fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Niemiecka niepamięć

Fotorzepa, Waldemar Kompala
Przyzwyczailiśmy się uważać, że politycy mają niezwykłą zdolność do kreowania rzeczywistości. A przede wszystkim, że wypowiedzi ważnych urzędników przekładają się od razu na fakty.

Zapewne dlatego w Polsce zapanował powszechny entuzjazm, gdy kanclerz Angela Merkel, a wcześniej wicekanclerz i zarazem szef niemieckiego MSZ Sigmar Gabriel, przypomniała, że to Niemcy ponoszą odpowiedzialność za II wojnę światową, że to Niemcy budowali obozy koncentracyjne, że to Niemcy wymyślili plan Zagłady i to, czy pomagali im przedstawiciele innych narodów, niczego nie zmienia.

– Ta odpowiedzialność obowiązuje nadal i każdy rząd niemiecki będzie ją na siebie brał – mówiła szefowa niemieckiego rządu.

Pech jednak chciał, że w ostatnich miesiącach przeprowadzono u naszego sąsiada kilka sondaży, które pokazują, co o przeszłości sądzą zwykli Niemcy. Jesienią szeroko komentowane było badanie opisane przez „Frankfurter Allgemeine Zeitung". Okazało się wówczas, że ponad połowa niemieckich nastolatków nie słyszała o obozie Auschwitz-Birkenau.

Z kolei z opublikowanego w ostatni wtorek badania Uniwersytetu Bielefeld wynika, że współcześni Niemcy wcale nie poczuwają się do odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy. 76 proc. z nich nie zgadza się ze zdaniem: „Czuję się winny za Holokaust, chociaż ja sam nie zrobiłem nic złego". Przeciwnie, dominuje przekonanie, że dzisiejsi Niemcy są ofiarami nazizmu: 55 proc. naszych zachodnich sąsiadów uważa swe rodziny za ofiary Hitlera, 18 proc. twierdzi, że ich rodziny pomagały prześladowanym przez nazistów, a tylko 17 proc. przyznaje, że wśród ich przodków byli sprawcy zbrodni. Ale jeszcze ciekawsze było pytanie dotyczące tego, co nasi sąsiedzi uważają za najważniejsze wydarzenie w historii Niemiec po 1900 r. Więcej naszych sąsiadów uważa, że ważniejsze było zjednoczenie Niemiec (39 proc.) niż II wojna światowa (37 proc.). Przy okazji Niemcy podkreślają, że interesują się historią, ale znają ją głównie ze szkoły.

Czy te odpowiedzi świadczą o niedouczeniu, czy też przeciwnie – są wynikiem świadomej polityki historycznej? Wszak odwiedzający berlińskie Muzeum Historyczne może ominąć szczegóły dotyczące okrucieństw II wojny światowej (znajdują się one w gablotach, do których trzeba zejść z głównego szlaku), natomiast nie może ominąć punktu ekspozycji pokazującego podział Niemiec, wystawa zaś kończy się spektakularną salą upamiętniającą zjednoczenie. Również podczas wizyty w Centrum Upamiętnienia Ruchu Oporu oglądamy wystawę, z której wynika, że Hitlerowi sprzeciwiali się ludzie reprezentujący wszystkie niemal grupy społeczne i narodowe: widzimy wystawy poświęcone oporowi studentów, harcerzy, robotników, księży, intelektualistów, Żydów (sic!), Romów i Sinti, a także oficerów zaangażowanych w spisek przeciw Führerowi.

Istnieje więc głęboka różnica pomiędzy deklaracjami pani kanclerz a tym, co myślą zwykli Niemcy i co mogą zobaczyć w najważniejszym berlińskim muzeum. I jeśli rzeczywiście Polsce zależy na prawdzie historycznej, nie powinniśmy czuć się usatysfakcjonowani tym, że kilku VIP-ów powie coś miłego. Cytowane bowiem badania socjologiczne pokazują, że pamięć Niemców się zmienia. I tu powstaje kilka ważnych pytań: kiedy pamięć o niemieckiej winie zmniejszy się w społeczeństwie tak, że politycy przestaną się do niej przyznawać? I kto wówczas w opinii naszych zachodnich sąsiadów winien będzie zbrodniom III Rzeszy, skoro nie będą to już Niemcy?

Dość powiedzieć, że na polu walki o pamięć mamy jeszcze sporo do zrobienia. A przykład Niemiec pokazuje, że narrację znacznie lepiej kształtują szkoła i popularne muzea niż groźby kar więzienia w kodeksie karnym.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA