fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Płace

Podwyższenie płacy minimalnej to problemy z przetargami

Adobe Stock
Skokowy wzrost pensji minimalnej i składek ze zleceń oznacza drastyczny wzrost cen usług.

Niespodziewana wcześniej podwyżka minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku do aż 2600 zł, zamiast planowanych proponowanych pierwotnie przez rząd 2450 zł, wywołała spore zamieszanie w zamówieniach publicznych.

– Oznacza to większe wydatki na usługi zamawiane w trybie zamówień publicznych w przyszłym roku – komentuje Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. – Te pieniądze trzeba będzie przesunąć z innych inwestycji. Albo samorządy będą zmuszone do zrezygnowania z niektórych inwestycji, np. budowy czy remontów dróg. Tym bardziej że w myśl zapowiedzi zmian nie tylko zwiększą się koszty, ale w przyszłym roku zmniejszą się dochody samorządów.

– Z roku na rok maleje liczba przetargów i taki też może być skutek skokowego podwyższania kosztów zatrudnienia – mówi dr Łukasz Bernatowicz ekspert BCC. – Sprawa jest bardzo poważna, bo mogą na tym ucierpieć przetargi na roboty drogowe. Już w tym roku podwyżka cen materiałów budowlanych spowodowała, że z 19 mld unijnych środków na budowę dróg zostało wykorzystanych tylko 11 mld zł. Podwyżka minimalnych płac i składek ZUS ze zleceń spowoduje presję na podwyżki pozostałych dla pracowników. Pogłębi to więc problemy z wykonaniem takich inwestycji.

Droższe etaty i zleceniobiorcy

Z szacunków „Rzeczpospolitej” wynika, że już w przyszłym roku przedsiębiorcy zatrudniający około 1,5 mln osób pobierających minimalne wynagrodzenie zapłacą im około 8 mld zł więcej, z czego połowa tej kwoty wpłynie do kasy państwa jako podatki i składki ZUS. Do tej kwoty należy jednak doliczyć kolejne 3 mld zł, które rząd planuje ściągnąć w 2020 r. od przeszło 1,1 mln zleceniobiorców. Do projektu budżetu na przyszły rok została już wpisana taka kwota wpływów ze składek ZUS od kontraktów cywilnoprawnych. Przedsiębiorcy zatrudniający zleceniobiorców na kilku umowach muszą się więc spodziewać, że z przepisów zniknie zasada, w myśl której taka osoba zarabiająca w jednej firmie równowartość minimalnego wynagrodzenia, w innej firmie nie musi płacić składek od swojego wynagrodzenia (poza składką zdrowotną). Wszystko wskazuje bowiem na to, że po zmianach składki ze zleceń będzie się płaciło od każdej złotówki wynagrodzenia. Ciągle jednak nie ma nowelizacji przepisów wdrażającej te zmiany, dlatego niewielu przedsiębiorców zdaje sobie z tego sprawę.

Wszystkie te podwyżki firmy startujące w przetargach powinny wkalkulować w proponowane ceny. Jeśli przeszacują koszty związane ze zmianami mogą przegrać wyścig po zamówienie z innymi firmami, które nie uwzględnią w swoich ofertach szykujących się podwyżek.

Chaos na horyzoncie

– Myślę, że wykonawcy, przedstawiając swoje oferty, uwzględnią w nich tylko te znane podwyżki, także po to, by nie zawyżać cen za swoje usługi, bo to prosty przepis na przegraną w wyścigu po zamówienie publiczne – mówi dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Sienna. – Później zaś, gdy te podwyżki staną się faktem, wykonawcy wystąpią do urzędu o ustawową waloryzację wynagrodzenia na podstawie art. 142 ust. 5 pkt 2 i 3 prawa zamówień publicznych, które wprost przewidują taką możliwość przy podwyżce minimalnego wynagrodzenia czy zmianie zasad podlegania ubezpieczeniom społecznym.

– Uważam, że wykonawcy i zamawiający rozstrzygający przetargi powinni uwzględnić te podwyżki już teraz – mówi dr Bernatowicz. – Przepisy o waloryzacji wynagrodzenia są całkiem nowe i nie wiadomo, w jaki sposób w praktyce będą odbywały się te podwyżki. Czy zamawiający zapłaci więcej sam z siebie, czy taką sprawą będzie musiała zająć się Krajowa Izba Odwoławcza i sąd. Poza tym spodziewam się, że wykonawcy, którzy przegrali, bo zaproponowali wyższą cenę, będą kwestionowali ważność przetargu, twierdząc, że mniejsza stawka wykonawcy, który wygrał, była zaniżona, i to im należał się kontrakt. Pytanie, która postawa będzie premiowana przez sądy przy rozstrzyganiu takich sporów. Jedno jest pewne: na horyzoncie widać chaos.

Co ważne, możliwość waloryzacji dotyczy tylko umów trwających dłużej niż 12 miesięcy. W krótszych kontraktach zamawiający i wykonawcy muszą wziąć na siebie ryzyko związane z kosztami zmian, jakie obecny rząd po wygranych wyborach planuje wprowadzić.

Jeśli zaniżą cenę, przyjdzie im później wykonywać deficytową umowę, która może doprowadzić ich firmę do upadku. Jeśli zawyżą wynagrodzenie za swoje usługi, może w ogóle nie dojść do zawarcia umowy, gdy urząd anuluje taki przetarg z braku środków na ten cel.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA