fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Igrzyska na ekranie: dużo dla dociekliwych

Nowe sensory Omegi wykorzystywane w skokach narciarskich
materiały
Omega, oficjalny chronometrażysta igrzysk, powinien dziś nazywać się oficjalnym dostawcą wszelkich danych olimpijskich. Drukowanych i wyświetlanych, zwłaszcza wyświetlanych

Firma Omega, której od 1936 roku zimowe igrzyska olimpijskie zawdzięczają chronometraż, do coraz bardziej precyzyjnych sposobów pomiaru czasu w zawodach dodała przez dziesiątki lat tyle systemów zbierania i prezentacji danych, że zrobiła się z tego osobna dziedzina technicznej sztuki.

Zwłaszcza dla widza telewizyjnego (choć dla tego obecnego na arenach też) igrzyska w Pjongczangu stały się okazją do zobaczenia, co może współczesna technologia i co obiecuje w niedalekiej przyszłości.

Skoro igrzyska powoli zmierzają do wielkiego finału, można podsumować, co zyskaliśmy oglądając biegi, skoki, wyścigi i pokazy zimowych olimpijczyków w telewizorach. Najgólniej – zyskaliśmy wiedzę wzbogacającą emocje, choć pewnie jest gdzieś granica postrzegania liczb, diagramów, parametrów, porównań, zestawień i powtórek obrazów. Na razie jednak, kto uważny, ten się cieszył.

W skokach narciarskich, oprócz oczywistych informacji o zawodnikach i ich notach, widzowie mogli dostrzec także prędkości najazdu i lądowania oraz parametry lotu. W narciarstwie alpejskim nowością były m. in. dodatkowe wskazania prędkości, np. przed i po efektownym skoku. W hokeju systemy analizy akcji z podświetlaniem graczy, kierunków ich ruchu i lotu krążka (w tle działał już skutecznie system wykrywania dźwięku gwizdka, dla sędziów nowa sprawa).

W łyżwiarstwie szybkim i innych kilku sportach dobrze się sprawdzała graficzna prezentacja pozycji zawodników. W narciarstwie alpejskim, bobslejach, skeletonie, saneczkarstwie oko przyciągały powtórki polegające na nakładaniu obrazu próby jednego sportowca, na obraz akcji drugiego. Simulcam – tak Omega nazwała to rozwiązanie, przydawało się zwłaszcza w narciarstwie alpejskim, bobslejach, skeletonie i saneczkarstwie.

Technologia Stromotion Omegi bardzo efektownie wypadła w łyżwiarstwie figurowym. Skok podzielony na frakcje – to przemawiało do wyobraźni telewidza. Nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać z tego pomysłu wszędzie indziej, gdzie sportowiec wykonuje dynamiczny ruch w przestrzeni: w narciarstwie alpejskim, dowolnym i w zawodach snowboardowych.

Osobna sprawa, to ilość informacji na ekranie telewizyjnym w trakcie konkurencji. Niekiedy trzeba mieć refleks, żeby dostrzec pojawiające się na chwilę cyfry i je szybko zinterpretować. Takie czasy, że nowa technologia niekiedy edukuje i podbija emocje, ale wymaga też sporej spostrzegawczości.

Niedaleka przyszłość to coraz bardziej powszechna analiza ruchu i działania sportowców, z różnych ujęć kamer, w zwykłym i zwolnionym tempie, z podaniem wielu dodatkowych wskaźników oceny, także wiele informacji uzupełniających, grafik, animacji i porównań. To również coraz doskonalsze tablice świetlne i bogatsze dane dla widzów na arenach igrzysk.

Moc płynąca z 230 ton sprzętu Omegi przez dziesiątki kilometrów kabli na igrzyskach w Pjongczangu zadowoliła dociekliwych, ale kto ma wyobraźnię, pewnie zechce jeszcze więcej. Najbliższa olimpijska okazja sprawdzenia, czy inżynierowie Omegi nadal mają inwencję – już za dwa lata, podczas letnich igrzysk w Tokio.

Przygotowane we współpracy z Omega

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA