fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Po uchodźcach do celu

Fotorzepa, Maciej Zieniewicz
Słuchając argumentów uczestników ideologicznego sporu o uchodźców, można łatwo dojść do wniosku, że tak naprawdę jest to dyskusja o tym, jaki ma być kształt polskiego społeczeństwa. Obie strony wykorzystują obecny spór, by zrealizować własną, sobie bliską wizję.

Nie jest przypadkiem, że najwięcej zwolenników pełnej otwartości na przybyszów jest po lewej stronie. Wynika to nie tylko z empatii, ale też z faktu, że lewica od dawna szukała sposobu na zmodernizowanie społeczeństwa. Napływ przybyszów z innych kultur, z innych kręgów cywilizacyjnych jest wygodnym narzędziem rozbijania polskiego tradycjonalizmu, osłabiania wpływów Kościoła. W myśl tej koncepcji nic tak nie przewietrzyłoby naszego społeczeństwa jak napływ imigrantów. Wówczas zbliżylibyśmy się do społeczeństw zachodnich. A gdyby zwiększyła się liczba wyznawców innych religii, osłabłaby pozycja nielubianego przez społecznych postępowców katolicyzmu. Podkreślmy, nie zawsze chodzi tu o los uchodźców, o współczucie dla cierpiących ludzi, lecz o to, by zmodernizować zaściankowych i ciemnych polskich katolików i przerobić ich na członków multikulturalnego społeczeństwa zachodniego, w którym Kościół nie miałby zbyt wiele do powiedzenia.

O ironio, lewica wykorzystuje do realizacji tej idei właśnie Kościół, który przypomina, że należy pomagać ludziom w potrzebie i dostrzegać w prześladowanym uchodźcy twarz Chrystusa. Paradoksem jest to, że stanowczego głosu biskupów strofującego antyuchodźczo nastawioną prawicę domagają się często ci, którzy zwykli oburzać się na Episkopat, gdy ten wypowiadał się publicznie w sprawie in vitro, aborcji czy związków osób tej samej płci.

Duża część polskiej prawicy również traktuje sprawę uchodźców instrumentalnie. I choć na ogół liczy się ze zdaniem Kościoła, który mówi o pomocy potrzebującym, w tej sprawie czyni wyjątek. I używa uchodźców jako paliwa politycznego. Wszak przyjęcie w geście solidarności nawet kilku tysięcy ofiar konfliktu na Bliskim Wschodzie nie zniszczyłoby społeczeństwa ani nie sprawiłoby, że na ulicach polskich miast zaczęliby wysadzać się islamscy terroryści samobójcy. Chodzi tu o to, by ustawić się mocno w kontrze do lewicy.

I tak jak lewica ukrywa swe prawdziwe intencje, tak duża część prawicy również gra nieuczciwie. W myśl skrajnie prawicowej narracji skazani jesteśmy na dychotomię – albo zamurujemy nasze granice, postawimy na nich płoty, druty kolczaste, psy i strażników pod bronią, albo nasze ulice spłyną krwią, przedmieścia staną się muzułmańskimi gettami, w których obowiązywać będzie nie Konstytucja RP i nie polskie prawo, ale szariat. Część prawicy nakręca więc spiralę strachu i niechęci czy wręcz nienawiści do islamu – wszystko po to, by podgrzać polityczne emocje, uciułać parę punktów. Dzięki temu może też przeciwstawiać sobie chaos rzekomo panujący na Zachodzie w związku z fiaskiem polityki integracji imigrantów (które jest akurat poważnym problemem) oraz silną władzę u nas w kraju i rząd, który zachowa otrzymany od Hitlera i Stalina historyczny prezent – jednoetniczną i jednowyznaniową Polskę.

Szkoda, że w tej wojnie światopoglądowej brak już miejsca na zwykłe odruchy solidarności. Żadna ze stron nie cofa się przed szantażem moralnym, a chrześcijaństwo i nauczanie Kościoła stają się ich zakładnikami. Jeśli się zastanawiamy, dlaczego do tego doszło, zauważmy, że sprawa uchodźców idealnie nadaje się do spolityzowania. Jest znacznie bardziej skomplikowana niż te codzienne wydarzenia, w sprawie których da się przekazać jednoznaczne stanowisko w 140-znakowym komunikacie na Twitterze. A w takiej sytuacji zniuansowane stanowiska niemal całkiem znikają z publicznej debaty.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA