fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Irena Lasota: Robert Biedroń – tygrys energii i autopromocji

Fotorzepa, Darek Golik
W powyborczej rozmowie z redaktorem Krzysztofem Skowrońskim powiedziałam w Radiu Wnet (które wedle amerykańskich kryteriów nazywałoby się konserwatywnym) coś, co mogło dla wielu słuchaczy tego radia brzmieć jak herezja. Otóż powiedziałam, że dobrze się stało, że Robert Biedroń przeszedł w wyborach i pojedzie do Parlamentu Europejskiego. Wytłumaczyłam też powody mojego rozumowania. Po pierwsze, dla dobra pluralizmu (umiarkowanego) lepiej, żeby reprezentowane były trzy, a nie dwa bloki wyborcze. Po drugie, jeśli już miał być trzeci blok, to dobrze się stało, że nie była nim Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy.

Ciarki mnie przechodzą nie tyle na myśl, co ci panowie by tam wygadywali, ile dlatego, że wszystkie ich wypowiedzi byłyby natychmiast tłumaczone na angielski i przedrukowywane w „New York Timesie" i „Washington Post", a ja byłabym zmuszona tłumaczyć zainteresowanym Amerykanom, że Polska nie jest krajem prorosyjskim, antyżydowskim, antyeuropejskim, antymasońskim, antyamerykańskim, antyniemieckim i w ogóle anty. Że nie jest to kraj politycznych troglodytów i że pomiędzy nimi a Adamem Michnikiem istnieje jeszcze parę dziesiątków milionów ludzi, którzy mają bardziej zrównoważone poglądy.

Nie wiedziałam jeszcze, że los spłata Konfederacji figla w postaci ich wyników – tak bliskich sukcesu – 4,55 proc.

Myślę też, że jeśli ktoś martwi się, że Polskę w Parlamencie Europejskim będą reprezentować nie najwłaściwsi ludzie, to bardziej bym się martwiła, że jako Koalicja Europejska weszli tam działacze SDKPiL, czy jak to się dziś nazywa.

Gdy moi amerykańscy znajomi argumentują, że można, a nawet trzeba ludziom zapominać i wybaczać błędy młodości, odpowiadam, że jednym można, a innym nie można zapomnieć. Po to potrzebna była lustracja, by ocenić spisane (i niespisane) czyny oraz rozmowy. To prawda, że nie każdy członek PZPR był Bierutem, Różańskim, czy Jaruzelskim, ale ci sami Amerykanie, którzy podniecają się Aleksandrem Kwaśniewskim czy Włodzimierzem Cimoszewiczem, nie zapominają i nie wybaczyli nigdy senatorowi Robertowi Byrdowi, że był w latach 40. przez rok aktywnym członkiem Ku Klux Klanu. KKK ma na sumieniu obrzydliwą propagandę i kilka albo kilkanaście tysięcy mordów. Senator Byrd, który później przez pół wieku był jednym z najważniejszych polityków, nigdy sam nikogo nie zabił, ale to, co nazywał swoim „największym grzechem młodości", ciągnęło się za nim do śmierci.

Dla mojej intelektualnej wygody wyglądało więc dobrze, gdyby Robert Biedroń znalazł się w Brukseli. Mogłabym podawać wyniki partii Wiosna jako przykład, że Polska jest krajem otwartym, tolerancyjnym i pluralistycznym (bez przesady). Po rozmowie z redaktorem Skowrońskim zajrzałam jednak do Wikipedii i trochę zmieniłam zdanie. Pod miłym uśmiechem Biedronia kryje się prawdziwy tygrys energii i autopromocji. Inni powinni brać z niego przykład i kopiować matryce jego biografii. Nie tylko był już w pięciu partiach, zna pięć języków, ale też ma pięć określeń: polityk, samorządowiec, politolog, działacz i publicysta. Ponadto był i jest konsultantem kilkunastu organizacji w Polsce i za granicą, członkiem wielu rad programowych, ekspertem międzynarodowym – to wszystko będąc jeszcze jednym z najenergiczniejszych prezydentów miast i posłów. Jeśli ktoś używa na poważnie określenia „populista", to po przeczytaniu programu czy raczej różnych haseł wyborczych Biedronia jemu właśnie powinien przyznać Palmę Popolo.

W związku z tym sam Biedroń w Brukseli nie byłby może najlepszym pomysłem, ale okazuje się, że oddał swój mandat pani Monice Płatek, o której pisałam ze zgrozą na tych samych łamach cztery lata temu. W rozmowie z Moniką Olejnik pani Płatek, skądinąd profesor, choć prawa, nie historii, powiedziała następujące słowa: „Ja powiem tak, na Białorusi takich rzeczy nie ma. Ja myślę, że generał Kiszczak takich rzeczy nie robił, ja myślę, że nawet w stalinowskiej Rosji takich numerów [jak to, co robił Mariusz Kamiński] nie robiono". Mariusz Kamiński był wówczas oskarżony o „przekroczenie uprawnień" jako szef CBA.

Pisałam cztery lata temu, zanim rozpoczął się spór o prawo i konstytucję: „Powyższy cytat zasługiwałby co najmniej na potępienie przez środowiska prawnicze, ale spodziewałabym się również protestu środowisk uniwersyteckich, ofiar komunizmu, obrońców praw człowieka na Białorusi. I może też wszystkich niezrzeszonych, których oburza ignorancja historyczna i stopień upolitycznienia środowisk prawniczych w Polsce".

Czy rzeczywiście mamy debatować nad tym, czy Stalin przekroczył swoje uprawnienia? Również w Katyniu?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA