Plus Minus

Laura Polman: Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci”

Wystawa w Texas Prison Museum w Huntsville. Placówka zasilana z pieniędzy darczyńców działa od 1989 roku i pokazuje różne oblicza teksańskiego systemu penitencjarnego – począwszy od perspektywy skazańców i ich rodzin po zatrudnionych w więzieniu.
AFP, PAUL BUCK
Pod murem więzienia zgromadził się tłum ludzi żądnych krwi, najlepiej od razu. Scena przywodziła na myśl średniowieczne ryciny egzekucji odbywających się na wiejskich placach, ale był luty 1998 roku.

Obywatele Huntsville w Teksasie mogli w tym dniu wybierać: uroczyste otwarcie nowej filii supermarketu Brookshire Brothers i skorzystanie z przecen lub egzekucja dwukrotnej morderczyni (zabiła przy użyciu siekiery) Karli Faye Tucker w więzieniu Walls Unit, w centrum wsi dwa kilometry dalej.

Mieszkańcy Huntsville masowo wybrali egzekucję. Wszyscy oprócz Hester. Ona w tym samym dniu, w tym samym Huntsville, poślubiła człowieka skazanego na śmierć.

Brytyjka Hester wstąpiła w związek małżeński dwie ulice od więzienia Walls. Kiedy o drugiej po południu zgłosiła się do urzędnika stanu cywilnego, w okolicy było cicho jak makiem zasiał.

Ślub z partnerem, który nie może być obecny na uroczystości, na przykład dlatego, że pełni służbę wojskową w innym kraju lub siedzi w celi śmierci, odbywa się „z rękawiczką", per procura. Dawniej panna młoda rzeczywiście kładła na ołtarzu rękawiczkę jako symbol zgody nieobecnego partnera, dzisiaj zabiera ze sobą pełnomocnika. W czasie uroczystości rolę skazanego na śmierć przyjęła zatem Doreen, mieszkanka Huntsville, zawsze służąca pomocą i jednocześnie kierowca taksówki Hester.

Mimo obecności tylko połowy młodej pary ceremonia i tak trwała prawie dwie godziny. Pastor odczytał fragment Biblii, urzędnik stanu cywilnego udzielił ślubu, było zdjęcie i trzeszcząca muzyka z magnetofonu kasetowego. Hester również się przygotowała: poszła do fryzjera, kupiła nową sukienkę, zrobiła odświętny makijaż i zamówiła dla siebie bukiet kwiatów.

Po uroczystości, kiedy wyszła z urzędu jako małżonka, nie mogła dojrzeć końca ulicy z powodu licznych autobusów stacji telewizyjnych, z antenami satelitarnymi na dachu, zaparkowanych na ulicy zderzak w zderzak aż do więzienia Walls. Egzekucja miała się odbyć o szóstej wieczorem. Pod murem więzienia wysokim na siedem metrów zgromadził się tymczasem ogromny tłum ludzi żądnych krwi, najlepiej od razu. Scena przywodziła Hester na myśl średniowieczne ryciny egzekucji odbywających się na wiejskich placach, ale to był luty 1998 roku.

Wyroki w Huntsville rzadko zwracały uwagę mediów, jednak tej egzekucji nikt nie chciał przegapić. Karla Faye Tucker, lat trzydzieści osiem, była w Teksasie pierwszą kobietą od czasów biednej Chipity Rodriguez w 1863 roku, na której miano wykonać wyrok kary śmierci. Chipita, lat sześćdziesiąt trzy, właścicielka karczmy w San Patricio w południowym Teksasie, została oskarżona o zamordowanie jednego ze swoich gości, handlarza koni Johna Savage'a. Nie było żadnego, najmniejszego dowodu. Ława przysięgłych ją uniewinniła. Jednak miejscowy sędzia miał swoje zdanie na ten temat i kazał ją powiesić. Chipita do tej pory straszy w okolicach San Patricio, samotny duch ze sznurem na szyi.

Wina Karli Faye Tucker była bezdyskusyjna. Proces dwudziestoczteroletniej szalonej motocyklistki, groupie zespołu The Allman Brothers Band i podwójnej morderczyni, stanowił krajową sensację i uczynił z niej gwiazdę. Już w wieku dziesięciu lat Karla zażywała heroinę. Finansowała swój nałóg z prostytucji, tak jak jej matka. Zadawała się z gangiem motocyklistów z Houston. Feralnego dnia Karla Faye wraz ze swoim chłopakiem, członkiem gangu Dannym Garrettem, ćpali heroinę, valium, amfetaminę, kokainę, pili rum, tequilę i nie wiadomo co jeszcze. W środku nocy para postanowiła zażądać pieniędzy od swojego kolegi motocyklisty Jerry'ego Lynna Deane'a. Na wykładzinie podłogowej u Karli zostawił plamy oleju silnikowego i musiał za to zapłacić. Kiedy naćpana para sforsowała drzwi, Deane się obudził. Danny Garrett uderzył go od razu młotkiem w głowę. Charczenie ciężko rannego Jerry'ego bardzo zirytowało Karlę. Znalazła siekierę i wymierzyła mu dwadzieścia osiem ciosów. Następnie zaatakowała w pierś jego partnerkę Deborah Thompson, próbującą skryć się w pościeli.

Karla Faye oświadczyła policji, że przy każdym ciosie siekierą przeżywała orgazm.

Garrett i Karla Faye zostali skazani na śmierć. Garrett zmarł wkrótce z powodu choroby wątroby, a Karla przez czternaście lat pisała jedną apelację po drugiej. W międzyczasie nawróciła się na wiarę w Chrystusa. Opinia publiczna nie mogła się nasycić tą historią. Skazanej poświęcono książkę i film dokumentalny. Dziennikarze z całej Ameryki, włącznie z Larrym Kingiem z CNN, przyjeżdżali robić z nią wywiady. Żaden nie przepuścił okazji, żeby napisać o chochlikach w jej oczach i radośnie podrygującej szopie loków. „New Yorker" nie owijał w bawełnę i wskazywał na „bezpośredniość, bezwzględność i seksualny urok" podwójnej morderczyni, która wśród więźniów i strażników zyskała miano ulubionej pocieszycielki i duchowego doradcy.

Im bliższa była data wykonania wyroku, tym więcej napływało petycji, krajowych i międzynarodowych, z prośbą o zamianę kary śmierci Karli Faye na dożywocie, aby mogła dalej głosić Słowo Boże w więzieniu. Na próżno. Teksasem rządził gubernator George W. Bush. W swojej trzyletniej wtedy karierze zarządcy stanu podpisał pięćdziesiąt dziewięć nakazów egzekucji i nie uhonorował żadnego wniosku o odroczenie wyroku. Wszystkie wnioski o ocalenie życia Karli Faye wylądowały w koszu na śmieci, w tym te od papieża, Amnesty International, ewangelisty telewizyjnego Pata Robertsona, ONZ i Bianki Jagger [pierwsza żona wokalisty Rolling Stones Micka Jaggera – red.].

Strażniczka towarzysząca Karli w ostatnich godzinach poprosiła kuchnię więzienną, żeby ostatni posiłek skazańca dla Karli Faye (banany, zieloną sałatę i brzoskwinię) podano jej nie na brzydkim plastikowym talerzyku, ale na pięknym półmisku z kwiatami, który przyniosła dla niej z domu.

Bye, bye Karla

Na wykonanie wyroku przyjechało ponad dwustu reporterów i kamerzystów oraz kilka tysięcy widzów. Hester przemknęła po schodach sądu na ulicę. Była chora ze strachu, serce jej waliło.

– Ludzie oszaleli, byli jak psy węszące krew. Bałam się, że w jakiś sposób odkryją, zobaczą, że dopiero co poślubiłam mordercę, i rozerwą mnie na strzępy – opowiadała.

Panna młoda przecisnęła się przez tłum podnieconych nienawistników z transparentami: „Karlo Faye, smaż się w piekle!", i wpadła w grupę zwolenników skazanej, którzy krzyczeli: „Narodź się na nowo chrześcijaninem", i apelowali, aby pozostawić Karlę przy życiu jako dowód dla innych przestępców, że warto uwierzyć w Pana. Przekrzykiwała ich trzecia grupa, grzmiąca, że Karla Faye Tucker jest potworem i nie ma prawa wierzyć w Boga, a tym bardziej głosić Jego Słowa. Były też nieśmiałe osoby, które przyniosły Biblię i świeczki, żeby pomodlić się za morderczynię.

Gdzieś w tym morzu ludzi, otoczeni mikrofonami i kamerami, pozowali członkowie rodziny i przyjaciele Deborah Thompson, kobiety zamordowanej przez Karlę Faye. Stali przed tablicą z napisem: „Miłego dnia, Karlo Faye". Rodzina ofiary miała jeszcze jedną wiadomość dla kobiety, która za murami Walls przygotowywała się do egzekucji: „Deborah czeka na ciebie w wieczności, i obiecujemy ci: to nie będzie przyjemne spotkanie!", krzyczeli do mikrofonów.

Pijani studenci Sam Houston University w Huntsville machali transparentami z napisem: „Karla, znów będzie ostra jazda", nawiązując do orgazmów, które morderczyni odczuwała przy każdym uderzeniu siekierą. Na podium jakiś zespół country grał wesołe melodie. Największe zdumienie Hester budziły rodziny, które traktowały to wydarzenie jak piknik: matki wręczały dzieciom broszki i papierowe chorągiewki z napisem: „Bye, bye Karla", a ojcowie z maluchami na ramionach wypijali półlitrowe piwa przy stacji benzynowej na rogu i z powrotem szli na zabawę pod więzieniem.

W drodze do taksówki Doreen, którą miała pojechać do Motelu 6, Hester musiała ustąpić miejsca rozwozicielowi pizzy. Przeciskał się przez tłum do bramy więzienia, żeby zaoferować Karli darmowy ostatni posiłek – trik reklamowy firmy Domino.

Tak szybko, jak pozwalały jej na to wysokie obcasy, panna młoda przemknęła obok parkanów, na które skakały wściekłe psy obronne. Wystawiały warczące pyski przez szpary, szczekały histerycznie, rozpryskując pianę. Zwierzęta zostały spuszczone z łańcucha, żeby terroryzować członków rodziny Karli. Po egzekucji mieli przechodzić tędy do Domu Gościnnego mieszczącego się kawałek dalej, gdzie nocowali.

O szóstej wieczorem skazana otrzymała śmiertelny zastrzyk. Świadkowie obecni przy egzekucji opowiadali, że Karla Faye kokietowała wszystkich do końca, szła do stołu egzekucyjnego z kokardą z papieru toaletowego w lokach. Hester, panna młoda, była już wtedy pogrążona w głębokim śnie w Motelu 6.

Progi na drodze

Dzień po ślubie Hester odwiedziła w celi śmierci swojego świeżo poślubionego męża Forresta. Nawet sobie nie pogratulowali, bo Forrest znajdował się w stanie całkowitej paniki. Tego ranka otrzymał list od swojego adwokata – napisano w nim, że jego egzekucja ma się odbyć za dziewięćdziesiąt dni. Hester przez godzinę próbowała go uspokoić, tłumaczyła, że nie jest tak tragicznie, że zadzwoni do adwokata i zapyta, o co dokładnie chodzi. Forrest, zdjęty panicznym strachem, był dla niej zupełnie niedostępny.

Po powrocie do Motelu 6 Hester rzuciła się z płaczem w ramiona przyjaciółek. Wszystkie sześć leżało w rzędzie na skraju basenu przy parkingu, wystawiając nosy i brody na wiosenne teksańskie słońce. W rękach trzymały kieliszki białego wina. Kobiety już słyszały o egzekucji czekającej Forresta. Same też właśnie wróciły z odwiedzin u swoich mężów w celach śmierci. Death Row, oddział cel śmierci liczący trzystu mieszkańców, przypomina wioskę – wszyscy wiedzą o sobie wszystko. W pokoju odwiedzin huczy od plotek i nowinek: kto siedzi w izolatce, kto się z kim kłóci, kto się w kim zakochał, komu wyznaczono datę egzekucji. Mężczyźni omawiają ze sobą wszystko w kabinach dla odwiedzających i dzielą się wiadomościami z kobietami po drugiej stronie szyby.

Sprawy dotyczące kar śmierci pełzają z jednego sądu do drugiego jak muchy w smole. Ukochane skazańców uczą się żyć w cyklach trwających latami, w oczekiwaniu na odpowiedź sędziego w sprawie odwołania, odmowy, daty egzekucji, ponownej apelacji; znowu czekanie, odmowa, nowa data i tak dalej. Umorzenie kary śmierci rzadko udaje się uzyskać choćby najlepszym adwokatom, ale nawet mało utalentowani prawnicy potrafią doprowadzić do odroczenia egzekucji, jeśli tylko złożą na czas stosowne formularze i dostarczą je do odpowiedniego sądu, za każdym razem wyższej instancji. Zanim nadejdzie odpowiedź na rewizję wyroku, skazany zyskuje kilka miesięcy lub lat życia.

Czas między ogłoszeniem wyroku śmierci po raz pierwszy a egzekucją to średnio szesnaście lat, ale w amerykańskich celach śmierci siedzą ludzie, którzy obracają się w tym systemie już dwadzieścia pięć lat, a nawet dłużej. Żony, narzeczone i członkowie rodzin czekają razem z nimi, czasami w zwątpieniu i śmiertelnym strachu, często opuszczeni przez wszystkich.

Łzy są na porządku dziennym, jeśli kocha się skazanego. Łzy Hester sprowokowały przyjaciółki do zadania pytań w kwestiach praktycznych.

– Czy tak można, powiedzieć komuś krótko przed wykonaniem wyroku, że będzie stracony? Dziewięćdziesiąt dni mija szybko – powiedziała Viv.

Viv, Angielka tak jak Hester, jest od pięciu lat żoną Arthura. Arthur siedział w celi śmierci już od szesnastu lat. Możliwości odwołań zostały wyczerpane trzy lata temu, ale do tej pory nie wyznaczono daty egzekucji.

– Pochowasz go czy skremujesz? – zapytała Renate z Niemiec, od kilku miesięcy zaręczona z mężczyzną, który przeżył w celi śmierci już osiemnaście lat.

– Chyba nie masz zamiaru uczestniczyć w egzekucji? – sondowała Margot z Holandii. – Nie pozbierasz się po takim przeżyciu.

Tylko Guikje nic nie mówiła. Jej twarz była biała jak ściana i błyszczała od zimnego potu.

– Głowa między nogi! – zakomenderowała Margot.

Renate zamoczyła róg ręcznika w basenie i ocierała czoło Guikje, której twarz powoli odzyskiwała zwykły kolor.

– Co się stało? – pytały kobiety.

– Hank siedzi czternaście lat, tak jak Forrest – wyszeptała Guikje. – Jeśli zabiorą Forresta, to Hank będzie następny w kolejce. – Ze złością spojrzała na Hester.

– Ostrzegałam cię, kobieto. Nie bierz tego ślubu, bo zatrzęsiesz całym systemem i się ockną. Nagle się zorientują: „Co? On jeszcze żyje?". Wezmą kalendarz i wyznaczą datę!

– Nonsens, ten system tak nie działa – odpowiedziała Hester, ale jej głos nie brzmiał przekonująco, bo właściwie nie wiedziała, jak ten system działa.

Kiedy wreszcie złapała adwokata Forresta, ten wyjaśnił jej, że Forrest źle zrozumiał list. Dziewięćdziesiąt dni to był termin złożenia jakiegoś dokumentu w sądzie. O dacie egzekucji nie było mowy. Panika minęła, ale strach pozostał. Forrest był winny. Składane odwołania stanowiły tylko progi na drodze, która nieuchronnie prowadziła do śmiertelnego zastrzyku. (...)

Chciałbym zabić dla ciebie

Zanim Hester poznała Forresta, mieszkała na przedmieściach Londynu ze swoim angielskim małżonkiem i robiła filmy reklamowe dla brytyjskich firm ogrodniczych. W jej nudnym życiu wszystko się zmieniło w chwili, kiedy obejrzała w telewizji film dokumentalny o Angielce, która poślubiła więźnia skazanego na śmierć w Stanach Zjednoczonych. Kobieta opowiadała, że była najważniejszą osobą w życiu skazanego, co: „[...] jest ogromną odpowiedzialnością, kończącą się dopiero w momencie egzekucji. Ale w zamian otrzymuję intensywny związek, wyrazy miłości, jakich nigdy wcześniej nie doświadczyłam". O to chodziło Hester: być dla kogoś najważniejszą osobą w życiu. Jej mąż twierdził, że korespondencja z mordercą to idiotyczny pomysł, ale za idiotyczne uważał więcej rzeczy, które robiła Hester. Na przykład uprawianie hatha?jogi. Jej rodziców. Jej filmy dla firm ogrodniczych. Hester spędziła z nim dwadzieścia lat w małżeństwie. Jego związek z telewizorem był silniejszy niż związek z nią.

Zadzwoniła do organizacji obrony praw człowieka Amnesty International, która na całym świecie pomaga skazanym znaleźć nadzieję i korespondencyjnych przyjaciół. Otrzymała adres Forresta, siedzącego wtedy od ponad dziesięciu lat w celi śmierci w Teksasie. Amnesty przysłało jej też list Forresta: „Szukam kogoś, kto chciałby ze mną korespondować, najlepiej kobiety, ponieważ siedzę tu z samymi facetami. Mam 27 lat, 192 centymetry wzrostu, ważę 98 kilogramów, mam brązowe oczy, głowę ogoloną na łyso. Jestem native American, kocham koszykówkę oraz czytanie".

Hester także lubiła czytać. Napisała do skazanego liścik, w którym spytała, co czyta najchętniej. Odpowiedział: „Historie o kowbojach i Indianach". I dodał, jak wdzięczny jest, że podjęła trud, by do niego napisać i wysłać mu list.

Związek szybko się rozwijał.

– Skazany na śmierć nie ma czasu do stracenia. To tak, jakby znaleźć się w przyspieszonym filmie. Szybko pogłębialiśmy znajomość. W niedługim czasie pisaliśmy do siebie codziennie.

Po sześciu miesiącach korespondencji zarezerwowała bilet do Teksasu. Chciała spotkać Forresta. Jej małżonek uważał, że to idiotyczny pomysł, ale się nie sprzeciwiał.

– Forrest czekał na mnie w klatce, w pokoju odwiedzin, z uśmiechem od ucha do ucha. „Oto moja królowa", powiedział. Stopił moje serce. Kolana się pode mną ugięły.

Kiedy w końcu spojrzała mu prosto w oczy, nie było już odwrotu. Minął rok, zanim znowu mogła się pojawić w Teksasie, ale wykorzystała ten czas na rozwód z mężem. Kiedy ponownie zobaczyła Forresta, ten poprosił ją o rękę. Natychmiast odpowiedziała „tak".

– W związku ze skazanym na śmierć nie ma czasu, żeby się bez przerwy zastanawiać, czy to rozsądne, czy nie – powiedziała.

Kiedy się pobierali, on miał dwadzieścia osiem lat, Hester czterdzieści siedem. Zabił swoją sąsiadkę, miał pięćdziesiąt pięć tatuaży i bicepsy o obwodzie czterdziestu ośmiu centymetrów. W trzech czwartych był Apaczem.

– O co ci chodziło w tym związku? – zapytałam, kiedy spotkałam ją w Huntsville.

– Posłuchaj i spróbuj zrozumieć – odpowiedziała. – Przez całe swoje pierwsze małżeństwo miałam blond włosy do połowy pleców. Pewnego dnia ścięłam je na krótko i ufarbowałam na czerwono. Mąż nawet tego nie zauważył.

Forrest widzi wszystko.

– Kiedy wchodzę do pomieszczenia dla odwiedzających, patrzy na mnie swoimi wielkimi czarnymi oczami i mówi: „Ładna szminka. Nowy kolor?", albo: „Chyba schudłaś jakiś funcik".

Nigdy nie zapomina powiedzieć jej jakiegoś komplementu, o bluzce albo sukience, którą włożyła na wizytę. Ciągle jej powtarza, że jest piękna.

Jej Apacz różni się od innych mężczyzn na oddziale skazanych na śmierć. Poczynając od tego, że jest winny. Na Death Row niewiele osób uczciwie przyznaje się do swoich czynów. Forrest nie może inaczej, ponieważ na ciele osiemdziesięcioletniej staruszki znaleziono ślady jego zębów, a jego ubranie było przesiąknięte krwią z jej podciętego gardła. Starsza pani została także zgwałcona, ale tego fragmentu nocnych wydarzeń Forrest nie pamięta. W tamtym czasie nadużywał alkoholu i narkotyków.

– Chciałbym zabić dla ciebie – szepnął Hester niedawno.

Zachichotała.

– Dobrze, że cię znam, inaczej przestraszyłabym się, słysząc takie słowa z ust osoby siedzącej w celi śmierci.

Kiedy przestali się śmiać – „zawsze dobrze się razem bawimy" – przyznała, że od jego słów poczuła ciepło w podbrzuszu.

Tymczasem przegląda ogłoszenia w „Huntsville Item", działy „Mieszkania" i „Zatrudnienie". Chce tu zamieszkać.

– Nienawidzę wszystkiego i wszystkich w Teksasie oprócz niego. Nasz czas razem jest ograniczony, nie chcę przegapić żadnej wizyty.

Fragment książki Lindy Polman „Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci" w przekładzie Małgorzaty Diederen-Woźniak, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL