fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Platforma Obywatelska

Zdrojewski: PiS to lawina problemów

Bogdan Zdrojewski
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Bogdan Zdrojewski | Unię niepokoi nie tylko TK, ale też m.in. likwidacja korpusu służby cywilnej – mówi europoseł PO.

Kornel Morawiecki ma zostać honorowym wrocławianinem (kilka godzin po przeprowadzeniu wywiadu rada Wrocławia takie wyróżnienie Morawieckiemu przyznała - red.). Czy powinien otrzymać ten tytuł?

Bogdan Zdrojewski, europoseł PO, były prezydent Wrocławia, były minister kultury: Zasługi Kornela Morawieckiego w okresie stanu wojennego są wystarczające, aby go otrzymał. Szkoda, że zdarzył się epizod z głosowaniem na cztery ręce, który psuje ważny dzień w życiu lidera „Solidarności Walczącej”. Niezależnie od tego, dodam jednak, że jestem przeciwnikiem przyznawania honorowego obywatelstwa wielu osobom naraz (do takiej sytuacji dojdzie w tym roku we Wrocławiu – red.). Także tym, które już nie żyją. To nie ordery pośmiertne. Zmieniono tradycję, naruszono zasadę i dziś jest z tym pewien problem.

Czy Morawiecki może zbudować nową partię?

Nie wierzę w to. Wcześniejsze próby także były nieudane.

Klub parlamentarny w Sejmie?

Również mało prawdopodobne, raczej koło.

Dlaczego?

Kornel Morawiecki to indywidualista ze sporą grupą wyznawców, ale bez zaplecza politycznego. Dziś jest raczej skromnym, ale istotnym zapleczem dla swojego syna. To notabene zrozumiałe. Jestem przekonany o jego dobrych intencjach, lecz nie mając doświadczeń, przy obecnych realiach politycznych będzie raczej narzędziem w rękach prezesa Kaczyńskiego niż podmiotem.

Jego syn, Mateusz Morawiecki, byłbym dobrym premierem?

To niezwykle interesująca postać. Bardzo dobrze rozwijał się jako bankowiec. Szczebel po szczeblu. Od analityka, osoby, która zajmuje się mniej odpowiedzialnymi czynnościami w banku, aż do prezesa z bardzo dobrymi wynikami.

Bankster?

Nie. To brzydkie określenie, niepasujące zupełnie do Mateusza Morawieckiego. Problem jest kompletnie inny. Dziś szanse na szybkie nabycie kompetencji politycznych przez niego są niezwykle skromne. Natomiast obsadzenie go w roli np. szefa składu ekspercko-ekonomicznego byłoby interesujące. Niestety, obecne gry i insynuacje dotyczące ewentualnych zmian i osłabiają premier Beatę Szydło i nie służą samemu Morawieckiemu.

Morawiecki premierem to zatem scenariusz realny?

Nie wydaje mi się, żeby dziś Jarosław Kaczyński proponował Morawieckiemu posadę Beaty Szydło. Rozważania o rozmaitych scenariuszach wciąż przypominają natomiast wszystkim obserwatorom życia politycznego, gdzie jest główny reżyser zdarzeń. Nie jest nim ani prezydent, ani premier. W takiej sytuacji szefem rządu za moment może być każdy desygnowany przez prezesa.

Czy kwestia Trybunału Konstytucyjnego wciąż jest tematem ważnym w Brukseli i Strasburgu?

Tak, ale nie tylko. Trybunał jest pierwszym, kluczowym, ale niejedynym powodem zaniepokojenia sytuacją w Polsce. Jesteśmy za dużym państwem, by rozmaite perturbacje były, krótko mówiąc, lekceważone. Obecna utrata prestiżu jest bolesna tak samo dla nas, jak i całej Europy.

Kolejne tematy, budzące spore negatywne zainteresowanie w europarlamencie lub Komisji Europejskiej to np. ustawa likwidująca de facto korpus służby cywilnej. Wyrzucono do kosza ten fragment negocjacji Polski, który warunkował otrzymanie przez nasz kraj dziesięć lat temu gwarancji finasowania w programach infrastrukturalnych. To, że nie zwrócono uwagi na to, że otrzymanie środków przez Polskę warunkowało powstanie ustawy o korpusie służby cywilnej, jest wielkim przeoczeniem obecnego rządu. O tym zaczyna się mówić w europarlamencie.

Kolejnym tematem jest próba zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Polska w UE jawi się jako kraj, który ma najostrzejsze prawo w tej materii. A trzeba pamiętać, że był to trudny kompromis społeczny, akceptowany przy okazji konkordatu. Grupy lewicowe w Parlamencie Europejskim już zapowiadają rezolucję w sprawie Polski.

Będzie kolejna rezolucja?

To błąd. Najwięcej tzw. donosów na Polskę ma w swojej aktywności PiS, ale dziś rząd jest źródłem najważniejszych pretekstów do rozmaitych negatywnych zainteresowań naszym państwem. Bardzo mnie to martwi. Wracając do ewentualnej rezolucji w sprawie aborcji, dodam, że to dużo słabszy element debaty o Polsce niż, odbierana jako kluczowa, walka o zachowanie standardów dotyczących suwerenności Trybunału Konstytucyjnego. Mimo wszystko jest to kolejny element burzenia dobrej opinii o Polsce.

Trzeba też odnotować zainteresowanie losami mediów publicznych, a zwłaszcza spadkiem pozycji Polski w rankingach oceniających standardy w tej materii. PiS uruchomił lawinę problemów, o których mówi się w Europie, bardzo groźną z punktu widzenia państwa polskiego.

Głosował pan za rezolucją europarlamentu w sprawie TK, co w Polsce część środowisk uznaje za zdradę.

Wręcz przeciwnie. Zdradą jest głosowanie za Polską, w której prawo, konstytucja, demokracja, wolność mogą być deptane. Rezolucja powstała w efekcie zaproszenia Komisji Weneckiej przez polski rząd do oceny stanu rzeczy w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego. Opinia zaproszonego gościa powinna być obowiązująca. Alternatywna rezolucja, zaproponowana przez PiS, była wręcz donosem na przeciwników politycznych i jednoczesnym odrzuceniem opinii zamówionej przez rząd. Głosowałem za szacunkiem wobec Polski i wiarą, że nie poddamy się także w sprawie zachowania standardów konstytucyjnych.

Czy jest obawa, że Polska może zostać obłożona sankcjami?

Mamy do czynienia z kilkoma scenariuszami, które mogą być równoległe. Żadne sankcje w postaci np. otwarcia tzw. kopert narodowych (odebrania Polsce przyznanych jej funduszy – red.) nam nie grożą. Nikt na to nie pozwoli.  Ci, którzy straszą, że w najbliższym czasie Polska straci środki finansowe na infrastrukturę, nie mają racji i niezbyt orientują się w procedurach, a także w niuansach europejskich finansów.

Inne restrykcje?

Obszarem ewentualnych restrykcji mogą być Wspólna Polityka Rolna, bo ona jest poza tzw. kopertami narodowymi i, co niezwykle ważne, całość procedur utrudniających wydawanie środków już przyznanych.

Czyli Polska może stracić finansowo?

Dziś jesteśmy w trakcie kształtowania opinii dotyczących wieloletnich ram finansowych. Po czerwcowym referendum w Wielkiej Brytanii (w sprawie wyjścia z UE – red.) wszystko niezwykle przyspieszy. Rok następny to ustalenie kluczowych ram kolejnej perspektywy finansowej.

Martwi mnie, że dominuje opinia o braku aktywności polskiego rządu. Najsłabszym, a bardzo istotnym ogniwem jest minister rolnictwa, który jest wielkim nieobecnym, a koszty tej nieobecności za moment odczują wszyscy producenci żywności, a w rezultacie także konsumenci.

Ile możemy stracić?

Nie znamy jeszcze wielkości całego budżetu, który będzie dzielony. Faktem natomiast jest, że po referendum w Wielkiej Brytanii w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy znane będą wszelkie parametry ekonomiczne, a więc także naszego budżetu.

Ale od dawna wiadomo, że środki finansowe, które będą wkrótce przyznane, będą znacznie mniejsze niż te przyznane poprzednio.

Mogły być zbliżone. Ostatnia dekada oznacza zbliżenie Polski, jeżeli chodzi o siłę gospodarczą, siłę regionu czy siłę infrastrukturalną, do Zachodu. W związku z tym środki na niektóre cele mogą być ograniczone lub nieco spłaszczone. Ale wciąż pozostają regiony, obszary inwestowania, w których zachodzi konieczność dalszego wyrównywania różnic pomiędzy Polską a krajami Europy Zachodniej. Dziś rząd powinien niezwykle intensywnie pracować na dobrym uzasadnieniem ewentualnych oczekiwań, a tego nie czyni.

Porozmawiajmy o sytuacji w PO. Czy Grzegorz Schetyna obiecał, że jeśli zostanie pan komisarzem zarządzającym strukturami na Dolnym Śląsku w miejsce przewodniczącego regionu, to może pan być kandydatem PO w wyborach prezydenckich?

Kompletna bzdura. Nie. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie zgodziłbym się na pełnienie funkcji politycznej za jakąkolwiek obietnicę, a co dopiero taką.

Nie udało się panu uspokoić sytuacji w dolnośląskiej PO. W sejmiku wojna, ludzie odchodzą z partii, z rady miejskiej, a wyrzuceni z Platformy odwołują się od decyzji zarządu krajowego.

Odeszli, a nie odchodzą. To czas przeszły i dokonany. Efekt sporu z dwuletnim okresem trwania. Mnie udało się ten proces zatrzymać. Zależy mi na pogodzeniu zwaśnionych frakcji. Mimo wyzwań i zadań w europarlamencie, podjąłem się trudnego zadania uspokojenia sytuacji partii na Dolnym Śląsku, co jest kolejnym dowodem na to, że losy PO nie są mi obojętne.

Nie jest tak, że dużej części PO nie podobają się rządy Schetyny?

Poparcie dla obecnego przewodniczącego nie jest tak duże, jak by oczekiwał. Ale też, co istotne, nie jest podważany jego mandat. Bywa, że szef nie wszystkim odpowiada, ale nie może to oznaczać traktowania własnej formacji jak pola wiecznej wojny.

Czy znane są wyniki audytu i powody, dla których Jacek Protasiewicz przestał być szefem struktur PO na Dolnym Śląsku?

W wersji ustnej przekazanej przez audytora tak.

Będzie pan kandydował na szefa PO na Dolnym Śląsku?

Tak, jeśli topory wojenne zostaną zakopane. Dziś nie mogę za różne rywalizujące ze sobą obozy odpowiedzieć, czy wartości podstawowe będą rozmaite osoby łączyć czy dzielić. Nie jestem zainteresowany sukcesem określonego obozu. Tym, co jest dla mnie najważniejsze, jest pokonanie właśnie tych barier, które zostały stworzone.

Wyobraża pan sobie Jacka Protasiewicza w Nowoczesnej?

Obecnie nie. Nowoczesna Ryszarda Petru ma dwa podstawowe atuty. Po pierwsze, jest formacją nową, która jeszcze nie brała udziału w rządzeniu. Po drugie, jest zbudowana w oparciu o działaczy niepartyjnych. Przejmując Jacka Protasiewicza i inne znane np. z PO osoby, zniszczyłaby za jednym zamachem oba swoje atuty.

Czy Rafał Dutkiewicz i jego politycy na Dolnym Śląsku są coraz bliżej PiS?

Tzw. obóz Rafała Dutkiewicza jest bardzo niespójny. To raczej zespół ludzi o ambicjach osobistych niż konkretnych przekonaniach politycznych. Są wśród nich zarówno byli aktywiści bliscy AWS, a obecnie PiS, jak i dawnej Unii Wolności. Sam Dutkiewicz deklaruje ostry kurs antypisowski, ale niewiele w tej materii czyni. Obserwując prezydenta Wrocławia, wszyscy recenzenci podkreślają, że im więcej ambicji politycznych, tym większe koszty w zarządzaniu miastem.

Czy w Platformie jest obawa, że PiS przejmie władzę we Wrocławiu?

Nie ma takiego zagrożenia. 

Czy jest możliwe, aby Rafał Dutkiewicz starał się o kolejną kadencję prezydenta Wrocławia?

Uważam, że jest taka możliwość, ale to rozwiązanie nie byłoby dobre, ani dla Rafała Dutkiewicza, ani dla miasta.

Jak ocenia pan prof. Piotra Glińskiego jako były minister kultury i dziedzictwa narodowego?

Nie oceniam. Nie jest dobrym zwyczajem, gdy poprzednik ocenia następcę po tak krótkim czasie. Nie oznacza to jednak, że nie mam swoich spostrzeżeń czy też rozmaitych obaw wynikających z obserwacji konkretnych decyzji. Niepokoi mnie przede wszystkim wprowadzanie w kulturze twardej polityki partyjnej czy czysto centralistyczne zapędy władzy. Ministerstwo Kultury powinno w identyczny sposób dbać o pielęgnowanie wartości powstałych w przeszłości, co o powstawanie nowych projektów artystycznych. Często ryzykownych, odważnych, poszukujących, ale także po prostu wyprzedzających czas. Kształcenie artystów, publiczności, odpowiedzialne budowanie zdolności do odbioru kompletnie nowych treści przekazów to warunek rozwoju.

Czy to, że minister kultury jest też wicepremierem wzmacnia jego pozycję?

W jednym aspekcie może tak. Wiele lat zabiegałem o podporządkowanie służb konserwatorskich Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a konkretnie autonomicznemu urzędowi generalnego konserwatora zabytków. Byłem blisko, podzielaliśmy w tej materii pogląd z koalicjantem z PSL. Zabrakło jednak czasu i właśnie silniejszej pozycji wobec ministra spraw wewnętrznych.

W innych sprawach obawiam się, że łączenie funkcji bardzo politycznych z wyłącznie merytorycznymi może resortowi nie służyć.

Gliński opowiada się za ustawieniem pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim oraz siedzibą jego ministerstwa. Jak pan to ocenia?

To dowód myślenia centralistycznego i nieuwzględniającego doświadczeń ostatnich 25 lat. Warto przypomnieć, że sfera pomników (ich lokalizacji, formy, nazewnictwa) leży w obszarze wyłącznych kompetencji samorządów. Sam, jako minister, w tej kwestii starłem się zachować powściągliwość, szanując dorobek samorządów i prawa społeczności lokalnej. Ewentualne upamiętnienie ofiar katastrofy lotniczej wymaga poważnego dyskursu architektonicznego, konserwatorskiego i przede wszystkim pochylenia się nad konkretnym projektem, wybranym w drodze konkursu na zamówienie społeczności lokalnej, reprezentowanej przez samorząd Warszawy.

O jakiej formie upamiętnienia pan myśli?

Silna ingerencja w przestrzeń de facto skończoną nie wchodzi w rachubę. Pamiętam rzuconą myśl ilustracji świetlnej. Niestety, przy braku konkretnego projektu rozważania mogą być jedynie teoretyczne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA