fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Beatlemania na jednego słuchacza

materiały prasowe
Trudno wyobrazić sobie świat bez Beatlesów, ich muzyki oraz wpływu, jaki wywali na kulturę popularną, jednak twórcom filmu „Yesterday" sztuka ta się udaje. Reżyser Danny Boyle i scenarzysta Richard Curtis kreują rzeczywistość, w której nikt nigdy nie słyszał ani jednej piosenki fantastycznej czwórki z Liverpoolu. Co prawda nie jest to pomysł najświeższy, bo pojawił się już w odcinku brytyjskiego sitcomu „Goodnight Sweetheart" (1993–1999), którego bohater prowadził podwójne życie dzięki umiejętności podróżowania w czasie, to jednocześnie dla wielu widzów zabrzmi to bardziej jak horror niż komedia.

Jack Malik (Himesh Patel) jest młodym tekściarzem i kompozytorem, który do tej pory napisał kilka średnich i niezauważonych przez nikogo utworów. Wśród nich numerem jeden jest letni kawałek mniej więcej o tym, że dopóki słońce świeci, nic złego wydarzyć się nie może. Tymczasem pewnej nocy – tuż po kolejnym fatalnym koncercie, na który przyszło nie więcej osób niż strun w gitarze – kiedy na kilka sekund glob zostaje w tajemniczy sposób odcięty od prądu, a Jack wpada pod autobus, wszystko dookoła się zmienia. Młodzieniec budzi się w alternatywnym wymiarze, w którym pewne fundamentalne rzeczy, jak choćby Beatlesi czy niektóre używki, nie istnieją. Po chwili zawahania chłopak postanawia wykorzystać tę sytuację na swoją korzyść.

Choć „Yesterday" wyreżyserował Boyle, to jednak w większym stopniu przypomina dzieło Curtisa, który w dorobku ma m.in. scenariusze komedii romantycznych „Dziennik Bridget Jones" i „To właśnie miłość". Zwłaszcza że g...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA