fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Skoki narciarskie: Ambasador skoczył po złoto

Kamil Stoch - złoty medalista olimpijski na ramionach Macieja Kota i Dawida Kubackiego
AFP
Skoczkowie jako jedyni przywieźli z igrzysk medale. Pokazali, że przemyślana strategia sportowa i marketingowa jest podstawą sukcesów.

Od 14 lat z Polskim Związkiem Narciarskim (PZN) współpracuje Grupa Lotos. Kontrakt z paliwową firmą pozwolił wychować następców najpopularniejszego polskiego sportowca pierwszej dekady XXI w. Adama Małysza.

Dzięki temu powstał program „Szukamy następców mistrza", a jego integralną częścią stały się zawody Lotos Cup. Uczestnikami cyklu imprez byli obecni olimpijczycy Maciej Kot i Dawid Kubacki oraz startujący w igrzyskach w Vancouver (2010) Krzysztof Miętus i w Soczi (2014) Jan Ziobro.

Trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch też był beneficjentem porozumienia PZN i Lotosu, w początkach seniorskiej kariery otrzymywał stypendium od grupy Lotos. Do dziś pełni rolę ambasadora zawodów Lotos Cup.

Wsparcie Lotosu dla PZN pomogło w zatrudnieniu na stanowisku trenera kadry Stefana Horngachera. Stworzony przez austriackiego szkoleniowca team przygotował drużynę do sezonu olimpijskiego, tak by skutecznie walczyła o medale. Ta pomoc zapewniła skoczkom komfort materialny, a także coraz bardziej nieodzowny we współczesnym sporcie – technologiczny.

Złoty medal Kamila Stocha na dużej skoczni w Pjongczangu, brązowy drużyny na tym samym obiekcie, nawet dramatyczne przeżycia związane z udziałem Polaków w zawodach na normalnej skoczni – trudno to wszystko sobie wyobrazić bez fundamentu, jakim dla polskich skoków jest dziś program „Szukamy następców mistrza – Lotos Cup".

Skoczkowie zdobyli dwa medale – złoty i brązowy, a mogły być nawet trzy. W pierwszym konkursie – na skoczni normalnej – o miejscach w czołówce decydowały nie tylko umiejętności. Organizatorzy i przedstawiciele MKOl przyznali później, że były to najtrudniejsze do przeprowadzenia zawody olimpijskie w skokach w ostatnich latach.

Stefan Hula prowadził po pierwszej serii, drugie miejsce zajmował Kamil Stoch. W finałowej fazie konkurs był wielokrotnie wstrzymywany. Wiał silny wiatr, skoczkom przeszkadzał również siarczysty mróz. Zawody trwały ponad trzy i pół godziny, rozpoczęły się w sobotę czasu lokalnego, zakończyły już po północy, w niedzielę. Najtrudniejsze zadanie stało przed zawodnikami walczącymi o medale. Wymęczeni i zniecierpliwieni oczekiwaniem musieli oddać idealne skoki. Mieli niewielki margines błędu, a warunki wciąż się zmieniały.

W takich okolicznościach Stefan Hula zakończył olimpijskie zawody na piątym miejscu, Kamil Stoch – na czwartym. Do medalu dwukrotnemu mistrzowi z Soczi zabrakło 0,4 pkt. – To jest stopa – jak powiedział po konkursie.

Wygrał Niemiec Andreas Wellinger. Srebro zdobył Norweg Johann Andre Forfang, a brąz jego rodak Robert Johansson. W polskim obozie zapanował smutek, czasami wściekłość.

– Organizatorzy powinni przenieść ten konkurs na inny termin – grzmiał dyrektor sportowy PZN Adam Małysz. Skoczkowie musieli szybko zapomnieć o tym pierwszym nieudanym podejściu na podium w Pjongczangu.

Konkurs na dużej skoczni rozegrany tydzień później przebiegał w normalnych warunkach. Stoch pokazał klasę już w pierwszej próbie. Jego skok był niemal idealny, choć nieco spóźniony.

Odległość 135 m i wysokie noty zapewniły mu prowadzenie. Piąty był Dawid Kubacki. W drugiej serii dalej niż Stoch skoczył Wellinger, ale Polak dzięki lepszym notom zdobył trzeci w karierze złoty medal olimpijski. Podczas uroczystej dekoracji odbierał go z rąk polskiej multimedalistki Ireny Szewińskiej i prezesa PZN Apoloniusza Tajnera.

Wyniki pozostałych zawodników dobrze rokowały na rywalizację w drużynie. Poza zasięgiem byli Norwegowie, ale dopiero ostatnia seria zdecydowała o tym, że Polacy stracili drugie miejsce. Zostali na podium – z brązem. Wywalczyli pierwszy w historii medal w konkursie drużynowym.

Podobnie jak na igrzyskach w Vancouver w 2010 r. i Soczi w 2014 biało-czerwoni zdobyli w Pjongczangu w skokach narciarskich dwa medale. Zarówno w Korei, jak i w Rosji w punktacji olimpijskiej (za miejsca 1–8) mieli podobny dorobek – 20 pkt. Wyniki z ostatnich igrzysk olimpijskich, z tego i poprzedniego sezonu to najlepszy dowód, jakie korzyści w sporcie może odnieść dyscyplina dzięki długofalowej polityce szkoleniowej i marketingowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA