fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Płace

Nowelizacja przepisów o ochronie świadczeń pracowniczych

Fotolia.com
Pracownikom niewypłacalnych spółek, dla których nikt nie ogłosił upadłości, dużo trudniej będzie odzyskać należne wynagrodzenia.

W środę rząd przyjął i przesłał do Sejmu nowelizację ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych, która znacząco ograniczy wsparcie dla osób zatrudnionych w upadających spółkach. Obecnie jeśli nie uda się im uzyskać zaległych pensji od pracodawcy, o ich wypłatę mogą wystąpić do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Warunkiem wypłaty jest jednak ogłoszenie upadłości spółki albo uznanie przez sąd, że zaprzestała ona działalności i nie reguluje swoich zobowiązań.

Większość bez ochrony

Po zmianach z ustawy ma zniknąć art. 8a, który przyznaje prawo do wypłaty świadczeń z funduszu, gdy firma zaprzestanie prowadzenia działalności, ale nikt nie ogłosi jej upadłości. Co prawda osoby, które znajdą się w tej sytuacji, nie zostaną całkowicie bez ochrony. Będą mogły wystąpić jedynie o wypłatę zaliczki na poczet wszystkich należności. Zaliczka nie może być jednak większa niż minimalne wynagrodzenie. Dotychczas dostawali pełną wypłatę wynagrodzenia z uwzględnieniem ekwiwalentu za urlop wypoczynkowy i nagród jubileuszowych, jeżeli ich wysokość nie przekraczała przeciętnego wynagrodzenia.

– Problem w tym, że obecnie nawet trzy czwarte wniosków rozpatrywanych przez wojewódzkie oddziały funduszu opiera się na przesłance faktycznego zaprzestania działalności – tłumaczy pracownik wojewódzkiego urzędu pracy odpowiedzialny za obsługę świadczeń wypłacanych przez fundusz. – To bardzo zła informacja dla pracowników upadających spółek.

Z uzasadnienia do projektu zmian wynika, że wykreślenie art. 8a z ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych jest uzasadnione wątpliwościami interpretacyjnymi wśród potencjalnych beneficjentów pomocy.

Faktyczne uzasadnienie tej zmiany może być jednak zgoła inne. W 2016 r. fundusz miał wypłacić 2,2 mld zł wsparcia. W 2017 r. ta kwota zmaleje do 650 mln zł.

Niekorzystna zmiana przepisów zbiega się z falą upadków dużych firm. Najpierw pod koniec 2016 r. spółka Bezpieczny List przestała wypłacać wynagrodzenia 1000 listonoszy. Do tej pory nikt nie ogłosił upadłości tego przedsiębiorstwa, bo w wyniku kolejnych operacji została ona przeniesiona na Cypr.

Fala dużych upadłości

Gdyby Bezpieczny List przestał płacić swoim pracownikom po planowanych przez rząd zmianach, dostaliby tylko niewielką część przysługujących im wypłat. Bez gwarancji na pełne wypłaty, bo po zmianach warunkiem zaspokojenia ich roszczeń będzie orzeczenie sądu upadłościowego.

W tym samym czasie co Bezpieczny List kłopoty finansowe dotknęły też Almy i Praktikera. Kolejne setki pracowników obu firm nie doczekały się wypłat wynagrodzeń. W przypadku Almy nie powinno być problemów z wypłatą świadczeń przez fundusz, bo w lutym zostało już ogłoszone postępowanie upadłościowe.

– W przypadku Praktikera są już dwa wnioski o ogłoszenie upadłości, to już kwestia czasu, kiedy syndyk złoży zbiorcze listy pracowników, którzy nie otrzymali pieniędzy na czas. Gdy te dokumenty zostaną już złożone, wypłata świadczeń nastąpi w krótkim terminie – dowiedziała się „Rzeczpospolita" w funduszu. – O wypłatę mogą zwracać się także sami pracownicy w trybie indywidualnym, postępowanie trwa wtedy jednak dłużej.

25 tys. osób korzysta co roku ze wsparcia Funduszu, w 2017 r. rząd planuje jednak znacznie niższe wydatki niż w poprzednich latach

5 mld zł znajduje się na koncie Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA