fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Karoshi - azjatycka kultura pracy może cię zabić

Getty Images
Azjatycki kapitalizm wytworzył specyficzną kulturę pracy, w której ludzie dają z siebie wszystko, naprawdę wszystko. Tylko w ubiegłym roku w Chinach przepracowanie było przyczyną śmierci ok. 600 tys. osób.

Jest czwarta nad ranem. Moje ciało się trzęsie. Będę umierać. Jestem taka zmęczona" – napisała na Twitterze 24-letnia Matsuri Takahashi, pracownica Dentsu, największej japońskiej agencji reklamowej. W ciągu jednego miesiąca spędziła w pracy 105 godzin nadliczbowych. W biurze robiła wszystko, by sprawiać wrażenie, że radzi sobie z ogromem obowiązków. Jej organizm i psychika jednak nie wytrzymywały. Matsuri popełniła samobójstwo, wyskakując z okna należącego do firmy budynku. Zrobiła to w wigilię Bożego Narodzenia, dzień traktowany przez Japończyków jako okazja do dobrej zabawy w klubach, picia i randkowania. Jej śmierć wywołała skandal, w wyniku którego podał się do dymisji prezes Dentsu. Firma zyskała łatkę nieludzkiego pracodawcy, a przez media i środowiska polityczne przetoczyła się dyskusja na temat zapobiegania podobnym przypadkom.

Karoshi od lat stanowi plamę na wizerunku japońskiego kapitalizmu. Policyjne statystyki mówią, że tylko w zeszłym roku co najmniej 90 Japończyków i Japonek popełniło samobójstwo z powodu przepracowania. Tysiące zmarło na dolegliwości związane ze zbyt długim przebywaniem w pracy: zawały serca, wylewy, a nawet niedożywienie. Ministerstwo Zdrowia ostrożnie wskazuje, że rocznie z tych przyczyn w Kraju Kwitnącej Wiśni umiera ponad 2 tys. osób. Narodowa Rada Obrony Ofiar Karoshi szacuje jednak liczbę tego typu zgonów na 10 tys. rocznie, czyli mniej więcej tyle, ile osób w Japonii ginie co roku w wyniku wypadków drogowych. Zjawisko karoshi nie jest jednak tylko japońską specyfiką. Ta plaga jest znana w Korei jako gwarosa, a w Chinach jako guolaosi. Pod koniec zeszłego roku chińska państwowa telewizja CCTV podała statystyki mówiące, że co roku w Państwie Środka na dolegliwości związane z przepracowaniem umiera ok. 600 tys. ludzi. To trochę więcej, niż liczy np. populacja Poznania.

Współczesny kapitalizm i etos konfucjański

Opowieści o młodych „korpoludkach" (w Japonii nazywanych „sarariman", co jest zniekształconym angielskim „salaryman", czyli określeniem pracownika dostającego pensję), którzy umierali na zawał z przepracowania, początkowo były traktowane jako miejskie legendy. Nie zawsze dawano takim historiom wiarę. Zjawisko jednak istniało i narastało. Już w 1969 r. odnotowano przypadek 29-letniego pracownika wydawnictwa prasowego, który zmarł w pracy na zawał. Lekarze i socjologowie z biegiem lat zbierali coraz więcej podobnych doniesień. W 1978 r. ukuli termin „karoshi", który przebił się do opinii publicznej w następnej dekadzie – w czasach boomu spekulacyjnego, po którym nastąpił krach gospodarczy. Gdy w 1987 r. doszło do załamania na giełdzie i na rynku nieruchomości, japońskie Ministerstwo Zdrowia zaczęło publikować statystyki dotyczące karoshi. Po jakimś czasie przypadki śmierci z przepracowania zaczęto dokumentować również w Korei Południowej, na Tajwanie, a w ostatnich latach również w Chinach.

W studium opracowanym przez Międzynarodową Organizację Pracy w 2013 r. wymieniono kilka typowych przykładów karoshi w Japonii. Jest tam opisany przypadek pracownika firmy produkującej przekąski, który pracował tygodniowo przez 110 godzin i zmarł na zawał serca w wieku 34 lat. Odnotowano też zgon 37-letniego kierowcy autobusu, który przez 15 lat nie wziął ani jednego dnia urlopu, a pracował przez około 3 tys. godzin rocznie. W opracowaniu jest również historia 22-letniej pielęgniarki zmarłej na zawał po tym, jak pracowała bez przerwy przez 34 godziny.

Łatwo można znaleźć podobne przypadki też w innych krajach regionu. I tak w połowie stycznia na schodach budynku południowokoreańskiego Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej zmarła 35-letnia urzędniczka, matka trojga dzieci. Pracowała regularnie przez cały tydzień bez dnia wolnego. Kilka tygodni wcześniej zmarł na zawał rządowy urzędnik pracujący po 14 godzin dziennie. Weibo, czyli chiński Twitter, jest pełen skarg na przepracowanie. Pojawiają się na nim doniesienia mówiące, że od kwietnia do końca czerwca 2016 r. z tego powodu zmarło w Chinach dziesięciu dziennikarzy. W styczniu 2017 r. media donosiły o śmierci 36-letniego oficera milicji z prowincji Guangxi, który zmarł z przepracowania. Jak widać, plaga ta dotyka zarówno bogatych pracowników wielkich korporacji, przedstawicieli wolnych zawodów, robotników, jak i urzędników państwowych, a nawet funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Śmierć z przepracowania zbiera swoje żniwo zarówno w opływającej w dostatek Japonii, jak i będących wciąż na dorobku Chinach. Ludzie z Zachodu zapoznający się z tego typu przypadkami wzruszają często ramionami, traktując to jako „kolejne azjatyckie dziwactwo" i przykład na to, jak rzekomo odczłowieczona jest zbudowana na konfucjańskich, buddyjskich i szintoistycznych podstawach cywilizacja Azji Wschodniej. A może jednak karoshi i jego różne narodowe warianty to bardziej skutek uboczny pewnego modelu kapitalizmu niż zjawisko tkwiące w duszach Azjatów?

– W 1978 r. w Chinach rozpoczęła się transformacja gospodarcza z modelu, w którym państwo centralnie steruje gospodarką, do systemu nazywanego państwowym kapitalizmem. Wiadomo, że ta transformacja różnie wyglądała w praktyce. Początkowo ludzie dostawali bardzo niskie pensje i musieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Poskutkowało to powstaniem określonej kultury pracy – mówi „Plusowi Minusowi" Stanisław Aleksander Niewiński, analityk People's Square, portalu opinii poświęconego Chinom.

Gospodarczą transformację przechodziły również inne kraje Azji Wschodniej. Korea Południowa była pół wieku temu krajem biednym, bardzo zniszczonym po wojnie z lat 1950–1953. W latach 60., pod rządami wojskowej dyktatury, przeszła gwałtowną modernizację i szybko zbudowała potęgę swoich koncernów. Japonia również podnosiła się ze zniszczeń wojennych i budowała potęgę gospodarczą. Co prawda Amerykanie zainstalowali w Kraju Kwitnącej Wiśni demokrację, ale przyjęła ona specyficzny model polegający na niemal nieprzerwanych rządach jednej partii. Natomiast polityczne i biznesowe przywództwo nadal w dużym stopniu pozostało w rękach przedwojennych elit. Tajwan też dynamicznie się modernizował oraz integrował z globalnym systemem kapitalistycznym pod rządami dyktatury, która trwała do lat 90. Ścieżką szybkiej modernizacji podążał również Singapur, od zdobycia niepodległości rządzony przez jedną partię budującą „łagodny autorytaryzm".

– Do tego w tych krajach etos konfucjański przekłada się na sumienność pracy – wskazuje Niewiński. Kultura mogła więc wzmocnić pewne zjawiska towarzyszące włączeniu się w kapitalistyczny wyścig. – Im bardziej kolektywne nastawienie społeczeństwa, tym wyższy konformizm. Kultura Wschodu charakteryzuje się m.in. przedkładaniem dobra grupy, firmy, państwa nad potrzeby jednostki. Społeczność staje się rodzajem jednolitej mentalnie masy, której towarzyszy tzw. grupowe myślenie. W takich warunkach słabsze jednostki doświadczają tak silnej presji, że nie mają śmiałości, by zaprzestać pracy nawet w sytuacji skrajnego wyczerpania i zagrożenia życia – wyjaśnia w rozmowie z „Plusem Minusem", Malwina Użarowska, psycholog kliniczny.

Z poglądem tym polemizuje część ekspertów. W Chinach stosunek do pracy nie zawsze był taki jak obecnie. Trudno tam znaleźć przypadki śmierci z przepracowania w czasach feudalnych czy komunistycznych. – W czasach gospodarki komunistycznej etos konfucjański również był obecny w mentalności społeczeństwa, ale nie przekładało się to na podejście do pracy. Było ono podobne jak w innych krajach socjalistycznych. Czytałem kiedyś wspomnienia bankiera z Hongkongu, który widział, jak w Chinach kontynentalnych na początku lat 90. robotnicy symulowali pracę na budowie. Uznał, że w Hongkongu coś takiego nie miało prawa się wydarzyć – tłumaczy Niewiński.

Karoshi od lat stanowi plamę na wizerunku japońskiego kapitalizmu. Tylko w zeszłym roku ok. 90 osób popełniło samobójstwo z przepacowania
Fotolia

O 22 światła gasną

Problem pracoholizmu oraz chronicznego przepracowania może na dłuższą metę stać się poważnym zagrożeniem dla japońskiej gospodarki oraz gospodarek innych państw Azji Wschodniej. Może bowiem pogłębić kryzys demograficzny, z którym coraz mocniej borykają się tamtejsze starzejące się społeczeństwa. – Oczywiste jest, że przepracowanie i przedkładanie sfery zawodowej nad prywatną upośledza funkcjonowanie związków, a także utrudnia zawarcie znajomości. Istnieją badania, które dowodzą, że silna koncentracja na karierze może wygaszać popęd seksualny. Natomiast kryzys demograficzny prawdopodobnie ma inne przyczyny. Jedną z nich jest równouprawnienie kobiet i ich większa obecność na rynku pracy. Aktywizując się zawodowo, ulegają tym samym presji otoczenia i konformizmowi. Podobnie jak mężczyźni poświęcają pracy większość życia. Japonki wyszły z cienia i chcą być „samurajami", nie chcą wracać do kuchni, a nie znają wersji pośredniej. Kultura wschodnia nie wypracowała jeszcze modelu pracującej mamy, tak jak to jest u nas – wskazuje Użarowska.

Próbę walki z przepracowaniem podjął japoński rząd kierowany przez Shinzo Abego, który szuka sposobów na zreformowanie gospodarki oraz kultury korporacyjnej. W 2015 r. powołano komisję, która ma znaleźć sposób na to, by zachęcić Japończyków do... brania urlopów. Eksperci wskazują jednak, że wysiłki mające na celu zmianę mentalności powinny skupiać się w większym stopniu na średniej i wyższej kadrze kierowniczej, a nie na tzw. szarych pracownikach. Oni bowiem są poddawani silnej presji. – Wpływ społeczny jest większy w dużych skupiskach ludności i relacjach o hierarchicznym charakterze. Do tego dochodzi powszechny mit „samuraja", który oddaje życie za swoją firmę. Trzecim czynnikiem są cechy osobowościowe. Pracownicy nieśmiali, wycofani i ulegli nie mają szans w bezpośrednim kontakcie z szefem i współpracownikami. Konformizm pojawia się podczas kontaktu człowieka z człowiekiem. Reklamy społeczne i apele władz są zbyt odległe od bliskiej codzienności. Japończycy zaczną odpoczywać i chodzić na urlopy, jeśli otrzymają takie polecenie od szefów – wyjaśnia Użarowska.

Ze statystyk gromadzonych przez OECD wynika, że ilość czasu spędzanego przez ludzi w pracy często nie przekłada się na ich wydajność ani na pomyślność gospodarczą kraju. Na przykład grecki pracownik spędza w pracy 2121 godzin rocznie, czyli niewiele mniej niż południowokoreański. A niemiecki pracuje rocznie średnio tylko 1412 godzin. To, że pracownik bierze mniej nadgodzin, nie musi się też negatywnie odbijać na wynikach spółki. Wręcz przeciwnie: duża liczba nadgodzin może świadczyć o tym, że spółka jest źle zarządzana, a kadra kierownicza nie potrafi odpowiednio zorganizować pracy.

Niektóre firmy zaczęły już dostrzegać, że przepracowanie może źle wpływać na wydajność i kreatywność ich pracowników. Same zaczęły więc zmieniać środowisko pracy. Dentsu, po skandalu z samobójstwem Matsuri Takahashi, zaczęła wymagać od pracowników, by przynajmniej raz na pół roku brali minimum pięć dni urlopu. Co kilka nocy wygasza też o godzinie 22 światła w swoich biurowcach, by uniemożliwić pracownikom zbyt długie siedzenie w biurach. Dom handlowy Itochu Corp. skłania zaś swoich pracowników, by nie siedzieli do późna, oferując im... możliwość wcześniejszego przyjścia do pracy. Każdy, kto skorzysta z oferty, dostaje w biurze śniadanie i wynagrodzenie w takiej stawce jak za wieczorne nadgodziny. A firma informatyczna SCSK Corp. płaci specjalne premie tym pracownikom, którzy biorą mniej niż 20 godzin nadliczbowych miesięcznie. W tokijskim Saint-Works zapewniającym opiekę pielęgniarską osobom starszym pracownice noszą na rękach specjalne opaski, na których podana jest godzina, o której powinny zaprzestać pracy. Przez ostatnie pięć lat liczba branych przez nie nadgodzin spadła o ponad połowę, a zyski spółki każdego roku się poprawiały.

Niektóre firmy wprowadziły u siebie tzw. promocyjny piątek. Pozwalają w każdy ostatni piątek miesiąca wychodzić pracownikom z biura o godzinie 15. Wręcz do tego zachęcają. Ekonomiści przyznają, że takie rozwiązanie naprawdę ma sens. Z wyliczeń Dai-ichi Life Research Institute wynika, że gdyby w każdy ostatni piątek miesiąca wyszli z pracy o 15.00 wszyscy pracownicy uprawnieni do skorzystania z tej „promocji", to w jedno popołudnie prywatna konsumpcja w Japonii zwiększyłaby się o 1 mld dol. I to zjawisko powtarzałoby się co miesiąc. Japoński rząd zauważył już, że większa liczba dni wolnych pozytywnie wpływa na gospodarkę (np. na sektor turystyczny i gastronomię), więc powiększył zbiór ustawowych świąt i innych płatnych dni wolnych do 16 rocznie. Jakiż widzimy tu kontrast z postawą wielu polskich ekonomistów i biznesmenów, którzy sprzeciwiali się uczynieniu 6 stycznia dniem wolnym, argumentując, że to strasznie zuboży naszą gospodarkę...

Kultura odreagowania

Wschodnioazjatyccy pracownicy mają swoje tradycyjne sposoby odreagowania biurowego stresu i przepracowania. W każdy piątkowy wieczór japońskie i koreańskie knajpy zapełniają się „korpoludkami", którzy wspólnie z kolegami i koleżankami z pracy ostro imprezują. Po północy do wszystkich stacji metra wleką się mocno podpici sararimani. – W Chinach jest trochę inaczej. Co prawda Chińczycy, zwłaszcza mężczyźni, nie wylewają za kołnierz, ale trudno tam zobaczyć pijanego człowieka na ulicy. Oni piją zazwyczaj w domu – zauważa Niewiński.

O ile w pracy obowiązuje często ostra dyscyplina, o tyle w życiu prywatnym można pozwolić sobie na więcej. Społeczeństwo to doskonale zrozumie i wybacza. – Sposób odreagowania jest zależny od cech osobowości, inteligencji emocjonalnej i środowiska. W krajach azjatyckich panuje powszechne przyzwolenie na odreagowanie poprzez ostrą pornografię, znacznie szerszą gamę zachowań i preferencji seksualnych oraz nadużywanie alkoholu – wyjaśnia Użarowska.

Angielski ekonomista John Maynard Keynes w latach 30. XX w. przewidywał, że w przyszłości ludzie będą pracowali po 15 godzin tygodniowo. Jego prognoza jest wciąż daleka od spełnienia – zwłaszcza w Azji Wschodniej. Miejscowi pracownicy „korpo" mogą się jednak pocieszać, że nawet po najcięższym tygodniu w biurze zawsze przychodzi weekend, który zaczyna się od dobrej, bardzo dobrej zabawy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA