fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Krzysztof Brejza: Brejzowrocław nie istnieje

Fotorzepa, Darek Golik
- Uważaliśmy, że jak ktoś ceni sobie normalne państwo, to nie da się nabrać na tanią propagandę. Przegraliśmy z postprawdą - mówi Krzysztof Brejza, poseł PO

Plus Minus: To chyba dobrze, że złoty chłopiec Platformy zajmuje się złotem w Amber Gold.

Krzysztof Brejza: Złoty chłopiec kontra pięciu złotych członków z PiS, bo takie są proporcje w tej komisji. Pamiętam komisje śledcze za naszych czasów i dobrym zwyczajem było, żeby największa partia opozycyjna miała dwóch członków.

Ja też pamiętam komisje śledcze za waszych czasów. PiS rozwinął to, co sami robiliście.

W komisji hazardowej PiS miał dwóch przedstawicieli.

Ale nie tylko o liczbę przedstawicieli chodzi. Pamiętam, jak Mirosław Sekuła, jej przewodniczący, skrócił przerwę, kiedy mu się podobało, tak by już nikt nie zdążył zadać pytań Zbigniewowi Chlebowskiemu.

Bardzo zły incydent, ale pamiętam moją komisję (tzw. naciskową, w poprzedniej kadencji Sejmu – red.), gdzie byli i Arkadiusz Mularczyk, i słynna Marzena Wróbel. Natomiast komisja Amber Gold ma być młotkiem na Platformę i Tuska. Chodzi o nagonkę. Na razie PiS się nic nie udało. Wręcz przeciwnie, otwiera się coraz więcej wątków, z których wynika, że ta partia nie ma czystego sumienia, delikatnie mówiąc...

Może za chwilę się uda, bo przed komisją stanie Michał Tusk. Ty sprzeciwiałeś się temu przesłuchaniu.

Sprzeciwiałem się wzywaniu Michała Tuska na dzień przed wyborem przewodniczącego Rady Europejskiej, bo to było po prostu ewidentnie polityczne głosowanie. Pewnie przyszedł sygnał od prezesa.

Nie zauważyłem, żeby to wpłynęło na losy Donalda Tuska. Ale rozumiem, że teraz już można przesłuchać jego syna.

To jest zerwanie z dobrym obyczajem. Przesłuchiwaliśmy prokuratorów i urzędników, a nie pracowników spółek powiązanych z Amber Gold. Michał Tusk nie jest kluczowym świadkiem.

Syn premiera pracujący w liniach lotniczych finansowanych z Amber Gold, to robi wrażenie. Może się czegoś od niego dowiecie.

Media niedawno ujawniły, że członek PiS był pracownikiem Amber Gold. Michał Tusk nie nakłaniał ludzi do zakładania lokat, tak jak to robił członek PiS.

To syn premiera. Może coś wie.

Jeśli chodzi o tę sprawę, to najważniejsze zeznania złożył tu Jarosław Gowin, który stwierdził, że Michał Tusk mógł być wykorzystany jako swoista polisa ubezpieczeniowa przez przestępców. Wicepremier Gowin sprzeciwił się całej narracji, jaką PiS tworzy wokół tej afery.

A jak się współpracuje z Małgorzatą Wassermann?

Dobrze, ale gdy poruszam wątki niekorzystne dla PiS, to się „zapienia".

W wieku 18 lat wystartowałeś do sejmiku województwa. Nie miałeś lepszych rzeczy do roboty?

Zawsze mnie ciągnęło do działalności społecznej. Już w liceum jako nastolatek byłem przewodniczącym Klubu Europejskiego. Organizowaliśmy konkursy wiedzy o integracji europejskiej. Wejście do Unii było wtedy pragnieniem wielu młodych ludzi. Potem przyszedł czas na działalność w samorządzie studenckim i w Parlamencie Studentów UW.

W takim wieku marzyłeś o samorządzie zamiast chodzić na imprezy, jeździć na koncerty czy brać narkotyki?

Ha, ha, narkotyki. Nigdy nawet nie paliłem papierosów. Imprezowałem na studiach i chodziliśmy na koncerty. Cieszę się, że tak szybko związałem się z ugrupowaniem, któremu jestem wierny do dziś. Z pewnym niesmakiem obserwuję młodych ludzi, którzy działają zaledwie kilka lat w polityce i już potrafili startować z różnych partii.

Zapytałem o te narkotyki, bo wiem z twojego Facebooka, że kojarzysz „Wicuś ulepił grzybki". Czyli kawałek Kazika o grzybach halucynogennych.

Albo grzybkach z plasteliny. Syn akurat uczył się do konkursu i czytał na głos „Plastusiowy pamiętnik". Ja robię herbatę, a żona z nim ćwiczy tekst i nagle słyszę: „dzieci lepiły, co same chciały. Bronka ulepiła gniazdo z jajeczkami; Wicuś ulepił grzybki". Wtedy zrozumiałem, skąd Kazik brał inspirację do swojej „Melassy".

Czyli czegoś jednak słuchałeś. A jak tam doktorat?

Ukończony i obroniony.

A jaki temat?

Kontrola parlamentarna nad służbami specjalnymi realizowana przez Komisję do spraw Służb Specjalnych.

Ale ty nie jesteś w tej komisji.

Zostałem wykluczony przez PiS. Ograniczono skład do jednego posła Platformy, czyli do Marka Biernackiego. PiS zmniejszył skład tej komisji i tak naprawdę ją zniszczył. Gdy to robił, przypomniałem w Sejmie słowa Krystyny Pawłowicz, „że taka sytuacja jest konstytucyjnie niedopuszczalna", a pani premier Beata Szydło w 2009 r. mówiła, że „zasada rotacyjnego przewodnictwa PiS jest dobra i służy przejrzystości tego, co się dzieje".

Muszę ci przyznać, że potrafisz szperać. Strasznie dużo czasu spędzasz w w tych bibliotekach.

I mam swoje odkrycia. Proszę: artykuł prof. Pawłowicz o wspólnych przedsiębiorstwach polsko-radzieckich i dwa teksty z 1987 r. w „Trybunie Robotniczej", czyli organie PZPR. Sporym odkryciem był „Dobry znak", czyli gazeta wydawana przez spółkę ściśle związaną ze SKOK Wołomin. Gazeta była wydawana od 2008 do 2013 roku i zajmowała się promowaniem polityków PiS. W bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego jest cały nakład tego dwutygodnika. Przeskanowałem sobie i zacząłem przeglądać. Odkryłem artykuł promujący Jarosława Kaczyńskiego w czasie kampanii wyborczej w 2010 r. Tekst miał hasło wyborcze kandydata, gazeta była bezpłatna, a jej nakład wynosił 100 tys. Z PKW dostałem odpowiedź, że nie było faktur na taki materiał wyborczy. Logiczny wniosek jest taki, że środowisko SKOK Wołomin zapewne finansowało kampanię wyborczą Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnę, że prawicowe media łączyły z tym SKOK Bronisława Komorowskiego, co jest totalnym absurdem.

Tylko jak to jest, że PiS ma całą armię ludzi, którzy szperają w archiwach i sklejają z wami różne rzeczy, a Platforma tylko ciebie?

Zastrzeliłeś mnie tym pytaniem.

Samo się nasuwa.

Może to był efekt dwóch kadencji i zbytniej wiary w logikę naszego wyborcy. Uważaliśmy, że jak ktoś ceni sobie normalne państwo, to nie da się nabrać na tanią propagandę, która przerodziła się w postprawdę. Przespaliśmy to.

Byliście utuczeni władzą.

Można to tak nazwać. Ja obserwowałem to w komisji śledczej do spraw nacisków. Mieliśmy wtedy hasło polityki miłosierdzia i nie ukrywam, że to mi trochę doskwierało.

Dobrze, że wspomniałeś o tej komisji. Jak to możliwe, że PiS rządził krócej niż ona pracowała.

To jest pytanie do przewodniczącego tej komisji.

Nie ma tu przewodniczącego, ale jest jej prominentny członek.

Andrzej Czuma jako przewodniczący akurat tej komisji się nie sprawdził. Zwracam jednak uwagę, że jej raport (przyjęty przy sprzeciwie Czumy – red.) potwierdzał to, co później ustalił sąd. Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik zostali skazani na trzy lata bezwzględnego pozbawienia wolności za nadużycie uprawnień przy przeprowadzeniu operacji gruntowej. Niestety, prezydent Andrzej Duda ich ułaskawił.

Często mówisz, że Platformie jest potrzebny powrót do korzeni. Czyli właściwie do czego?

Dla mnie tym korzeniem jest obywatelskość. Chodzi o bliskość z ludźmi. Zawsze byłem posłem terenowym, uwielbiam dyżury poselskie. Uważam, że politycy powinni wysłuchiwać ludzi. My mamy bardzo silne instrumenty kontroli. Na przykład interwencja poselska i obowiązek, by każdy organ w 14 dni na nią odpowiedział. Nie wszyscy z tego korzystają.

A ty kiedy ostatnio korzystałeś?

Na przykład w sprawie wypadku Macierewicza wysłałem zapytanie do kilkunastu instytucji i uzyskałem bardzo ciekawe odpowiedzi, które udostępniałem na Twitterze. Na tym polega kontrola parlamentarna.

To jest moja trzecia kadencja, to bardzo dużo, jak na człowieka, który ma 33 lata. Widzę wyalienowanie niektórych polityków i to niezależnie od barw politycznych. Politycy zasiadają w ławach poselskich i odrywają się od problemów zwykłych ludzi.

A ty się odkleiłeś od Inowrocławia?

Nie odkleiłem się. Dyżuruję regularnie, nie tylko w Inowrocławiu, ale i w całym okręgu wyborczym. Zresztą u ludzi, którzy widzą mnie w telewizji rośnie zapotrzebowanie na bezpośredni kontakt. Rozmawiamy...

I mówią: panie pośle niech pan przekaże tę sprawę tacie, to on coś załatwi.

Nie ma czegoś takiego. Ojciec na pewno na początku dał mi impuls, ale to wszystko. Każdy podąża swoją ścieżką. Tata idzie drogą samorządową, a ja bardziej polityczną.

Tata jest prezydentem Inowrocławia, a syn jedynym posłem z miasta. Kiedy zmieniacie nazwę na Brejzowrocław?

Ta nazwa wzięła się ze złośliwości naszych przeciwników politycznych, którzy od lat nie mają pomysłu, jak wygrać. Pozostają im inwektywy.

Ale to jest inwektywa czy stan opisowy? Niepodzielnie rządzicie w mieście.

Od lat pracujemy dla miasta. Pierwszy z brzegu przykład to uchwalona z mojej inicjatywy ustawa, dzięki której Platforma przywróciła egzaminy na prawo jazdy w miastach średniej wielkości, takich jak Inowrocław, Puławy czy Głogów. Wcześniej miasta, które nie miały praw powiatu nie mogły przeprowadzać egzaminów. Przykładów jest znacznie więcej, a Brejzowrocław istnieje tylko w umysłach tych, którzy nie są w stanie zaproponować wyborcom konstruktywnej i sensownej alternatywy.

Gdzieś to słyszałem. Musisz tylko dodać, że suweren jest po waszej stronie.

W każdym razie tata kocha samorząd, a ja idę ścieżką parlamentarną.

Ale poparcie i nazwisko się przydało.

Za pierwszym razem wszedłem do Sejmu z ostatniego miejsca na liście. Potem z siódmego. Ludzie mi zaufali i w każdych kolejnych wyborach bardziej doceniali zaangażowanie. Od ponad dziesięciu lat sam ciężko pracuję na swoje wyniki.

A możemy porozmawiać o twoim wujku?

Powraca do babci w snach... To jest trudny temat dla mojej rodziny.

Rozumiem, ale myślę, że warto coś o nim opowiedzieć.

Miał antykomunistyczne poglądy, był twórcą Niezależnego Samorządnego Związku Młodzieży Szkolnej Solidarność, pierwszej takiej organizacji w Polsce. Niestety, nie poznałem go, bo urodziłem się dopiero po jego śmierci. Nie wytrzymał psychicznie esbeckich szykan i targnął się na własne życie. Miał zaledwie 17 lat.

Mama jest kompozytorką.

Zajmuje się współczesną muzyką. Pracuje w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, tworzy piękne utwory. Trochę nie do końca odnajduje się we współczesnych czasach z Youtube'em i internetem. Zachęcam ją do tworzenia i myślę, że uda się jej wydać swoją płytę. Mama pisze też utwory dla dzieci.

Dla wnuków?

Dla wnuków też. Zawsze, jak przychodzimy, gra na fortepianie, a dzieci śpiewają.

A ty grasz na czymś?

Nie ukończyłem szkoły muzycznej. Żałuję.

Tata jest zdaje się konserwatystą, a ty? Jesteś na przykład za aborcją?

Jestem za kompromisem i za związkami partnerskimi. Możliwość dziedziczenia czy odwiedzanie się w szpitalu to są absolutnie elementarne rzeczy.

Które jako Platforma totalnie pokpiliście.

Mam składać samokrytykę? Uważam, że należy naprawić ten błąd. Popatrzmy na świat: europejska chadecja jest coraz bardziej otwarta.

Pewnie dlatego Grzegorz Schetyna mówi o konserwatywnej kotwicy.

Dla mnie konserwatyzm to przede wszystkim zaprzeczenie rewolucji. Rewolucja ma charakter skrajnie lewicowy. Jak mówię o sobie, że jestem liberalnym konserwatystą, to mam na myśli praworządność. Czy chodzi o prawdziwych republikanów w USA, czy brytyjskich konserwatystów, to są ludzie, dla których praworządność jest świętością. To, z czym mamy obecnie do czynienia jest skrajnym odejściem od idei republikanizmu. Nie można konserwatyzmu interpretować tylko obyczajowo, bo to jest pewien model funkcjonowania państwa. A tu wychodzi Kornel Morawiecki i mówi, że ponad prawem stoi jakaś wola. Wola to stała wyżej właśnie w systemach bolszewickich czy totalitarnych, które zrywały z dziedzictwem naszej cywilizacji opartej na prawie.

No to twój konserwatyzm mamy już omówiony. A co z liberalizmem gospodarczym? Ideą, która jest obecnie w odwrocie.

Szacunek dla przedsiębiorców i ograniczenie udziału państwa w regulacjach, czyli to, co udało się nam zrobić...

No nie.

...tylko nie udało się nam tego sprzedać w kampanii wyborczej. Zatraciliśmy się w inwestycjach infrastrukturalnych. Ludzie jeździli po nowoczesnych drogach i mostach, ale widzieli tylko beton. Zgubiliśmy w tym wszystkim człowieka. Rozwiązaniem okazało się 500+.

Już wiecie, że człowiek doceni rosnące PKB tylko wtedy, gdy zobaczy je w lodówce?

Przegraliśmy w narracji. Nie potrafiliśmy odpowiedzieć o wydłużonych do roku urlopach macierzyńskich, które teraz przypisuje sobie PiS. Nie umieliśmy opowiedzieć o żłobkach i przedszkolach. W dodatku przegraliśmy z postprawdą. Wszystko akurat się zbiegło z wystrzałem mediów społecznościowych. Pamiętasz zdjęcia Bronisława Komorowskiego na tle budowy obwodnicy Inowrocławia?

Doskonałe. Był prezydent Komorowski, to i były koparki. Nie było prezydenta, to i nie było koparek.

Myśmy walczyli o tę obwodnicę, tymczasem kilka wrzutek pisowskich trolli i wszyscy w to uwierzyli.

Przecież widziałem zdjęcia, jak prezydent wyjechał, to i koparki się schowały.

Było po 16, to zjechały z budowy, ale pracowały tam następnego dnia, i następnego, i za chwilę będziemy mieć otwarcie 19-kilometrowej obwodnicy.

To akurat PiS ją otworzy.

Niech otworzy ją Bronisław Komorowski. Ta obwodnica to piękny przykład tego, jak można zakłamać rozpoczęcie prac ziemnych. To jest czysta postprawda. Tak to funkcjonowało w pisowskich mediach, tymczasem w samym Inowrocławiu ludzie wiedzą, jak jest. Bronisław Komorowski miał tu największe poparcie ze wszystkich miast prezydenckich.

Brejzolandia za Bronkiem.

Przygotowywałeś się do wywiadu. Wpisujesz w Google'a „Brejza", to wyskakuje „złoty chłopiec Platformy". To pokazuje siłę mediów naszych politycznych przeciwników.

Wracając do rządów PO. Dlaczego zapomnieliście o pracownikach? Dlaczego nikt nie pochylił się nad tematem umów śmieciowych?

Proponowaliśmy jednolity kontrakt...

Gdy było wiadomo, że przegracie wybory i nie będziecie mogli go wprowadzić.

To było w kampanii.

Po ośmiu latach rządzenia się zorientowaliście.

Po ośmiu latach budowy i olbrzymich inwestycji infrastrukturalnych. Kontrakt był propozycją z kampanii i byśmy go wprowadzili, bo my dotrzymujemy słowa.

Tak jak z likwidacją Senatu.

Dotrzymalibyśmy obietnicy wprowadzenia kontraktu. Był projekt ustawy i wszystko zostało policzone.

A jak to stwierdziła Joanna Mucha, projekt podatkowy PO był dramatycznie prosty dla użytkownika, ale zbyt skomplikowany, by go wytłumaczyć.

Powtórzę: przegraliśmy narrację. Nie wiem, co się stało pod koniec kadencji. Nie potrafiliśmy dotrzeć do młodych ludzi. Zapłaciliśmy za to cenę, ale patrzę na nowe sondaże i widzę, że ich odzyskujemy.

Te sondaże i badania pokazują, że młodzież ma bardzo prawicowe poglądy. Nie do końca ją interesuje nawet PiS.

To jest niesamowity wybuch marketingowy. Żołnierze Wyklęci i flaga Polski na prześcieradle i skarpetkach. Jest idea, w której odnajdują się młodzi ludzie. Zagarniają tę sferę PiS i Kukiz'15, a ja przypomnę, że pierwszym prezydentem, który mówił o Żołnierzach Wyklętych, był Bronisław Komorowski.

Pewnie dlatego pomysł ustanowienia Dnia Żołnierzy Wyklętych pochodził od Lecha Kaczyńskiego.

Nie wiedziałem. W każdym razie młodzi ludzie szukają punktu oparcia i niestety przez internet wszystko jest obracane przeciw ugrupowaniom umiarkowanym. Ważne jest to, o co walczyli Żołnierze Wyklęci. Walczyli o Polskę demokratyczną, a nie o tyranię. Dziedzictwem Polski przedwojennej, mimo sanacji, jest krąg kultury Europy Zachodniej, a my teraz zwracamy się w stronę Wschodu.

Sam mówisz, że młodzi są ideowi, a co to za idea: ciepła woda w kranie? Co się dziwić tym młodym?

Platforma odbudowuje zaufanie i musi wrócić do korzeni. Tą ideą może być normalne państwo, w którym władza nie chce osaczać obywatela.

Ale jaka idea stoi za Platformą?

Przede wszystkim idea samorządu.

I to jest to, co ma porwać młodych ludzi?

Wpływ na władzę. Młodzieżowe rady miejskie, które działają bardzo prężnie również w moim mieście. Ale jest też idea Unii Europejskiej. Trzeba odkłamać to, co jest zalewane hejtem antyunijnym. Unia jest wspaniałą organizacją, która zapewniła spokój kontynentowi. Trzeba wrócić do tego, czego pragnęli Polacy walczący o wolną Polskę.

Tusk wam w tym pomoże?

Mam nadzieję.

Nawet z więzienia?

Myślę, że prokuratorzy są przerażeni tym wnioskiem Antoniego Macierewicza, do którego nawiązujesz. Nic w nim nie ma, a wszyscy wiedzą, że ta władza przeminie. Jak nie za pół roku, to za dwa i pół roku. Wtedy przyjdzie okres prawdziwego rozliczenia.

Już raz to obiecywaliście.

Był wyrok na Kamińskiego i Wąsika. Nie nasza wina, że prezydent złamał konstytucję, ułaskawiając ich. To tylko dowodzi, że Mongołowie wtargnęli do Polski i nie można się już na nic oglądać. Trzeba będzie to rozliczyć.

Widzę, że znów zaoferujecie straszenie PiS.

Zaoferujemy decentralizację Polski i wzmocnienie samorządów. Tym razem będą też rozliczenia. Będzie etap odbudowy prokuratury i sądownictwa. Chcemy niezależnego od polityków, dobrze funkcjonującego państwa. Szykujemy projekty ustaw w nawet tak banalnych sprawach, jak przejazdy kolumn pojazdów. Nasz projekt został już skierowany do pierwszego czytania.

Na pewno przejdzie.

Na pewno wywoła teraz dyskusję, a my go potem wprowadzimy.

—rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News)

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA