansach. – A rozmawialiście już z Kingą na ten temat? – zagadnął Myrcha, który oddzwonił chwilę później. – Nic nie mówiła? No właśnie. Bo my w tematy prywatne staramy się nie angażować nikogo spoza grona najbliższych przyjaciół i oczywiście rodziny.

Niewiele więcej świeżo upieczeni małżonkowie mówią też o tym, kiedy nadszedł ten dzień, gdy siedząc w sejmowych ławach, spojrzeli na siebie inaczej. Od stycznia 2017 r. nagrywali cykl filmów na YouTubie „Z parą o polityce". Czy tytuł był formą ujawnienia się, okiem puszczonym do partyjnych kolegów i wyborców? Zapewniają, że nie. – Słowo para to synonim energii i nic poza tym. Podkreślaliśmy to w każdym filmie – zauważa Kinga Gajewska.

Jednak czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Czy w tej historii najpiękniejsze nie jest to, że w sejmowych murach potrafi rozkwitnąć miłość? W ogóle można odnieść wrażenie, że w tej kadencji Amor wypuszcza strzały głównie w ławy opozycji. Trwałą relację tworzą przecież też Joanna Schmidt i Ryszard Petru, dawni liderzy Nowoczesnej, którzy zasiadają dziś w Kole Poselskim Liberalno-Społeczni.

Romans wyszedł na jaw za sprawą słynnego sylwestrowego lotu na Maderę w samym środku okupacji sali obrad przez opozycję. Jednak posłowie wspólnie podróżowali dużo wcześniej, byli m.in. w Londynie i Brukseli, a razem mieszkają prawdopodobnie od października 2016 r. Po wyjściu romansu na jaw Petru postanowił rozwieść się z żoną. Schmidt z mężem rozeszła się już we wrześniu 2016 r.

Kaczyński świadkiem

Biorąc pod uwagę liczbę powstałych przy Wiejskiej trwałych związków, obecną kadencję należy uznać za wyjątkową. Dotąd takie sytuacje zdarzały się bowiem sporadycznie. Zanim „tak" powiedzieli sobie Gajewska z Myrchą, sejmowy ślub był tylko jeden, i to 16 lat temu.

Posłowie PiS Elżbieta Więcławska i Jacek Sauk pobrali się wówczas w Urzędzie Stanu Cywilnego w Łodzi. Gdy się poznali, ona była panną, a on wdowcem z trójką dzieci. Mówili potem, że w rozkwicie ich relacji pomagała kameralna atmosfera w klubie PiS, który liczył ok. 40 posłów. – Szybko okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań. Zacząłem dochodzić do wniosku, że to coś poważniejszego niż tylko zwykła znajomość. To był piękny okres, moja druga młodość – wspominał po latach Jacek Sauk.

Jego świadkiem na ślubie był Jarosław Kaczyński, a na uroczystości pojawiła się też delegacja posłów PiS z Markiem Suskim na czele, którego szeroki uśmiech można było podziwiać na prasowych fotografiach. Jeszcze przed uroczystością ówczesny marszałek Marek Borowski zrobił ukłon w stronę nowożeńców. Zadzwonił do Sauka, oferując większy pokój w hotelu sejmowym.

Inną trwałą relację stworzyli w 2008 r. posłowie SLD Anita Błochowiak i Wojciech Pomajda. Dla posłanki, która zaszła wówczas w ciąże, polityk zostawił żonę i dwójkę dzieci. Sprawa wyszła na jaw, gdy jednemu z tabloidów udało się sfotografować czułego SMS-a wysłanego przez posłankę: „Będziesz miał kochanie nieobecność".

Dochodzą do tego związki zawarte dzięki polityce, choć nie do końca sejmowej. Za przykład niech posłuży Michał Kamiński, były polityk ZChN, PiS i PO, dziś związany z Unią Europejskich Demokratów. Swoją obecną żonę Annę poznał, gdy była asystentką Jerzego Buzka. Dał się jej oczarować w loży skoczni w Lahti, do której ówczesny premier zaprosił Kamińskiego, by wspólnie kibicować Adamowi Małyszowi. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Swojej wybrance polityk oświadczył się już po ośmiu dniach.

I to by było tyle. Po upadku komunizmu przez Wiejską przewinęły się tysiące posłanek i posłów. Małżeństw bądź trwałych związków wynikło z tego niewiele.

Westchnienia w ukryciu

Obecną kadencję należy więc uznać za wyjątkowo kochliwą, szczególnie że odruchy serca lubią pozostawać w ukryciu. W końcu to, co znane publicznie, nie wyczerpuje listy sejmowych romansów.

W tej kadencji, podobnie jak w pozostałych, dużo plotkuje się o związku jednego z czołowych polityków PiS, kojarzonych z frakcją „zakonu PC", z młodszą o dziesięć lat posłanką. Na językach był też rzekomy romans pewnego lidera „totalnej" opozycji z jedną z najatrakcyjniejszych sejmowych dziennikarek.

Ile w tym prawdy, trudno zweryfikować, ale najpewniejszy wydaje się romans polityka PiS sprawującego ważną funkcję w parlamencie z własną asystentką. Te plotki uprawdopodobnia długa lista ich wspólnych zagranicznych podróży.

Jeden z takich romansów miał pozostać w ukryciu, ale wyszedł na jaw w maju za sprawą publikacji „Faktu". Gazeta opublikowała SMS-y, które Stanisław Pięta z PiS, uchodzący dotąd za jednego z najbardziej zatwardziałych sejmowych konserwatystów, wysyłał Izabeli Pek, modelce znanej z pozowania do nie tylko pruderyjnych fotografii.

Poznał ją podczas obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej, a z relacji modelki wynika, że „od pierwszego dnia naciskał na seks". Poza tym obiecywał ślub i dzieci. Dziś musi swoją przyszłość przemyśleć na nowo, również polityczną, bo wyleciał z komisji ds. Amber Gold i został zawieszony w prawach członka partii.

Czy w powietrzu, które po objęciu władzy przez PiS zgęstniało od politycznych emocji, jest coś, co powoduje kipienie feromonów? Coś, co sprawia, że serca biją szybciej, intensywniej biegną myśli, a wargi schną, łaknąc pocałunku?

Teoretycznie atmosfera w tej kadencji nie powinna sprzyjać romansom. Marszałek Marek Kuchciński zwołuje posiedzenia rzadziej niż w przeszłości, a z powodu głosowań przedłużających się do późnych godzin nocnych posłowie snują się po Sejmie z podkrążonymi oczami.

– Zła atmosfera dla odruchów serca to tylko pozory – uważa Marek Borowski, były marszałek Sejmu, a dziś senator niezrzeszony. I stawia tezę, którą sam nazywa ryzykowną: – W opozycji gnębionej przez PiS, sekowanej na wszystkie sposoby, pojawia się naturalna potrzeba bliskości; potrzeba kogoś drugiego, kto zrozumie i wesprze w stawianiu oporu.

Katarzyna Piekarska, była wieloletnia posłanka SLD i autorka tekstów o miłości do muzyki barda Leszka Czajkowskiego, twierdzi, że romansom sprzyja nocna pora prac. – Gdy siedzi się obok kogoś do drugiej lub trzeciej w nocy, później trzeba odreagować. Tak się rodzi uczucie, a na miłość nie ma rady – przestrzega była posłanka.

Nasi rozmówcy nie są jednak pewni, czy na pewno w tej kadencji romansów jest więcej niż w przeszłości. – Są jeszcze tematy, które pozostają białymi plamami. Naukowcy mają tu pole do popisu – utrzymuje Borowski.

Bo miłostki sejmowemu życiu towarzyszyły zawsze. Jak to w akademiku.

Wiedza od handlarza

„Akademik" – to określenie powszechnie przyjęte w Sejmie na hotel, w którym mieszkają posłowie. Podobne niewielkie pokoje, pełne zgrzebnych sprzętów, podobne korytarze układające się w labirynty, a przede wszystkim podobna atmosfera, pełna entuzjazmu z powodu wyrwania się spod kurateli rodziny. – Przypomina to trochę teatr wędrowny. Spędziłam w Sejmie cztery kadencje i byłam świadkiem wielu romansów i zauroczeń. Inkubatorem większości z nich był właśnie „akademik" – mówi Katarzyna Piekarska.

Przykłady? Cofnijmy się do Sejmu kontraktowego, czyli X kadencji z lat 1989–1991. Jeden z ówczesnych posłów PSL zaprasza swoją znajomą do hotelu sejmowego. Bezskutecznie proponuje kąpiel i lampkę wina. Jak później opowiadała lokalnym mediom, w pewnym momencie rzucił się na nią „jak wampir". – Wyrwałam się, krzyczałam, chciałam otworzyć drzwi, ale nie mogłam, bo tam są dziwne zamki – relacjonowała. Ostatecznie wyskoczyła z okna, łamiąc obie nogi.

Rok później hotelem sejmowym wstrząsa kolejny skandal. Po Sejmie zaczyna kręcić się rzekoma dziennikarka „Le Figaro" Anastazja Potocka, a w rzeczywistości Marzena Domaros ze wsi Góra pod Starogardem Gdańskim. Wmawia posłom, że właśnie przyjechała do Polski z Francji, gdzie w rzeczywistości była tylko w liceum na dwutygodniowej wymianie młodzieżowej. Jej fikcyjne nazwisko jest traktowane w Sejmie jako rękojmia uczciwości, co wystarcza do owinięcia sobie posłów wokół palca.

O jej istnieniu przypadkowo dowiedział się Jerzy Urban od handlarza sandałami w Sopocie. Sprzedawca spytał redaktora naczelnego „Nie", czy byłby zainteresowany historią jego koleżanki. Urban skontaktował ją z wydawnictwem, które wydało „Pamiętnik Anastazji P. Erotyczne immunitety".

Domaros opisała rzekome przygody seksualne z posłami od lewa do prawa, w tym z Aleksandrem Kwaśniewskim („mocny tylko w gębie"), Leszkiem Millerem („szkoda, że tylko dwa razy") i Stefanem Niesiołowskim („spacery z erotomanem"). Niektórzy sprawy nie komentowali. Zaprzeczali zwłaszcza ci opisani w niepochlebny sposób. Ówczesny wicemarszałek Andrzej Kern, który miał Domaros zgwałcić, zapewniał, że wcale tego nie zrobił, choć „jak każdy mężczyzna nosi przy sobie narzędzie gwałtu".

Przenieśmy się w czasie do przodu o kilka lat. Polską rządzi już AWS, a młodą gwiazdą tego klubu jest Michał Kamiński. W ławach SLD z kolei bryluje równolatka Kamińskiego Sylwia Pusz. W swoim pokoju w hotelu sejmowym urządza imprezy, w których uczestniczy śmietanka tych dwóch – wydawałoby się odmiennych ideowo – klubów. W Sejmie szybko zaczyna się plotkować, że z Kamińskim łączy ją coś więcej niż tylko zamiłowanie do nocnych imprez.

Ten sejmowy romans po dziś dzień uchodzi za jeden z najsłynniejszych, a Michał Kamiński rozmawia na ten temat bardzo niechętnie. Znamienna jest odpowiedź, jakiej udzielił Andrzejowi Morozowskiemu na potrzeby wywiadu rzeki „Koniec PiS-u". Zapytany o Sylwię Pusz szybko zmienił temat, roztkliwiając się nad zaletami swojej żony Anny.

Znów przenieśmy się w czasie, tym razem do 2007 r. Za niekwestionowaną miss Sejmu uchodzi posłanka Samoobrony Sandra Lewandowska. W środku nocy do jej pokoju dobijają się posłowie PO Roman Kosecki i Andrzej Biernat. – Roman się przedstawił i chciał zaprosić mnie na drinka, ale odmówiłam. Musieli wracać z jakiegoś pijaństwa – opowiadała później.

W ramach przeprosin Kosecki wysłał potem posłance kwiaty i bombonierkę, a w tym samym roku Lewandowska staje się bohaterką seksskandalu, choć już poza murami domu poselskiego. Dzięki tabloidom wychodzi na jaw jej wspólna eskapada do Egiptu ze starszym 30 lat partyjnym przełożonym Januszem Maksymiukiem, prywatnie rozwodnikiem i ojcem dwójki dzieci. Na zdjęciach w gazetach widać, jak wiceprzewodniczący Samoobrony smaruje olejkiem posłankę, ubraną jedynie w stringi. – To był wakacyjny wypad ze znajomymi – tłumaczył się potem Maksymiuk.

Podryw w Edynburgu

Wróćmy w mury hotelu sejmowego. Większość romansów, których były one świadkiem, nigdy nie przeniknęła do mediów. Przykłady? Za rządów SLD tajemnicą poliszynela był związek młodej posłanki ze starszym o 11 lat ministrem.

Najbarwniejszy romans, którego sceną był sejmowy hotel, rozegrał się jednak za pierwszych rządów PO. Wówczas piękna pracownica jednego z klubów parlamentarnych wdała się w namiętną relację z równie atrakcyjnym posłem.

Sprawa niemal wyszła na jaw, gdy zdjęcia zrobił im paparazzo. Podobno widać było na nich posła czule gryzącego wybrankę w ucho. W negocjacje z tabloidem zaangażowali się przełożeni kobiety i przyniosły one skutek. Przekonali redakcję, że warto odstąpić od publikacji, bo kobieta jest w trakcie rozwodu.

W tej gorącej relacji kochankowie zresztą częściej przeżywali swoje wzloty i upadki. – Poczuła się bardzo dotknięta, gdy jedna z gazet opublikowała zdjęcia narzeczonej posła. Przekonywał ją bowiem, że jest wolny – opowiada nam jeden z polityków.

Ta historia skończyła się tragicznie. Poseł zginął w katastrofie smoleńskiej. W jego pokoju w hotelu sejmowym zostały rzeczy osobiste kobiety. Udało się jej przekonać funkcjonariuszy ABW do zdjęcia specjalnie założonych na drzwiach plomb, by mogła wejść do środka. W drodze do Warszawy była już bowiem rodzina zmarłego.

Nie tylko ona straciła wybranka w katastrofie smoleńskiej. Ta tragedia przecięła też najsłynniejszy dotąd w polskiej polityce związek gejowski. Jeden z jego uczestników należy dziś do gwiazd opozycji. Nazywany jest powszechnie w Sejmie „smoleńską wdową".

Romanse homoseksualne stanowią zresztą osobną kategorię. W sejmowych ławach zasiada niewielu mężczyzn mogących pochwalić się sportową sylwetką, otwartością na nowe znajomości i niestępionym intelektem. Z ich relacji wynika, że stają się częstym obiektem adoracji przedstawicieli obu płci.

O tym, jak takie zaloty wyglądają w praktyce, opowiada proszący o zachowanie anonimowości poseł PO. Relacjonuje, że był przedmiotem westchnień znanego polityka PiS słynącego z ultrakonserwatywnych poglądów.

– To zaczęło się w czasie delegacji do Edynburga. Na lunch poszliśmy do włoskiej kafejki, wyłożonej filmowymi pamiątkami, takimi jak plakat „Przeminęło z wiatrem" z podpisami aktorów. Było tam też coś pokroju ołtarzyka ku czci Marilyn Monroe – opowiada. – I właśnie stojąc przy tym ołtarzyku, w oczekiwaniu na jedzenie, kolega z PiS nagle powiedział: „To była piękna kobieta, słuchaj, jak ja nienawidzę pedałów".

Poseł PO relacjonuje, że tego samego dnia wieczorem polityk PiS złożył mu wizytę w pokoju hotelowym pod pretekstem przyniesienia łyżki do butów, a następnego dnia namówił do wspólnych zakupów na mieście.

– Na kolejnym wyjeździe też byliśmy wspólnie w delegacji, tym razem do Warny – kontynuuje poseł. – Gdy rozpakowywałem się w hotelu, polityk PiS zadzwonił z prośbą: „Ty jesteś uzdolniony technicznie, a mnie właśnie zacięła się walizka". Gdy przyszedłem do jego pokoju, walizka rzeczywiście była zamknięta, za to kolega zdążył już otworzyć wino.

Poseł PO smutno konstatuje, że w zasadzie sam jest sobie winien: – Gdy wtedy w Edynburgu powiedział, że nienawidzi pedałów, powinienem był wykrztusić coś podobnego. To był rodzaj testu, miałbym te zaloty z głowy. Jednak wówczas, przed Marilyn Monroe, po prostu mnie zamurowało.

Jak wakacyjna przygoda

Spektrum sejmowych romansów nie ogranicza się oczywiście do tych zawieranych między politykami różnych płci. Bo w kompleksie przy Wiejskiej miłość znajdują też inni, dla których jest on miejscem pracy. – Chociażby wiele dziennikarek miało romanse z borowcami – mówi Katarzyna Piekarska. – Pięknym przykładem jest też słynny związek byłego rzecznika SLD Tomasza Kality z jego późniejszą żoną Anią, dziennikarką – dodaje. Na początku 2017 r. polityk umarł na glejaka, a zdjęcia opiekującej się nim żony oglądała ze wzruszeniem cała Polska. Zdaniem Katarzyny Piekarskiej na tym tle romanse z udziałem posłów okazują się wyjątkowo nietrwałe. – Przypominają gorącą letnią przygodę, która często kończy się z upływem kadencji – mówi.

Jednak czy zakończony na ślubnym kobiercu związek Kingi Gajewskiej i Arkadiusza Myrchy nie świadczy o tym, że pojawił się jakiś nowy trend? Marek Borowski tego nie wie. Jednak przeczuwa, że we wzmożeniu buzowania politycznych hormonów mogą pomóc wybory samorządowe, a potem europejskie i parlamentarne. Siłą rzeczy wtłoczą posłów w rytm przedłużających się do późna partyjnych narad i nasiadówek. Poza tym wiele wskazuje na to, że kampania będzie brudna.

– Kiedy człowiek zaczyna ciepło myśleć o kimś innym? – pyta Marek Borowski. – Wtedy, gdy z jakichś powodów ta druga osoba zwraca na siebie uwagę. Przykładowo weźmie w obronę kogoś, kto jest ofiarą brudnych zagrywek. Siłą rzeczy nastąpi wtedy spotkanie. Od słowa do słowa dojdziemy do miłości. Można się spodziewać, że w tej kadencji Amor jeszcze sięgnie do kołczana.

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL