fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Losy Polski ważyły się w domu wariatów

Witold–K: nieugięty na tle płócien
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Myślałem, że zabiję sukinsyna! Od razu zacząłem go szukać. Jeździłem od baru do baru. W końcu spotkałem Iredyńskiego, był w Kameralnej. Rzuciłem się na niego. Kelner zaczął krzyczeć: „Chcecie się bić, to na ulicę!".

PM: Zdaje pan sobie sprawę, że ta rozmowa może wywołać burzę w pewnych środowiskach?

Mnie to nie interesuje. Zależy mi na prawdzie. 55 lat temu Ireneusz Iredyński pobił i zgwałcił moją narzeczoną Annę Mackiewicz i za to poszedł siedzieć, a nie za sprawy polityczne.

Dobrze, zacznijmy od początku. Pańskim ojcem był doktor Feliks Kaczanowski – psychiatra, dyrektor szpitala w Tworkach, członek AK, osoba czynna w konspiracji podczas wojny.

Ojciec był wyjątkowo odważnym człowiekiem, który przez całe życie kogoś ukrywał i komuś pomagał. Przed 1939 rokiem ukrywał uciekinierów z Berezy Kartuskiej, a podczas wojny żydowskie dzieci. Był w ciągłym kontakcie z Korczakiem, którego też poznałem. Pewnego razu ojciec pozwolił mi powozić bryczką – posadził mnie na koźle, a sam siadł i zakrył się kocem, mimo że było ciepło. Wyruszyliśmy z Tworek i jechaliśmy przez Pruszków do Piastowa, mijając po drodze gestapo i niemieckich żołnierzy. Zajechaliśmy pod jakiś chłopski dom, z którego...

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA