fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Lasota: Rosja odmraża konflikty

AFP
W polityce zagranicznej Rosja różni się trochę od Związku Sowieckiego. ZSRS nie przejmował się prawem międzynarodowym, nie próbował nawet udawać, że należy do „wspólnoty krajów cywilizowanych" – jak to kiedyś określało to prawo.

Podbój i komunizowanie Europy Środkowo-Wschodniej nie było pierwszym takim wydarzeniem. Pięć lat wcześniej ZSRS zajął państwa bałtyckie, a dwadzieścia kilka lat wcześniej podbił niepodległe państwa Kaukazu i skolonizował Azję Centralną.

Inwazja na Węgry czy Czechosłowację nie zachowywała nawet pozorów legalności. Sowieci najpierw wkraczali tam, gdzie uważali to za niezbędne, a dopiero potem, niedbale, bez zachowania nawet pozorów, tłumaczyli się na forach międzynarodowych. W 1968 popularny był dowcip: „Czemu Ruskie tak długo siedzą w Czechosłowacji? – Szukają tego, kto ich wezwał na pomoc".

Pierwszym sowieckim liderem, który wycofał wojska z jakiegoś kraju – Afganistanu – był Gorbaczow. I do dziś ten fakt jest otwartą raną na rosyjskiej duszy.

Rosja odkryła – prawdopodobnie przez przypadek, tak jak Newton odkrył prawo dynamiki – siłę zamrożonych konfliktów, wojen hybrydowych i powoływania „grup" do rozwiązywania konfliktów. Te ostatnie, zazwyczaj tworzone pod egidą OBWE (jednej z wielu niepotrzebnych w sumie organizacji), z nieznanego powodu upodobały sobie Białoruś. Prawie ćwierć wieku temu powstała „grupa mińska" przekształcona w „proces miński" do rozwiązania konfliktu w Górskim Karabachu. Od 1995 roku „osobistym przedstawicielem przewodniczącego OBWE" w „procesie mińskim" jest ambasador Andrzej Kasprzyk, PRL-owski dyplomata służący poprzednio na Kubie i w Zimbabwe.

Od 1990 roku można znaleźć w misjach OBWE a to polskich wysokich oficerów, absolwentów Akademii Frunzego w Moskwie, a to zasłużonych w czasach PRL dyplomatów. Ciekawe, kto im dawał rekomendacje na te stanowiska.

Wojna w Karabachu, terytorium wchodzącym w skład sowieckiej republiki Azerbejdżanu, zaczęła się w 1988 roku, a walki zostały zawieszone w 1994, kiedy istniały już niezależne państwa Armenia i Azerbejdżan. Związek Radziecki, a potem Rosja, podsycały i kontrolowały wojnę lub zamrażały konflikt, co było bardzo łatwe, bo współdecydentami w grupie mińskiej, są USA, Francja i Rosja (te same kraje, które są członkami całkowicie sparaliżowanej Rady Bezpieczeństwa ONZ).

Ostatnio znów wybuchły walki w Karabachu i znów zwrócono uwagę na „zamrożone konflikty" na obrzeżach Rosji. Ale każdą mrożonkę można rozmrozić. Na Kaukazie, poza Karabachem, który służy Rosji do kontrolowania Azerbejdżanu i Armenii, Rosja zawiaduje jeszcze dwoma terytoriami będącymi kiedyś integralną częścią Gruzji: Abchazją i Osetią Południową. Osetia Południowa, odebrana Gruzji w czasie wojny w 2008 roku, oznajmiła, że w najbliższym czasie przeprowadzi referendum w sprawie zacieśnienia związków z Rosją.

Pomysły organizowania „referendum" na okupowanych terytoriach pochodzą jeszcze z czasów sowieckich, ale przez dłuższy czas tego instrumentu nie używano, aż do okupacji i anektowania Krymu przez Rosję. Obawiam się, że zachętą do formalnego przyłączenia Osetii do Rosji stała się reakcja, a właściwie jej brak, na aneksję Krymu.

Zachodnia dyplomacja coraz częściej oddziela problem okupacji Krymu od „hybrydowej" wojny na wschodzie Ukrainy. Mówi się o znoszeniu sankcji w osobnych transzach. Dogadajmy się w sprawie wschodniej Ukrainy, to zniesiemy część sankcji. A Krym? Na Krymie najważniejsze jest monitorowanie naruszeń praw człowieka – mówią niektórzy politycy. To oczywista obłuda, bo nie ma w Rosji swobodnie działających organizacji obrony praw człowieka, a na Krymie prześladowana jest przede wszystkim społeczność Tatarów krymskich.

Poważni politycy powinni często spoglądać na mapę Rosji i okolic. Wymienione powyżej tereny, na których są zamrożone konflikty (plus Naddniestrze) tworzą tak zwane minimum ambicji Rosji. A kiedy dodać jeszcze terytoria Estonii, do których są roszczenia rosyjskie, to doskonale widać niebezpieczeństwo, jakie już dziś stanowi Rosja. Cele są tradycyjne: dostęp do źródeł energii i mórz.

PS „Panamskie papiery" zaczynają obnażać wierzchołek piramidy korupcji w stosunkach międzynarodowych. Na przykład okazało się, że Dawit Kezeraszwili, minister obrony Gruzji w 2008 roku, który podał się do dymisji cztery miesiące po przegranej wojnie z Rosją, dziesięć dni później przelał co najmniej 50 milionów dolarów na tajne konta.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA