fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zielone, śmiertelnie niebezpieczne miasto

Gangi w Caracas w handlu narkotykami wykorzystują dzieci. – Na przykład mówią: zanieś mi tę paczkę do Iris, a dzieciak nie wie, że w paczce są narkotyki, i zanosi.
Bloomberg
Wypełnione milczeniem, spokojne noce Caracas. Widma na ulicach, bezruch: niepokonana mieszanina ubóstwa i strachu. Momentami można by je wziąć za miasto w stanie wojny – tyle że bez wojny.

Bić się, bić! Dawaj, dołóż mu, dołóż, jazda! O tak, dobrze, dobrze, dawaj, dołóż mu, nie puszczaj!". Okrzyki trenera wyznaczają rytm i dwudziestka dziewczynek, chłopców ćwiczy ciosy pięścią. Tuncho ma sześć lat, ale minę już rezolutną: skupiony wzrok, usta ściągnięte, przy każdym uderzeniu w worek sapie. Mavi natomiast – dziewięć lat – uderza czule, jakby go pieścił. Dookoła jeszcze trzy inne worki, z boku ring, obłażąca z farby ściana, reszta dzieciaków. Rozdano nieliczne rękawice; ci, którzy ich nie mają, ćwiczą shadow boxing (z ang. boksowanie z cieniem – red. PM), skaczą na skakance, robią brzuszki.

– Dawaj, dołóż mu, dołóż, no, o tak, dobrze, dobrze, dawaj!

Siedzibą szkółki bokserskiej Jaira Ruzy jest pomieszczenie o wymiarach pięć na dziesięć metrów w jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc jednego z najbardziej niebezpiecznych miast. W Caracas ofiarą morderstwa pada co roku jedna na tysiąc osób, więcej niż gdzieko...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA