fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

„Ja, deprawator”: Kronika III RP według Boya

materiały prasowe
Dzienniki Hena to nie tylko zbiór wspomnień

Istnieje teoria, że w obecnych czasach przeżywamy upadek powieści. Ambitnym czytelnikom w takim układzie pozostają więc biografie lub pamiętniki i dzienniki. Oczywiście od każdej zasady można znaleźć wyjątki, ale faktycznie coś jest na rzeczy. Dotyczy to zwłaszcza codziennych, przelewanych na papier bądź do komputera, refleksji pisarzy. Najbardziej intrygujące są te, które – niezależnie od walorów literackich – kryją w sobie pewną tajemnicę, jakąś dodatkową, nie zawsze świadomie przez autora przekazywaną treść. Choćby zapiski Jana Lechonia i Jarosława Iwaszkiewicza. Czasem dziennik stanowi pretekst do pogłębionej, swobodnej publicystyki, a kiedy indziej to tylko suchy (wręcz nudny) harmonogram zdarzeń, cenny wyłącznie dla przyszłych historyków. Bywa jeszcze inny przypadek. Czasem pisarz ceniony, spełniający się na innych literackich frontach, pisze dziennik, traktując go również jako formę kontaktu ze swymi stałymi czytelnikami. Wzorcem z Sevres takiego pisania są dzienniki Józefa Hena. Autora pod wieloma względami wyjątkowego, obchodzącego 8 listopada 95. rocznicę urodzin. Jubilat w jednej z książek (biografii Tadeusza Boya-Żeleńskiego) następująco wskazywał, co jest przydatne do dobrego pisania: „oczytanie, kulturę literacką, kulturę myśli, energię wysłowienia, bogatą polszczyznę, swadę." Można dodać, że wszystko to również ma sam Hen. Właśnie z tego powodu jego dzienniki czyta się bardzo dobrze. Napiszmy więcej: trudno się od nich oderwać. Przede wszystkim jest to kopalnia niesamowitych historycznych opowieści i anegdot. Takich, których próżno szukać w większości opracowań naukowych. Dotyczą one słynnych pisarzy, ciekawych sytuacji towarzyskich, a także sprawy nie do przecenienia – oddawania nastrojów zarówno czasów przedwojennych, jak i powojennych, w tym np. lat 40.

Ale dzienniki Hena to nie tylko zbiór wspomnień. To również opis bieżących zdarzeń, odczuć, w tym także politycznych. Zapewne czytane za kilkadziesiąt lat nabiorą jeszcze większej mocy, jednak już teraz po pogłębionej lekturze stanowią specyficzną wartość. Dlaczego? Pomijając inne względy, pisarz nazywany jest czasami „ostatnim z wielkich". Czy rzeczywiście ostatnim – można dyskutować, jednakże nie sposób zaprzeczyć, że to reprezentant ciekawego środowiska twórców. Grupy, która była od wczesnej młodości przesiąknięta coraz mniej dziś zauważalnym w młodszych pokoleniach oczytaniem i kulturą literacką.

Niezwykle ciekawym doświadczeniem jest obserwowanie, jak postać formatu Józefa Hena patrzy na kolejne zdarzenia w przestrzeni publicznej. Najnowszy tom zatytułowany „Ja, deprawator" obejmuje lata 2016–2018, a więc czasy doskonale znane wszystkim czytelnikom. Ciekawe jest zwłaszcza to, jak autor w dawnym duchu komentuje dyskusję publiczną, wyszukując – rzecz jasna z określonego ideowego punktu widzenia – najważniejsze wypowiedzi prasowe. Patrzy na nie z perspektywy swych ulubionych, opisywanych we wcześniejszych książkach bohaterów: Boya-Żeleńskiego, Stanisława Augusta Poniatowskiego czy Montaigne'a. Tym samym przypomina, że historia wciąż się powtarza i pokazuje, jak wiele analogii można znaleźć między współczesnością a na przykład czasami II RP lub schyłkowym okresem Rzeczypospolitej szlacheckiej. Czyni to z pasją zaraźliwą dla czytelnika.

I w końcu ostatnia rzecz. Na kartach dzienników występuje także szereg ciekawych współczesnych postaci, z którymi pisarz przy różnych okazjach się spotyka i dyskutuje. Wydawcy, literaci, aktorzy... Wszyscy oni nabierają u Hena swojego kolorytu, tak samo jak onegdaj Kisiel w zapiskach Tyrmanda.

Trudno porównywać do siebie dzienniki pisane przez różnych autorów, każdy jest inny, trudno znaleźć jedną miarę oceny. Ale jeśli przymkniemy na chwilę oko na wszelkiego rodzaju niuanse, to można zaryzykować tezę, że zapiski Hena (obok dzienników Jerzego Pilcha i Rajmunda Kalickiego) to najciekawsze współczesne dzieło tegoż gatunku.

„Ja, deprawator" Józef Hen, wyd. Sonia Draga, Katowice 2018

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA