fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Memches: Czekoladowe poglądy

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Spór o aborcję, który ostatnio znowu rozkręca się nad Wisłą, musi prędzej czy później doprowadzić do dyskusji nad miejscem Kościoła katolickiego w polskiej przestrzeni publicznej.

Znowu słychać głosy, że tam, gdzie obowiązuje pluralizm, nie ma mowy o dominacji jednej opcji światopoglądowej.

Właśnie, to znamienne, że religia w naszych czasach sprowadzona jest do kategorii światopoglądu. Doskonałą ilustracją takiego stanu rzeczy jest Facebook. Zakładając w tym serwisie społecznościowym profil, użytkownik trafia na zakładkę Informacje, gdzie może podać – choć nie musi – takie swoje dane, jak data urodzenia, wykształcenie czy właśnie... poglądy religijne.

Wiele osób z dumą więc przyznaje się na Facebooku do swojego wyznania. Ale zdarzają się i ludzie, którzy kpią sobie z samego faktu, że religia jest w taki sposób degradowana. Tak, degradowana, bo chodzi o coś znacznie poważniejszego niż wybór takiego czy innego światopoglądu.

Przypomina mi się tu tytułowy bohater filmowej komedii „Forrest Gump", który zwykł mawiać, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co ci się trafi. Jednemu człowiekowi zatem trafi się być katolikiem, drugiemu – muzułmaninem, trzeciemu – ateistą, a czwartemu – wyznawcą kultu Lucyfera. W pluralistycznym społeczeństwie dla każdego z nich musi się znaleźć miejsce i żaden nie może czuć się dyskryminowany, nieprawdaż?

Zanim odpowiem na to pytanie, przywołam esej słoweńskiego filozofa – można byłoby go określić wręcz mianem celebryty współczesnego marksizmu – Slavoja Žižka „Prawdziwa hollywoodzka lewica". W tekście tym autor zauważył, że prawdziwa wolność nie polega na dokonywaniu wyboru, który w każdym przypadku jest bezpieczny – tak jak się wybiera między ciastkami o różnych smakach – lecz na mierzeniu się całym sobą z kwestią życia i śmierci. Jako przykład Žižek podaje sytuację obrony ojczyzny, kiedy w obliczu obcej okupacji przywódca ruchu oporu, wzywając swoich rodaków do stawienia czoła wrogowi, nie woła przecież jednocześnie do nich: jesteście wolni, możecie sobie wybierać, jak się w takich okolicznościach zachować.

Podobnie jest z religią. Stawia ona człowieka przed sprawami ostatecznymi. Tyle że zsekularyzowana kultura odwraca od nich jego uwagę – liczy się codzienność, ważne są bieżące mieszczańskie obowiązki. Właściwym miejscem dla rozważań nad transcendencją ma być getto prywatności.

Zjawisko to niesie z sobą zaskakujące konsekwencje. I tak niejeden ze zdeklarowanych ateistów, a nawet antyklerykałów, pod naporem życiowej konieczności korzysta z usług Kościoła. Kilka lat temu głośno było o Nicku Cleggu, ówczesnym wicepremierze Wielkiej Brytanii i liderze brytyjskich liberałów, który oficjalnie wojując z katolicyzmem, swoje dzieci posłał do londyńskiej szkoły prowadzonej przez księży z Oratorium św. Filipa Neri. A przecież w stolicy Zjednoczonego Królestwa z pewnością nie brakuje solidnych placówek szkolnych, które uczą i wychowują uczniów w oparciu o laicki system wartości.

Reasumując, katolicyzm nie jest żadnym światopoglądem, który jednemu człowiekowi odpowiada, a innemu nie. To w gruncie rzeczy wybór egzystencjalny związany z kwestią życia i śmierci. I jeśli jacyś politycy domagają się tego, żeby nauczanie Kościoła stanowiło aksjologiczny fundament dla stanowienia prawa państwowego, to czynią tak nie dlatego, że chcą przywilejów i władzy dla katolików. Chodzi im o respektowanie określonego systemu wartości, który stawia takie same wymagania moralne wszystkim ludziom – bez względu na ich wyznanie czy – bo to już coś innego – światopogląd.

Katolicy są takimi samymi – a nierzadko bywa, że i większymi – grzesznikami niż niekatolicy. Uznając zatem treść nauczania Kościoła za uniwersalny moralny drogowskaz, samych siebie również „represjonują". Jeśli ustąpią, dominować będzie jakiś inny system wartości. Nawet jeśli schowany będzie za bałamutną i fałszywą formułą „światopoglądowej neutralności".

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA