fbTrack

Pjongczang 2018

Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew reprezentują Polskę w Pjongczangu

Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew po pierwszej części rywalizacji w tańcach zajmowali 14. miejsce
AFP
Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew reprezentują Polskę w Pjongczangu w tańcach na lodzie. To nasi jedyni łyżwiarze figurowi na igrzyskach.

Rzeczpospolita: Wszystkie dzieci w rodzinie Kaliszków jeździły figurowo na łyżwach. Pani ojciec wiele lat temu kupił nawet lodowisko... To on zachęcał was do treningów?

Natalia Kaliszek: Nie, wszystko zaczęło się ode mnie, gdy miałam pięć lat. Potem dołączyli do mnie brat i siostra. Dopiero po jakimś czasie tata zaczął budować lodowisko. To my zaszczepiliśmy pasję w nim, a dodatkowo była to inwestycja biznesowa. Organizowaliśmy ślizgawki i powstała też sekcja curlingowa. Z bratem jeździliśmy w parach sportowych, ale miałam problemy z kręgosłupem, nie czułam się też dobrze w skokach. Wtedy trenerka, pani Sylwia Nowak-Trębacka, zaproponowała przejście do tańców. Nie musiałam się długo namyślać.

Nie drażni was to, że przez wielu tańce nie są traktowane jako sport?

Maksym Spodyriew: Międzynarodowa Unia Łyżwiarska zmieniła system oceniania programów. Wartość każdego ruchu, kroku jest wyliczona. Przepisy są wymierne zarówno w ocenie technicznej, jak i artystycznej. Trenujemy wiele godzin dziennie, od 8.30 do 12.30 mamy cztery godziny lodu. Potem godzina baletu klasycznego. Po przerwie znów dwie godziny na lodowisku. Dodatkowo trzy razy w tygodniu ćwiczymy na siłowni. Raz w tygodniu przyjeżdża do nas trenerka od tańca towarzyskiego. Wolniejszym dniem jest jedynie piątek. Czy to nie jest sport?

Żeby trenować łyżwiarstwo, przeniósł się pan do Polski z Ukrainy. To była trudna decyzja?

M.S.: Nie, chciałem trenować, a Natalia poszukiwała partnera. W naszym sporcie łączenie w pary łyżwiarzy z różnych państw to norma. Przyjechałem na tydzień próby do Torunia. Dobrze nam się razem jeździło i postanowiłem zostać tu na stałe.

Jak czuje się pan w Polsce?

M.S.: Zadomowiłem się, ale oczywiście kiedy wracam do rodziców i przyjaciół w Charkowie, atmosfera jest trochę inna.

Pani ojciec jest szefem Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego. To budzi zazdrość kolegów?

N.K.: Myślę, że nie ma ku temu powodów. Wyniki, jakie osiągamy, są rezultatem naszej ciężkiej pracy. Tata został prezesem PZŁF przed rokiem. Już po tym, jak wywalczyliśmy dla Polski kwalifikację olimpijską.

Powiedzcie trochę o swoich tegorocznych programach...

M.S.: Podobnie jak w ubiegłych latach wybraliśmy programy wesołe, kontrastujące z dominującym obecnie lirycznym trendem w tańcach. Dzięki temu wyróżniamy się. Nasz program krótki do rytmów latynoamerykańskich to składanka „Despacito", „ Deja vu" i „Descarga En Sol Para Tito Puente". Z kolei program dowolny to połączenie fokstrota, swingu i quickstepa.

Jakie są wasze wrażenia z pobytu w Korei?

N.K.: Jesteśmy pod wrażeniem organizacji. Z Polski lecieliśmy wraz z ekipą skoczków. Później się rozjechaliśmy. Oni są zakwaterowani w górach, a my nad morzem. Najpierw kilka dni trenowaliśmy na olimpijskich arenach w Gangneung. Są tu dwa lodowiska. Jedno umieszczone pod drugim. Treningi zamiennie odbywają się na lodowisku głównym w strojach startowych przy muzyce lub treningowym. Trwają jednak jedynie pół godziny, a to bardzo krótko. Dodatkowo podkład muzyczny może być puszczony tylko raz. Brak lodu nadrabialiśmy więc na siłowni. Dopiero przed samym startem liczba treningów wzrosła do dwóch dziennie. Po ceremonii otwarcia przenieśliśmy się więc do Seulu, aby móc pracować na lodzie po kilka godzin dziennie. Tam to zupełnie inny świat. Ogromne miasto, tłumy ludzi, korki na ulicach i pyszne koreańskie jedzenie. Mogliśmy solidnie potrenować na dwóch lodowiskach, oddalonych od siebie o ponad godzinę jazdy metrem.

Na mistrzostwach Europy w Moskwie pojechaliście bardzo dobrze. O osiem punktów poprawiliście wynik z ubiegłego sezonu. Ale miejsce było o dwie lokaty niższe. Czujecie lekki niedosyt?

N.K.: To prawda. Czujemy niedosyt, ale też zadowolenie. Poprawiliśmy swój wynik o 8 punktów. Przed rokiem taki rezultat dałby nam szóstą lokatę.

rozmawiała Paulina Nowicka

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL