fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Platforma Obywatelska

Radny PiS Paweł Terlecki: Bartłomiej Misiewicz zachował się honorowo

Fotorzepa, Piotr Nowak
- Przysłowie mówi, lepiej późno niż wcale - w ten sposób warszawski radny PiS Paweł Terlecki na antenie TVN24 odpowiadał dlaczego dopiero po półtora roku funkcjonowania Bartłomieja Misiewicza w życiu publicznym w PiS uznano, że nie ma on kompetencji do zajmowania stanowisk w administracji publicznej i spółkach skarbu państwa.

Misiewicz 13 kwietnia zrezygnował z członkostwa w PiS, po tym jak dzień wcześniej powołano komisję, która miała zbadać okoliczności zatrudnienia byłego rzecznika jako pełnomocnika zarządu w PGZ ds. komunikacji (co ujawniła "Rzeczpospolita"). Powołując komisję ws. Misiewicza Jarosław Kaczyński zawiesił go jednocześnie w prawach członka PiS.

- Misiewicz zachował się honorowo składając rezygnację (z członkostwa - red.). Komisja zakończyła postępowanie wyjaśniające, wydała komunikat. Z punktu widzenia formalnego sprawa jest zakończona - mówił stołeczny radny PiS.

Terlecki ubolewał jednocześnie nad "niestosownym linczem medialnym", którego ofiarą miał paść Misiewicz. - Proszę sobie wyobrazić co czuję ten młody człowiek, który stał się obiektem ataków ze wszystkich stron. Media obrały go sobie za cel i zlinczowały go - mówił.

Z tym, że Misiewicz jest niewinny zgodził się europoseł PO Adam Szejnfeld. - Ofertę pracy dostał i ją przyjął, każdy ma prawo robić karierę - mówił. Dodał, że "ten chłopiec nie przyszedł z ulicy do PGZ i nie powiedział: zatrudnijcie mnie".

- Ktoś go tam skierował, ktoś wydał polecenie, a komisja skupia się nad tym młodym chłopcem, a nie nad tym, który kierował go do tej pracy - zauważył Szejnfeld.

Szejnfeld wyraził zdziwienie, że komisja powołana przez Kaczyńskiego nie zajęła się szefem MON Antonim Macierewiczem. Zdziwił się też, że w sprawę musiał angażować się prezes Prawa i Sprawiedliwości. - To nie był problem PiS-u - tylko rządu. Podwładny pani premier, minister obrony narodowej, ma takiego pracownika, którego rzuca na wszystkie fronty, nikt tego nie może zatrzymać i nagle musi się partia tym zająć. To dowód na to, że mamy kryzys zarządzania Radą Ministrów przez premier (Beatę Szydło) - stwierdził Szejnfeld.

Źródło: TVN24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA