O słoniu, ślepcach i psychoterapii

Mirosław Owczarek
Od lat spotykam ludzi, którzy psychoterapeutom przypisują winę za zniszczone zdrowie, zmarnowane lata życia, rozbite relacje rodzinne. Nie chcę oceniać, czy ich gorycz jest uzasadniona. Wiem jednak, że w ich głos należy się wsłuchać ze szczególną uwagą, bo to oni płacą najwyższą cenę za udział w eksperymentach, które ktoś nazwał psychoterapią.

Stara indyjska przypowieść opowiada o sześciu ślepcach, którzy postanowili dowiedzieć się czegoś o słoniu. Jeden z nich natknął się na twardą skórę słonia, stwierdzając, że jest on murem. Drugi dotknął kła i ocenił, że ma do czynienia z włócznią. Trzeci, pomacawszy trąbę, doszedł do przekonania, że to gatunek węża. Czwarty, natknąwszy się na kolano słonia, zawyrokował, że jest on drzewem. Doświadczywszy podmuchów powietrza powodowanych przez uszy słonia, piąty ślepiec nazwał go wachlarzem. I wreszcie szósty, chwyciwszy zwierzę za ogon, skonkludował, że jest ono zwykłą liną. Wszyscy ślepcy, posiadłszy swoje racje, nie potrafili uznać odmiennych przekonań swoich towarzyszy, pozostali skłóceni i nigdy nie zdobyli pełnej wiedzy o wyglądzie słonia.

Prawda płynąca z tej opowieści zdaje się być truizmem ilekroć przyglądamy się ślepcom z pozycji obserwatora. Staje się jednak aż nazbyt często nieosiągalna, kiedy sami możemy dotknąć je...

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL